• facebook
  • rss
  • Z pasją i przytupem

    dodane 15.11.2012 00:15

    Jubileusz zespołu parafialnego. Łączy ich muzyka, więzi przyjaźni, parafia św. Józefa w Nowej Soli oraz dyrygent Janusz Gabryelski. To on 10 lat temu założył orkiestrę Fermata Band.

    Przez wiele lat uczyłem muzyki w szkole muzycznej w Zielonej Górze, prowadziłem klasę waltorni. Później 30 lat byłem dyrygentem szkolnej orkiestry dętej „Elektryk” w Nowej Soli. A gdy przeszedłem na emeryturę, to nie dałem rady usiedzieć bezczynnie w domu, więc założyłem nowy zespół – wspomina Janusz Gabryelski. – Muzyka jest moją pasją. Nie wyobrażam sobie bez niej życia. A żona jest bardzo wyrozumiała i pozwala mi realizować tę pasję – dodaje, śmiejąc się.

    Występy i nauka

    Pan Gabryelski w 2002 roku z pomysłem poszedł do ks. Józefa Kocoła, proboszcza parafii św. Józefa Rzemieślnika w Nowej Soli. – Ksiądz bardzo serdecznie przyjął mój pomysł i udostępnił salkę. Tak się zaczęło. I trwa już 10 lat – wspomina dyrygent. Początkowo muzyków było zaledwie 14. Obecnie jest ich 60. Najmłodsza dziewczynka grająca na flecie ma 7 lat, a najstarszy jest 72-letni założyciel orkiestry. – To zespół całkowicie amatorski. Tylko kilka osób ma wykształcenie muzyczne. 90 proc. z nich to moi uczniowie. Niektórzy jeszcze z „Elektryka”, ale większość już z Fermaty – mówi dyrygent.

    Od samego początku, równolegle z orkiestrą, pan Janusz uczy dzieci gry. Każdego dnia poświęca temu kilka godzin. Sam poszczególnym adeptom muzyki dobiera instrumenty i zabiega o ich kupno. – Gram na puzonie – mówi Angelika Konrad, uczennica IV klasy podstawówki. – Usłyszałam ogłoszenie w kościele, że można przyjść do orkiestry. Bardzo mi się podobało, jak grają, więc i ja chciałam. Mama na początku nie chciała, ale później się zgodziła i gram już dwa lata – dodaje. Dyrektor Fermata Band, podobnie jak i pozostałym, sam zaproponował dziewczynce instrument. – Puzon jest trochę jest duży i trudno wyciągnąć mi ostatnią, siódmą pozycję, ale jest coraz lepiej – uśmiecha się nieśmiało Angelika. Pan Janusz szybko potrafi dostrzec w uczniach talent. – Już po kilku miesiącach niektórym dzieciom proponuję występ z całą orkiestrą. Młodzież jest naprawdę zdolna, więc i na efekty nie trzeba długo czekać – mówi. Uczniowie bardzo sobie cenią muzyczne prowadzenie dyrygenta. – To mój mentor, mistrz, ale i wielka osobowość – mówi Hubert Gajewski, który pod okiem Janusza Gabryelskiego gra już kilkanaście lat. – Rozpoczęło się jeszcze w „Elektryku”, gdzie zaraziłem się jego pasją do muzyki. Oprócz samej gry pan Janusz i orkiestra nauczyli mnie współpracy z ludźmi, systematyczności i porządku. Muzyka i ludzie, którzy tworzą zespół, pomogli też poukładać mi życie – wyznaje 29-latek, który gra na trąbce, prowadzi wokal, a niekiedy nawet zastępuje dyrygenta. – Pan Janusz to człowiek z wielkim entuzjazmem, który swoją pasją nas wszystkich zaraził. Jest zawsze pełen radości, ale i cierpliwości do nas. Potrafi nam stawiać wysoko poprzeczkę i mobilizować do działania – dodaje Izabela Piasta, która w orkiestrze gra na flecie poprzecznym już siedem lat. Na co dzień pracuje w nowosolskim Urzędzie Miasta, ale wolne chwile poświęca muzyce. – Gra zawsze mnie pociągała. Teraz, po latach, wciąż jest odskocznią od codzienności. Wśród przyjaciół dobrze spędzam czas – dodaje flecistka. Fermata Band jest orkiestrą parafialną, więc nie dziwią nikogo w Nowej Soli jej występy w kościele św. Józefa. Gra również na miejskich uroczystościach patriotycznych czy wydarzeniach kulturalnych. „Adventskonzert”, „Barwy jesieni”, „Koncert karnawałowo-noworoczny”, „Upiór w operze”, „Viva Verdi”, „Koncert wielkanocny”, „W hołdzie Janowi Pawłowi II”, „Koncert muzyki polskiej”, „Christmas Orchestra” to tylko kilka z dziesiątek występów, podczas których można było usłyszeć muzyków z Nowej Soli. – Dla nas to wielka frajda móc grać, a jeszcze większa, że ludziom się to podoba. Zawsze słuchający przyjmują nas bardzo serdecznie – mówi Janusz Gabryelski. – Repertuar zbierałem latami. Utwory można liczyć w setkach. Praktycznie jesteśmy w stanie zagrać na każdą okazję. Jest tylko jedna zasada w doborze tego, co wykonujemy: nie gramy łatwizny – śmieje się dyrygent. I faktycznie. Tylko podczas jubileuszowego koncertu można było usłyszeć twórczość Karola Szymanowskiego, Henryka Wieniawskiego, Giuseppe Verdiego, Ennia Morricone czy Leonarda Cohena. Zabrzmiały również tematy muzyczne z westernów, polskich seriali czy standardy jazzowe.

    Orkiestra jak rodzina

    Wspólnie spędzane godziny, koncerty i wyjazdy cementują orkiestrę. Odwiedzają się również całkiem prywatnie. – Znamy się z Arkiem kilkanaście lat, więc zdążyliśmy się już całkiem nieźle poznać. To m.in. dzięki niemu jestem tu, gdzie jestem. Zaczynałem grać jako 9-latek i różnie to ze mną było… Nie wyobrażam sobie teraz życia bez tych ludzi – mówi Hubert Gajewski. Wspomniany Arkadiusz Nawrocki, grający na sakshornie od początku istnienia parafialnej orkiestry, przez jakiś czas grał w niej wraz z żoną, a teraz i córka stawia pierwsze kroki z klarnetem. – Tu zawsze byliśmy jak rodzina. Wspólne były radości i trudy. Staramy się też wspierać w codziennym życiu. Wspólnymi siłami urządzaliśmy również nasze pomieszczenia. Kolega układał płytki na podłodze, ktoś inny ofiarował meble… To teraz jest nasze wspólne – uśmiecha się Arkadiusz, który na co dzień prowadzi działalność usługową w branży elektronicznej. Dla niektórych Fermata Band jest miejscem wyjątkowym. – Tutaj poznałem moją dziewczynę, Magdalenę. Ona gra na klarnecie, a ja na perkusji – zdradza Radosław Wiśniewski, student socjologii, od trzech lat w zespole. Inni, saksofonistka Justyna i perkusista Paweł Rajkiewicz też się tu poznali i teraz już są małżeństwem. – Jak widać, więzi, które zawiązują się w orkiestrze, niekiedy są naprawdę mocne – dodaje Radosław. W dziesięciu latach istnienia zespołu były i bardzo trudne chwile. – Pięć lat temu zginął Mariusz, zięć naszego dyrygenta, który grał na sakshornie. Pan Janusz bardzo to przeżył. Ciężko nam było, ale staraliśmy się wtedy być razem – wspomina Arkadiusz Nawrocki. – Graliśmy wtedy na pogrzebie, a w kolejne rocznice zamawiamy Mszę św. To dla nas wszystkich bardzo ważne – dodaje Hubert Gajewski.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół