• facebook
  • rss
  • Bożym tropem

    dodane 25.07.2013 00:15

    Nie idą jak większość pielgrzymek na Jasną Górę, ale każdego roku wyruszają z jednego i docierają do innego sanktuarium.

    Wtym roku 13 lipca wyszli z sanktuarium Matki Bożej Jutrzenki Nadziei w Grodowcu, aby dotrzeć 21 lipca do sanktuarium Maryjnego w Wieleniu Zaobrzańskim. „Dakota” to nietypowa pielgrzymka pod wieloma względami. – Jest otwarta na każdego, idą tu ludzie wierzący, poszukujący, ale także tacy, którzy nie przyznają się do wiary – wyjaśnia ojciec duchowny pielgrzymki kapucyn o. Michał Draus. – Na pielgrzymce chętnie witamy osoby niewierzące. Niektóre potem wracają i po jakimś czasie przechodzą na „jasną stronę mocy” – dorzuca z uśmiechem przewodnik Michał Wyporski z Zielonej Góry. Korzenie „Dakoty” sięgają hipisowskiej pielgrzymki ks. Andrzeja Szpaka. – Kiedy nasz kolega o. Michał Draus został wyświęcony, stwierdziliśmy, że będziemy chodzić i odkrywać polskie sanktuaria, o których wiele osób nawet nie wie – wyjaśnia Kazimierz Małysiak z Lubina. – A dlaczego „Dakota”? Przez kilka pierwszych lat chodzili z nami ludzie, którzy rekonstruowali indiańskie obyczaje. Szukaliśmy też symbolu i nazwy, która odzwierciedlałaby nasze pielgrzymowanie. I tak padło: „Indianie”, potem „szczep” i wreszcie nazwa jednego z plemion Indian północnoamerykańskich: „Dakota”. I tak do dziś poszukujemy śladów Pana Boga – dodaje Michał Wyporski.

    Pielgrzymka przez ponad 20 lat ewoluowała. Od totalnego luzu i beztroski do odpowiedzialności. Pielgrzymi dorośleli i zakładali rodziny, a teraz wielu z nich wędruje razem z dziećmi. – Były „Dakoty”, w których wiedzieliśmy skąd i dokąd idziemy, ale którędy to już nie. A dziś już wszystko planujemy, a etapy mają po 10–15 km ze względu na dzieci – tłumaczy Michał Wyporski. Mimo zaplanowanej trasy na „Dakocie” jest wiele swobody. Tutaj nikt nigdzie nie spieszy się, także na Eucharystii. – W trakcie kazania mamy tzw. echo słowa, czyli spontaniczne refleksje uczestników o tym, co w odczytanym słowie Bożym było dla nich szczególnie ważne. Po prostu dzielimy się naszą wiarą. Czasem taka Msza trwa nawet dwie godziny – wyjaśnia Kazimierz Małysiak.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół