• facebook
  • rss
  • Waga ciężka z odsetkami

    dodane 12.09.2013 00:00

    Instytut Filozoficzno-Teologiczny. – Okiem bankowca mogę stwierdzić, że teologia to dobra lokata na życie. Takie oprocentowanie jest na pewno bezkonkurencyjne na rynku – mówi z uśmiechem Ewelina Jędrzejek.


    W tym roku mija 25 lat istnienia diecezjalnej uczelni teologicznej. Dla jednych to droga do zostania katechetą, dla innych – drugi kierunek. Co motywuje jednych i drugich?


    Teologiczne 
małżeństwo


    Ona pochodzi z Kożuchowa, on – z Wężysk k. Krosna Odrzańskiego. Ona pracuje w banku, a on jest strażakiem. Ona jest absolwentką ekonomii, a on – wychowania fizycznego. Oboje z pasji studiowali teologię w Instytucie Filozoficzno-Teologicznym im. Edyty Stein w Zielonej Górze. Te studia dały im coś znacznie więcej niż tylko tytuł magistra teologii.


    – Właśnie rozpocząłem trzeci rok studiów. Ewelina była nową studentką, nieustannie uśmiechniętą, koleżeńską, a przy tym wyjątkowo piękną. Nie sposób było nie chcieć jej poznać – śmieje się pan Mariusz.

    
– Poznaliśmy się przed zajęciami z języka włoskiego. Jako straszy kolega z roku troszczył się o mnie i tak pozostało. A dokładnie rok temu uroczyście obiecaliśmy sobie, że będziemy się troszczyć o siebie do końca życia – dorzuca pani Ewelina, już Jędrzejek.
Na decyzję o studiowaniu teologii u kożuchowianki złożyło się kilka przyczyn. – Dość wcześnie zaczęłam się interesować religią. Ten przedmiot należał do moich ulubionych lekcji w szkole – opowiada Ewelina. – Często okazją do szukania odpowiedzi na pytania związane z kwestią wiary były rozmowy z rówieśnikami, zwłaszcza z tymi określającymi się mianem „katolików niepraktykujących”. Trudno mi było zrozumieć, że ktoś może traktować Kościół jak zwykłą instytucję, oni z kolei nie potrafili zrozumieć, że Kościół nie jest dla mnie tylko tłumem zgromadzonych ludzi i że nie wyobrażam sobie niedzieli bez Mszy św. Coraz bardziej uświadamiałam sobie, że próba odpowiedzi na pytania o chrześcijaństwo wymaga znajomości szeregu problemów będących przedmiotem teologii.


    Natomiast u Mariusza motywacja do studiowania teologii była związana z domem rodzinnym. Dorastał w tradycyjnej katolickiej rodzinie, gdzie codzienna modlitwa oraz niedzielna Msza św. były wydarzeniami najważniejszymi. – Dość szybko, bo zaraz po przystąpieniu do Pierwszej Komunii Świętej, zostałem ministrantem. Z każdym kolejnym rokiem moja religijna świadomość pogłębiała się, na co niewątpliwie wpływ miały rozmowy z moimi rodzicami na temat Boga i Kościoła. Po zdanych egzaminach do szkoły średniej dostałem od swojego ojca pierwszą poważną książkę o tematyce religijnej – „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza à Kempis, która stała się początkiem szerszego patrzenia na religijność – wspomina M. Jędrzejek.


    Teologia wagi ciężkiej


    Na pierwszym i drugim roku studiów pana Mariusza szczególnie interesowały zajęcia z historii filozofii, logiki oraz metafizyki. – Wiele rzeczy nie rozumiałem i były dla mnie obce, wstydziłem się ciągle dopytywać, więc wracałem do domu z myślą, by jak najszybciej doczytać i zrozumieć, o co tym wszystkim filozofom chodziło. Na kolejne zajęcia wracałem pewniejszy i z większą odwagą brałem udział w zajęciach – wyjaśnia. – Na trzecim roku najważniejsza była historia Kościoła i zajęcia z początków chrześcijaństwa. Kiedy dotarło do mnie, że ludzie nierzadko ginęli za wiarę i słowa, które ja dziś wypowiadam bezmyślnie tylko dlatego, że się ich kiedyś nauczyłem, spowodowało to we mnie zmianę. Zacząłem być wyjątkowo skupiony na każdym słowie odczytywanym podczas Eucharystii – dodaje. Natomiast czwarty i piąty rok zdominowała dogmatyka. – Wszystkie wcześniejsze lata to były solidne fundamenty, by zająć się, jak mówiłem do swoich kolegów, teologią wagi ciężkiej – tłumaczy pan Mariusz.


    Oboje świadomie studiowali dwa kierunki. Ewelina postawiła na ekonomię. – Ktoś mógłby powiedzieć, że to nietypowe połączenie całkiem różnych dyscyplin naukowych. Jednak dziś mogę śmiało powiedzieć, że to był bardzo dobry wybór. Studiowanie dwóch kierunków wymagało wysokiej dyscypliny w stosunku do siebie samej. Wysiłek był jednak opłacalny. Ekonomia nauczyła mnie inwestować, a teologia określiła ostateczny cel wszystkich przedsięwzięć. Muszę przyznać, że zrobiłam dobry biznes – przyznaje z uśmiechem.


    Mimo że nie pracują jako katecheci, żadne z nich nie żałuje lat poświęconych teologii. – Jestem strażakiem i – z punktu widzenia czysto zawodowego – teologia nie przydaje się w mojej pracy, bo przecież techniki gaszenia pożarów w żaden sposób nie korespondują z nauczaniem soborowym. Jednak – jak pokazuje patron strażaków św. Florian – nie wszystkie „płomienie” trzeba gasić. Płomień naszej wiary wszyscy powinniśmy podtrzymywać, a w tym z pewnością teologia jest pomocna – zauważa Mariusz.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół