• facebook
  • rss
  • Zauważyliście moją twarz

    dodane 13.06.2013 00:15

    Zaczęło się od grupy wolontariuszy. Chcieli nieść pomoc ludziom chorym na nowotwory. Dziś, po 20 latach, to profesjonalna placówka, która daje o wiele więcej niż tylko ulgę w cierpieniu.

    Wszystko zaczęło się wiosną 1993 roku, kiedy powstało Stowarzyszenie Hospicjum św. Kamila. Najpierw było to hospicjum domowe. Z czasem, w budynku dawnego żłobka, powstało hospicjum stacjonarne oraz dział fizjoterapii. Placówka uzyskała także status Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej. Obecnie oprócz wymienionych już: hospicjum domowego, stacjonarnego i działu fizjoterapii, działa również poradnia psychologiczna, dział pobytu dziennego, a od ubiegłego roku także domowe Hospicjum Dziecięce Oskara i Róży. Przez 20 lat z różnych form pomocy skorzystało tu blisko 45 tys. osób, 4,3 tys. z nich było pacjentami hospicjum stacjonarnego, 4,6 tys. – domowego, a 35 tys. – działu fizjoterapii. Gorzowska placówka zajmuje się nie tylko osobami śmiertelnie chorymi, ale także, po ich odejściu, wspiera rodziny w okresie żałoby, m.in. w ramach Projektu „Jaskółka” działa świetlica dla dzieci osieroconych.

    „Dziękuję” dla Przyjaciół

    Przez 20 lat istnienia Hospicjum św. Kamila bardzo wiele udało się zrobić, ale również trudności nie brakowało i nie brakuje. – Zawsze największym problemem były finanse. Stawki zaproponowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia są mocno zaniżone. Takie niedoszacowanie sprawia, że resztę pieniędzy musimy wyprosić, wyżebrać – wyjaśnia dyr. Marek Lewandowski. – Jesteśmy po to, aby wspierać ludzi w ostatnich miesiącach czy tygodniach życia, aby pomagać im godnie umrzeć. Jest to zadanie wliczone w zakres zadań publicznych, więc stwierdzenie, że hospicja sobie jakoś poradzą, to fatalne założenie, rzutujące na standard świadczonych usług – dodaje. Gorzowskie hospicjum otrzymuje z NFZ rocznie ok. 1,7 mln zł. Aby normalnie funkcjonować, musi uzbierać prawie drugie tyle, bo aż 1,5 mln zł. – Organizujemy bale charytatywne, kampanię Pola Nadziei, zbiórki uliczne, pomagają członkowie wspierający hospicjum. Dużym zastrzykiem finansowym są dla nas środki z 1 proc. podatku. Z tego źródła przez ostatnie trzy lata corocznie otrzymywaliśmy ok. 0,5 mln zł – wyjaśnia dyrektor. Wszystkie akcje, jak chociażby Pola Nadziei, pomagają nie tylko chorym. – Akcja ta obejmuje dorosłych, przedszkolaki i uczniów wszystkich typów szkół. Wydaje mi się, że dzięki temu ludzie zrozumieją lepiej, że jest coś takiego jak wrażliwość – zauważa dyrektor.

    Ksiądz! Wejdziesz do mnie?

    Od trzech lat w gorzowskim hospicjum posługuje ks. Krzysztof Dulny.

    – To głównie posługa sakramentalna: spowiedź, Komunia św., sakrament namaszczenia chorych, ale zdarzają się i chrzty. Za kilka dni będziemy mieli też ślub – wyjaśnia kapelan. – Jednak niezwykle ważne są zwykłe rozmowy, czy po prostu bycie przy człowieku – dodaje. Nie każdy pacjent hospicjum prosi o księdza. – Nie można robić nic na siłę. Jak ktoś mówi, że nie chce, to trzeba to uszanować. Oczywiście modlę się i mam nadzieję, że w końcu poprosi. Dużo zależy od rodziny – zauważa ks. Dulny. – Kiedyś pewien pan wyrzucił mnie z pokoju. Wyszedłem. Na korytarzu spotkałem jego rodzinę. Powiedziałem im o tej sytuacji i poprosiłem ich o modlitwę i ofiarowanie Mszy św. za niego. Kilka dni później usłyszałem na korytarzu z pokoju głos: „Ksiądz! Wejdziesz do mnie?” – dodaje.

    Życzenia z Wilna

    Do dziś wielu gorzowian wspomina wieloletnią szefową hospicjum s. Michaelę Rak ZSJM, która obecnie pracuje w Wilnie, gdzie razem z siostrami od podstaw stworzyła pierwsze hospicjum na terenie Litwy. Historii z gorzowskiego okresu w pamięci siostry jest wiele. – Pamiętam, że któregoś dnia przyszła telewizja z kamerą i po wywiadzie ze mną poprosili o sfilmowanie pokoju chorego. Weszłam do pokoju młodego chłopaka chorego na nowotwór. On siedział na wózku inwalidzkim przy oknie i coś pisał w laptopie. Spytałam, czy się zgodzi, aby kamera tutaj weszła i dodałam, że wcale nie musi pokazywać twarzy. On wyprostował się, odwrócił, spojrzał na mnie i powiedział: „Siostro, ja mam nie pokazywać twarzy? Przecież wy po raz pierwszy zauważyliście we mnie człowieka, moją twarz. Nie potraktowaliście mnie jak przypadek. Niech siostra ich zawoła. Ja chcę im o tym powiedzieć” – wspomina siostra, która niestety nie będzie mogła być na jubileuszu zaplanowanym na 16 czerwca, ale całym sercem i modlitwą wspiera hospicjum: – Z okazji jubileuszu życzę, aby gorzowskie hospicjum było wierne idei hospicyjnej, aby ludzie w tym miejscu znajdowali dom i serce.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół