• facebook
  • rss
  • Winnica thalloris

    dodane 13.09.2012 00:15

    Zielonogórskie winobranie. – To najprawdziwsza pod słońcem kraina winorośli – zapewnia winiarz Mirosław Kuleba.

    Zielonogórski region winiarski jest najdalej na północ wysuniętym zwartym obszarem uprawy winorośli w Europie. Przed II wojną światową granice regionu, zwanego wschodnioniemieckim obszarem winiarskim, rozciągały się od Bytomia Odrzańskiego do Świebodzina, Krosna Odrzańskiego po Kopanicę. – Zielona Góra znajdowała się w środku tego obszaru i była w XIX wieku jego największą gminą winiarską, a także centralnym punktem handlu winem i przetwórstwa winogron – tłumaczy Mirosław Kuleba, redaktor naczelny pisma „Winiarz Zielonogórski”, wydawanego przez Zielonogórskie Stowarzyszenie Winiarskie, oraz autor takich książek jak: „Ampelografia Zielonej Góry”, opisująca odmiany i gatunki winorośli uprawianych w regionie Zielonej Góry, oraz „Topografia winiarska Zielonej Góry”, prezentująca historyczne obiekty związane z uprawą winorośli i produkcji wina.

    XIX-wieczny rozkwit

    Według tradycji ustnej, pierwsze winnice powstały w rejonie Zielonej Góry już ok. 1150 roku. Prawdopodobnie krzewy winorośli zawędrowały w nasze okolice za sprawą flamandzkich osadników. – Około 1150 roku grupy flandryjskich tkaczy i rolników ciągnęły na Węgry przez terytorium Śląska. W swoich taborach wieźli nie tylko beczki z winem, ale też, bez wątpienia, sadzonki na założenie nowych winnic – wyjaśnia Mirosław Kuleba. Prawdziwy rozkwit winiar- stwa przyszedł w XIX wieku. W 1900 roku w obrębie miasta uprawiano ponad 700 hektarów winnic, które były podzielone na rewiry lub rejony. – Jeden rewir mógł się składać z kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu odrębnych plantacji, należących do różnych właścicieli. Według rejestrów hipotecznych, istniało wówczas 2220 winnic w 51 rewirach – wyjaśnia Mirosław Kuleba. – O randze winnicy i powadze winiarza świadczyło istnienie na plantacji domu winiarskiego. Księgi podatkowe zielonogórskiego Sądu Obwodowego na rok 1865 poświadczają istnienie 697 domów winiarskich i ogrodowych, na rok 1910 – 546.

    Oko kuropatwy

    Pokutuje niesłuszna opinia, że tutejsze wino jest kwaśne. Powodem był zapewne pogląd powtarzany w znaczących wtedy publikacjach. – W 1743 r. ukazał się gigantyczny leksykon Zedlera, niemieckie kompendium ówczesnej wiedzy o świecie, nieodzowny nabytek każdej szanującej się biblioteki i wyrocznia we wszystkich poruszanych kwestiach. Cóż znajdujemy w 35. tomie tego dzieła? „Wino produkuje Śląsk, oprócz Zielonej Góry, w Krośnie i Bytomiu, jednak jest ono złej jakości, niekoniecznie zdrowe”. Inni przepisywali to zdanie, a w jednej z prac dopisano nawet: „Ponieważ mieszkańcy dobrze wiedzą, że wina z Węgier, Italii, Szampanii i znad Renu smakują lepiej” – wyjaśnia M. Kuleba. Powtarzane zdanie nie promowało zielonogórskiego wina, ale ono obroniło się samo. Wino produkowane na tych terenach nie tylko nie było „złej jakości”, ale w historii było oceniane bardzo wysoko. – Okazało się, że nasza kwasowość, która jest nieco podwyższona, ale nie dyskwalifikująca, jest zaletą przy produkcji szampana – wyjaśnia Kuleba. W Winnym Grodzie produkowano też szampana. – 19 lutego 1926 roku spółka trzech przedsiębiorców: Karla Samuela Häuslera, fabrykanta Friedricha Adolfa Förstera i jego szwagra kupca Augusta Gremplera dała początek pierwszej i w swoim czasie największej w Niemczech wytwórni szampana, znanej później jako Grempler & Co. – tłumaczy Kuleba. – Produkowany tu szampan był tłoczony na biało z czerwonych winogron szczepu pinot noir. Różowy trunek określano jako „oko kuropatwy”, oeil de Perdrix – dodaje. Zielonogórski szampan został nagrodzony m.in. złotym medalem na Wystawie Światowej w Paryżu w 1855 roku.

    Dziękujemy wszyscy Bogu

    Od 1846 roku w Zielonej Górze obchodzono jesienią święto winobrania. Tak to wspomina kronikarz Heinrich Adolph Pilz: „Dzięki wyśmienitym zbiorom winogron miejscowe władze wpadły na pomysł urządzenia specjalnego święta ludowego, nazwanego też dziękczynnym lub świętem przyjaźni. Do wspólnego biesiadowania zostali zaproszeni wszyscy winiarze i wszystkie winiarki z całego miasta i okolicznych wsi oraz właściciele ogrodów. (…) Całość rozpoczęła się na Nowym Rynku wcześnie, bo o 8 rano. Stanęło tam 1300 osób trzymających łopoczące chorągwie, a przez miasto biegł przemiły rytm dźwięcznej muzyki. Zaintonowano pieśń: »Dziękujemy wszyscy Bogu«. (…) Całość ruszyła do kościołów w których równocześnie odprawiano msze święte. Po mszach mowę do zebranych wygłosił z wieży ratuszowej burmistrz Krűger. Po tym pochód ruszył ponownie w kierunku Nowego Rynku”. W XIX wieku Zielona Góra zasłynęła także jako kurort stosujący kurację winogronową. Pomysłodawcą był dr Ewald Wolff, królewski fizyk powiatowy z Zielonej Góry. – Na ampeloterapię składały się odpowiednia dieta i czynny wypoczynek pośród winnic. Kurs rozpoczynał się po osiągnięciu przez winogrona pełnej dojrzałości w połowie lub pod koniec października i trwał od 3 do 6 tygodni – opowiada M. Kuleba.

    Twórzmy szlaki

    Winne Wzgórze, Muzeum Wina, odnowiony Stary Rynek i Deptak oraz święto winobrania w Zielonej Górze przypominają o dawnych tradycjach. Choć tutaj historia winiarstwa jest niemal na każdym kroku, wciąż brakuje ścieżek edukacyjnych. Takie szlaki zaproponował Przemysław Karwowski w aneksie do wspomnianej książki „Topografia Zielonej Góry”. Przede wszystkim jednak od kilkunastu lat winiarstwo w Lubuskiem dzięki winiarzom pasjonatom odradza się.

    Turyści mogą odwiedzać winnice, których w całym województwie jest już około 30. Są też ciekawe pomysły, jak chociażby 35-hektarowa Winnica Lubuska, która powstaje przy współpracy m.in. Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Sulechowie, Urzędu Marszałkowskiego, Gminy Zabór i lubuskich winiarzy. Od 2008 roku powstał Lubuski Szlak Wina i Miodu. Można się na nim zapoznać z tradycjami winiarskiego regionu oraz skosztować regionalnych produktów winiarskich i pszczelarskich. Na szlaku znajdują się m.in. Winnica „Kinga” w Starej Wsi, Winnica „Julia” w Starym Kisielinie, Winnica „Cantina” w Mozowie, Winnica „Na leśnej Polanie” w Proczkach, Winnica „Miłosz” w Łazie, Winnica „Stara Winna Góra” w Górzykowie oraz Winnica św. Jadwigi w Świdnicy. Tę ostatnią prowadzi właśnie Mirosław Kuleba. Winnica jest położona na malowniczym południowym stoku Wału Zielonogórskiego na wysokości 124 m n. p. m. Plantacja ma ok. 0,7 ha. Podstawowe odmiany tam uprawiane to klasyczny pinot noir, silvaner i traminer. Winiarz nazwał swoją winnicę imieniem św. Jadwigi. – Z postacią tej świętej związane jest założenie jednej z pierwszych winnic na Śląsku przy klasztorze w Trzebnicy, który został ufundowany przez Jadwigę i jej małżonka księcia Henryka Brodatego. Zachował się nawet jeden z pierwszych przekazów w polskim piśmiennictwie dotyczącym pracowników tej winnicy – wyjaśnia powody nazwy swojej winnicy M. Kuleba i przytacza jedną z legend związanych ze świętą: – W jej czasach wino było podstawowym napojem. Mąż św. Jadwigi, czyli książę Henryk Brodaty, bardzo był niezadowolony, kiedy w ramach umartwienia piła wodę, twierdząc, że przez to jest chorowita. Pewnego razu jeden ze sług doniósł księciu, że Jadwiga znów pije wodę. Ten rozgniewany wpadł do komnaty, chwycił za kielich, ale kiedy powąchał, zdumiał się bo stwierdził, że jest tam najprzedniejsze wino i oczywiście zganił sługę. Wszyscy i tak wiedzieli, że wcześniej była tam nalewana woda – opowiada Mirosław Kuleba. Mirosław Kuleba nie tylko robi wino, ale jego wielką pasją jest badanie historycznych korzeni winiarstwa. Powstaje kolejna praca „Enographia Thalloris”, która, podobnie jak poprzednie książki, powstaje przy pomocy Przemysława Karwowskiego i Zofii Maziarz oraz zaprzyjaźnionych winiarzy. – „Enografia” to neologizm na potrzeby tej publikacji. Jak enologia to nauka o winie, tak enografia to opisanie wina. Natomiast „thalloris”, czyli „zieleniejąca”, to nazwa Zielonej Góry użyta przez XVI-wiecznego teologa i historyka Abrahama Buchholzera z Zielonej Góry. Ta książka, która ujrzy światło dzienne za rok, będzie traktować o zielonogórskim winie na przestrzeni wieków – tłumaczy Mirosław Kuleba.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Savonarola
      13.09.2012 18:06


      Prosi Holender Pana Boga

      panie ciężko pracuje, ciężej od sąsiada. Ale on zawsze ma o 5000 tulipanów więcej. Daj mi Panie raz tyle samo co jemu.

      Dostał!!

      Prosi Niemiec Boga

      panie ciężko pracuje, ale mój sąsiad ma zawsze o 50 ton więcej szparagów. Daj mi choć raz tyle samo.

      Dostał !

      Rozmawia Polak z Bogiem i mówi:

      mój sąsiad ma krowę, daje 20 l mleka dziennie

      Bóg pyta, chciałbyś by Twoja dawała tyle samo?

      nie mówi Polak, ja bym tylko chciał, żeby jemu zdechła!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół