• facebook
  • rss
  • Powrót do raju

    dodane 24.05.2012 00:13

    Do seminarium wstąpili w 1981 roku. Było ich ponad 80! Dwa lata później część z nich wyjechała do własnych diecezji, do Szczecina lub Koszalina. 17 maja 2012 r. spotkali się ponownie.

    Zaczynaliśmy razem, dwa lata w tym kościele się modliliśmy, a teraz po 25 latach od święceń, jako księża z trzech diecezji, po raz pierwszy odprawiamy tu razem Eucharystię. To nasze paradyskie prymicje – powiedział na początku Mszy św. ks. Jarosław Stoś, rektor seminarium w Paradyżu. Na spotkanie przyjechało 24 kapłanów, kolegów z czasów kleryckich, którzy obecnie pracują w diecezjach szczecińsko-kamieńskiej, koszalińsko-kołobrzeskiej i naszej, zielonogórsko-gorzowskiej. – Niektórych trudno poznać, a inni zupełnie się nie zmienili. No, może trochę przybyło centymetrów w pasie czy siwych włosów na głowie – śmieje się ks. Rajmund Tessmer, proboszcz w Redle
k. Połczyna-Zdroju.
– Jak zaczynaliśmy, było nas tak dużo, że mieszkaliśmy w pokojach po 10–12 osób.

    Spaliśmy na piętrowych łóżkach. Ciasno było. Ale nie pamiętam, aby ktoś się uskarżał – mówi ks. Stanisław Łącki, proboszcz w Jastrowiu. Wstąpili do seminarium we wrześniu, a trzy miesiące później wprowadzono stan wojenny. – Pamiętam, że był spory problem z wyjazdem do domów na święta Bożego Narodzenia. Wojsko ustawiło SCOT-a
przed bramą seminaryjną. Żołnierze palili koksowniki i nas pilnowali. Udało się jednak być w domu. Oczywiście każdy musiał mieć pozwolenie od władz – wspomina ks. Jacek Fabiszak z parafii w Radziszewie na obrzeżach Szczecina.

    
Wspomnienia jubilatów o seminaryjnym życiu i o profesorach ożywały podczas spotkania przy kawie, gdy chodzili, zaglądając w stare kąty czy podczas spaceru po ogrodzie. – Tu za naszych czasów był ogród warzywny. Rosły marchew, kapusta, ogóreczki… Ale boisko jest tam, gdzie było – wraca pamięcią ks. Ireneusz Sokalski ze Szczecina.
Oprócz radosnych wspomnień była i refleksja duchowa. Konferencję jubilatom wygłosił ks. Piotr Kwiecień CM, ojciec duchowny naszego seminarium, a bp Stefan Regmunt przewodniczył wspólnej Mszy św. i wygłosił kazanie. Podczas liturgii jubilaci odnowili również swoje przyrzeczenia kapłańskie.
Różnie układały się księżom życiowe drogi. Są proboszczami, profesorami, duszpasterzami różnych środowisk. Pytani o to, co jest dla nich najważniejsze, powtarzali, że gdyby nie Jezus i służba dla Niego, reszta nie miałaby znaczenia. – Przez rok pracowałem w Austrii. Było tam jednak tak mało zwyczajnej duszpasterskiej posługi, że czułem się z tym źle. Spowiedzi, nabożeństwa, adoracje czy sprawowanie Eucharystii… jak mi tego wtedy brakowało. Teraz to mam i to nadaje sens mojemu kapłaństwu – mówi ks. Marek Kowal, proboszcz z Dychowa.
– A dla mnie największą radością jest dotykanie wiary w sobie i w ludziach, kroczenie ku Bożej tajemnicy… to niesamowite – dzieli się ks. Michał Zielonka z Zawady. – Jestem wdzięczny Panu Bogu, że mnie wybrał, i dziękuję Mu za dar życia, bo przeżywając ciężką chorobę, teraz bardziej doceniam jego wartość – mówi ks. Zielonka, który czeka na przeszczep szpiku. – Najtrudniejsze w kapłaństwie jest dla mnie… pokonywanie własnych słabości i grzechów. Ale Pan Bóg daje łaskę! – dodaje, uśmiechając się.
– Po 25 latach życia kapłańskiego może nie jesteśmy bardziej gorliwi, dużo bardziej pobożni, mądrzy czy święci. Ale na pewno jesteśmy dużo bardziej wdzięczni Bogu i Kościołowi za to, że pomimo naszych słabości i braków wybrał nas i cierpliwie posługuje się nami do tej pory. Chcemy też dać świadectwo, jak cenne jest powołanie do kapłaństwa i jak dobrze mieć w tym powołaniu udział – powiedział ks. Jarosław Stoś.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół