• facebook
  • rss
  • Jałmużna leczy z choroby ducha

    dodane 14.02.2013 00:00

    Z ks. Markiem Kidoniem, dyrektorem diecezjalnej Caritas, rozmawia ks. Witold Lesner.

    Ks. Witold Lesner: – Rozpoczyna się Wielki Post. Tradycyjnie Kościół wzywa nas do szczególnych form pobożności, z których jedną jest jałmużna. Czym właściwie ona jest?

    Ks. Marek Kidoń: – W sensie zewnętrznym, czysto technicznym, jałmużna jest ofiarą – pieniężną lub rzeczową – złożoną na potrzeby biednych. Jednak tutaj chodzi o coś więcej. Wielkopostna jałmużna swój źródłosłów ma w języku greckim i oznacza czyn miłosierdzia. To nie jakaś litość bogatych wobec biednych, ale czyn miłości do Boga i bliźniego. Sam Jezus mówi: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. W tej perspektywie dawanie jałmużny dotyczy wszystkich, a nie tylko bogatych. Nie można jej zawężać tylko do dóbr materialnych. Jałmużna, jak uczy tradycja Kościoła, jest lekarstwem na chorobę ducha, na zamknięcie się w „ja” i „moje”. Jałmużna gładzi też grzechy. I tu jeszcze bardzo ważna rzecz: ten dar powinien być złożony ze szczerego serca, z miłością, ponieważ „radosnego dawcę miłuje Bóg”.

    Jałmużna nie dotyczy tylko bogatych... Ale jak dawać, gdy mnie samemu ledwie wystarcza? Wielu pewnie sobie myśli, że Kościół znowu chce wyciągnąć ode mnie pieniądze, że księżom zawsze mało.

    – Są ludzie, którzy na takich opiniach robią kariery. Zobaczmy jednak, że tradycja dawania ofiar na potrzeby świątyni i Kościoła jest bardzo długa. Już w Starym Testamencie Bóg ustanawia prawo dziesięciny. Każdy żyd miał na utrzymanie świątyni, kapłanów i lewitów dawać dziesiątą część tego, co zarobił, wytworzył lub zebrał z pola. Z tego też część dawano „przybyszom, sierotom i wdowom”, jak czytamy w Księdze Powtórzonego Prawa. Pierwotny Kościół złagodził tę formę. Św. Paweł do Koryntian napisał: „Każdy niechaj przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym”. Mówimy, że Kościół jest wspólnotą, rodziną wierzących. Czymś naturalnym jest więc chyba, że rodzina troszczy się o siebie nawzajem.

    No, a co z opinią, że księża na takich zbiórkach jak jałmużna się bogacą?

    – Zapraszam więc do Caritas! U nas wygląda to inaczej. Oczywiście, nawet Caritas jako instytucja generuje koszty – różne opłaty czy pensje dla pracowników. Jednak na ten cel w roku 2012 przeznaczyliśmy jedynie niespełna 6 proc. pozyskiwanych pieniędzy. Niektóre dobrze znane z telewizji fundacje „przejadają” nawet prawie połowę. Osobiście już od wielu lat regularnie część z tego, co zarabiam, przeznaczam na różne dzieła dla potrzebujących. Kiedyś, gdy się jeszcze uczyłem, sam dostawałem wsparcie od innych, np. od mojej chrzestnej, a teraz czuję się zobowiązany tę pałeczkę przekazywać dalej. Moja pomoc jest wyrazem wdzięczności.

    Czy tegoroczna jałmużna wielkopostna w Caritas ma jakiś konkretny cel?

    – Potrzeb jest bardzo dużo. Parafialne zespoły Caritas zaradzają tym lokalnym, diecezjalnej Caritas przekazując te, które wymagają większych kwot. Pomagamy chorym i niepełnosprawnym, uzdolnionej młodzieży, ale i biednym rodzinom, odbudowujemy spalone domy, kupujemy węgiel na zimę... Na naszej stronie internetowej (www.caritas.zgora.pl) szczegółowo o tych sprawach piszemy. Aby nasza pomoc była skuteczniejsza i bardziej planowa, w tym roku ruszamy z nowym projektem. Nawiązując do dawnej dziesięciny, zachęcamy naszych diecezjan, aby zdeklarowali jakąś stałą, konkretną kwotę, którą będą wpłacać regularnie co miesiąc. Nie określamy, ile to ma być, ale zależy nam na stałej deklaracji, ponieważ to pozwoli nam pomagać innym również regularnie. Moim marzeniem jest to, aby każdy diecezjanin – a jest nas ok. miliona – miesięcznie przekazał Caritas chociaż jedną złotówkę. Tymczasem w skali całego roku 2012 Caritas od diecezjan, z wpłat w ramach Tygodnia Miłosierdzia i Grona Wspierających Ubogich, otrzymała 92 744,57 zł. Mamy zaledwie 12 stałych darczyńców na cele statutowe oraz 50 na program „Skrzydła”... A wystarczy tylko drobny gest, np. iść do swojego banku, podpisać tzw. zlecenie stałe i oddać na Caritas 1 proc. od swojego wynagrodzenia miesięcznie (np. 10 zł darowizny z 1000 zł dochodów). Nie zajmie to wiele czasu ani zaangażowania, a efekt może przerosnąć wszelkie oczekiwania. Za każdy nawet „wdowi grosz” można stać się stałym darczyńcą naszej Caritas. Może tegoroczny Wielki Post zmobilizuje nas, wierzących, byśmy dostrzegli potrzebujących nie jako problem, na który okazyjnie coś przeznaczymy, ale jako okazję pokazania chrześcijańskiej solidarności, która będzie stałą i regularną formą pomagania.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół