• facebook
  • rss
  • Wsiadam i jadę dalej

    dodane 26.07.2012 00:15

    – Jest takie powiedzenie, że wsiąść na konia i jechać każdy potrafi, ale harmonia jeźdźca z koniem jest sztuką. Jazda konna to dla mnie niesamowita przyjemność i frajda – zapewnia Marta Gielejza.

    Po raz pierwszy wsiadła na konia, gdy miała 6 lat. – Moja mama jeździ konno już ponad 30 lat. Jako małe kajtki byłyśmy z siostrą przez mamę wożone co sobotę na konie do Przylepu – wspomina Marta Gielejza z miejscowości Płoty k. Zielonej Góry, przyszłoroczna maturzystka. – Nie byłyśmy wychowywane wśród zakazów: „Nie dotykaj kotka, bo podrapie, pieska, bo pogryzie, a konik pokopie”. Uwielbiamy zwierzęta. Nie ma co owijać w bawełnę, jeździectwo to niebezpieczny sport. Spadłam z konia kilka razy, a w styczniu tego roku miałam nawet wstrząs mózgu. Ale to mnie nie zniechęca. Wsiadam i jadę dalej – dodaje.

    Koniem przez „prerię”

    W zeszłe wakacje Marta pracowała przy koniach w gospodarstwie agroturystycznym na Mazurach. – Tam poznałam trenera przygotowującego konie do rajdów długodystansowych. Jako jedyna w lubuskim mam potrzebną licencję – uśmiecha się Marta. Rajdy długodystansowe, to jedna z dyscyplin uznanych przez Międzynarodową Federację Jeździecką. Najkrócej mówiąc, jeździec na koniu musi pokonać określony dystans w najkrótszym czasie i jak najlepszej kondycji. Przed startem po każdym etapie i na zakończenie koń jest poddawany kontroli. – Tylko pozytywna opinia weterynarza pozwala zawodnikowi na kontynuowanie zawodów – tłumaczy Marta. – Są to dystanse od 30 do 160 km. Do tej pory najdłuższy, jaki pokonałam, to 60 km – dodaje. W połowie czerwca w Małej Rusi k. Ostródy (woj. warmińsko-mazurskie) odbyły się Ogólnopolskie Zawody w Sportowych Rajdach Konnych. Zawodniczka Zielonogórskiego Klubu Jeździeckiego zajęła tam trzecie miejsce.

    Equine science

    Realizować pasje pomaga Marcie stypendium otrzymywane z Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, któremu patronuje bł. Jan Paweł II. – Dzięki temu mogę kupić potrzebne rzeczy do szkoły i oczywiście na konie – wyjaśnia Marta. Stypendyści raz w roku spotykają się z rówieśnikami z całej Polski. Ostatni zjazd zakończył się 16 lipca w Lublinie. Było ponad 1300 osób. Oprócz tego stypendyści kilka razy w roku spotykają się w diecezji. – Są tam świetni ludzie, z którymi mogę o wszystkim porozmawiać. Tam można doświadczyć, na czym polega prawdziwa wspólnota w Kościele. Te spotkania zbliżają mnie do Boga – zapewnia Marta. Przyszłość Marta chce wiązać z końmi, ale nie chodzi wcale o sport. Jej marzenie to studia w Walii na kierunku: equine science. – To coś podobnego do hipologii i jeździectwa na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. W przyszłości chciałabym mieć swoje gospodarstwo agroturystyczne, w którym byłby też konie. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy – mówi ostrożnie.

    Cukier nie podskoczy

    Marta od 9 lat ma cukrzycę. – Choroba wymaga dyscypliny, bo zanim wsiądę na konia, mierzę sobie cukier – tłumaczy. W 2010 roku, w ramach nagrody za udział w konkursie, wzięła udział w spocie promocyjnym kampanii społecznej: „Mam pasję! Cukier mi nie podskoczy!”. Bohaterami filmiku są: Łukasz, Kasia, Mariusz i właśnie Marta. Wszyscy mimo cukrzycy realizują swoje pasje. Gościem specjalnym był wioślarz Michał Jeliński, mistrz olimpijski z Pekinu, który też cierpi na tę chorobę. Akcja miała pokazać ludziom zdrowym, że diabetycy to zwykli ludzie, którzy mają swoje pasje, a z drugiej strony uświadomić cukrzykom, że mogą normalnie żyć.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół