• facebook
  • rss
  • To nie grupa, to społeczność

    dodane 07.02.2013 00:00

    Żywy pomnik Jana Pawła II. „Moje stypendium – moja opowieść” to tytuł konkursu, dla diecezjalnych stypendystów Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, w którym mieli opowiedzieć swoje historię. Spośród dziesięciu nagrodzonych prac dziś przybliżamy trzy opowieści.

    Przed diecezjalnymi spotkaniami stypendystów Kinga Nyga słyszała często kłopotliwe pytania znajomych: „Po co ty tam jedziesz na cały weekend? Nie wolisz spędzić go w domu? Ja bym nie mogła...” – Często takie zdania padają z ust moich koleżanek. Tak na dobrą sprawę wcale im się nie dziwię, bo na początku niestety miałam podobne nastawienie. Stypendium otrzymałam w III klasie gimnazjum. Co miesiąc 310 zł za dobre wyniki w nauce. Super! Jednak wtedy nie wiedziałam jeszcze, że bycie stypendystą oznacza coś więcej – wyjaśnia dziś już licealistka z Nowego Gorzycka k. Pszczewa.

    Teraz podpowiada mi serce

    Kinga nie od razu przekonała się do stypendystów. Jedno z pierwszych spotkań miało miejsce podczas Diecezjalnych Dni Młodych w Międzyrzeczu. – Czułam się nieswojo, ponieważ prawie nikogo wtedy nie znałam. Do tego wszystkiego wspólna Msza, która z jednej strony była dla mnie wyjątkowa, ale z drugiej strony dziwna. W trakcie odmawiania „Ojcze nasz” wszyscy trzymali się za ręce, a znaku pokoju nie przekazywali sobie uściskiem dłoni, tylko przytuleniem i uśmiechem. „Też mam się przytulać?

    Przecież ja ich nie znam” – takie myśli krążyły po mojej głowie. No ale do mnie też podchodzili, więc wypadało – relacjonuje Kinga. – Później nadszedł czas „rozmów nocą”. Powiedziałam tylko, jak się nazywam, gdzie mieszkam, gdzie się uczę i co mnie interesuje. Nic więcej. Pozostali opowiadali, co ich spotkało w ostatnim czasie. Podziwiałam te osoby za ich otwartość i chęć dzielenia się swoimi przeżyciami. Ja tego nie umiałam. Dlatego stwierdziłam, że tam nie pasuję. Otwartość przychodziła z czasem. Zaczęło się od spotkania w Nowym Kurowie. – Odezwał się mój rozum i doszłam do wniosku, że jako stypendystka mam obowiązki, którymi między innymi są spotkania diecezjalne. Od tamtej pory moje nastawienie powoli zaczęło się zmieniać. Z czasem nawiązywałam nowe znajomości i powoli się otwierałam. Poznałam wiele wspaniałych i wartościowych osób, przy których mogę być sobą. Nie muszę nikogo udawać, ponieważ akceptują mnie taką, jaka jestem – zapewnia stypendystka. – Z niektórymi zżyłam się i śmiało mogę powiedzieć, że dziś są moimi przyjaciółmi. Prawdziwymi przyjaciółmi, na których zawsze mogę polegać. Nie myślałam, że w Fundacji spotkam ludzi, którym będzie na mnie zależało, którzy będą się o mnie troszczyć…, a ja o nich – dodaje. Teraz Kinga na każde spotkanie czeka z niecierpliwością. – Dzięki naszym wspólnym śpiewom i modlitwom czuję, że jesteśmy wspólnotą, jedną, wielką rodziną, która raduje się z obecności Boga. Dziś czerpię ogromną radość i przyjemność z przyjeżdżania na te spotkania. Chcę być na nich obecna i czuję potrzebę pojawienia się tam. Jednak jest to również mój obowiązek wobec innych. Tym razem nie podpowiada mi tego rozum, tylko serce – zapewnia Kinga.

    Palcem po globusie

    Stypendium to konkretne wsparcie dla uczącej się młodzieży już od gimnazjum. – Ono pozwala osobom ze wsi, takim jak ja, rozwijać się i kształcić później w dużych polskich miastach – wyjaśnia Piotr Porańczyk z Lipek Wielkich, który otrzymuje stypendium dopiero od 9 miesięcy. Pasją gimnazjalisty jest geografia. – Gdy byłem młodszy, to lubiłem siadać przed globusem i „podróżować” palcem po siatce geograficznej, ale nie wiązałem z tym kierunkiem większych zamiarów. Jednak to zainteresowanie pozostało. Dzięki stypendium właśnie mogę się rozwijać i spokojnie przygotowywać na olimpiadę z geografii, ponieważ mam już potrzebne pomoce naukowe. Wkrótce będę uczestniczył w etapie rejonowym – wyjaśnia Piotr. – Nie ma i nie było u mnie jakiegoś wielkiego kryzysu w domu, nigdy nie musiałem rezygnować z podstawowych potrzeb, ale też nie mogłem mieć tych wszystkich rzeczy, które mieli inni, dobrze uczący się koledzy. Musiałem zrezygnować np. z kursu gry na gitarze, nauki języka angielskiego, szkolnych wycieczek do Danii czy Anglii – kontynuuje. Spotkania stypendystów to także okazja do zbliżenia się do Boga. – Zobaczyłem tam mocno wierzące młode osoby. Tam nikt nikogo za to nie wyśmiewał, ani nikt się tego nie wstydził. Wszyscy jednym głosem śpiewali i odmawiali modlitwy. Panowała jedność w oddawaniu czci i chwały Panu – wyjaśnia gimnazjalista. – Jak potoczyłoby się te ostatnie 9 miesięcy, gdybym nie wysłał wniosku? Okazuje się, że straciłbym więcej niż się wydaje. Nie tylko chodzi tutaj o to, że nie miałbym połowy rzeczy na moim biurku i części zawartości mojej szafy…

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół