• facebook
  • rss
  • Chwyć koło ratunkowe

    dodane 19.09.2013 00:15

    – Każde sakramentalne małżeństwo jest do uratowania. Trzeba tylko myśleć nie po ludzku, ale po Bożemu, współpracując z łaską Jezusa – przekonuje Aleksandra Bocheńska.

    Wspólnota Trudnych Małżeństw „Sychar” dąży do sakramentalnego uzdrowienia małżeństwa przeżywającego kryzys. – Jak zapewnił Jezus, nie ma takiego zła, którego nie pokonałaby łaska Boga. Trzeba tylko na tę łaskę się otworzyć i właśnie wspólnota „Sychar” staje się narzędziem, aby to zrobić. Tak jak to było z Samarytanką rozmawiającą z Jezusem przy studni w pobliżu miejscowości Sychar, której Jezus powiedział: „Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu” – wyjaśnia o. Janusz Snarski OMI, opiekun grupy przy parafii pw. św. Józefa w Gorzowie Wlkp.

    Słuchamy, nie oceniamy

    Wspólnota Trudnych Małżeństw „Sychar” powstała w 2003 roku w Warszawie. Założyli ją małżonkowie sakramentalni, których małżeństwa rozpadły się, a mimo to postanowili wytrwać w wierności przysiędze małżeńskiej. – Wiele małżeństw wybiera prostą, łatwą i przyjemną drogę bez zobowiązań. Kiedy coś się nie układa, to wymieniamy żonę, męża na „lepszy model”. W naszej wspólnocie nie kierujemy się logiką tego świata, ale Boga – wyjaśnia Aleksandra Bocheńska, liderka zielonogórskiej wspólnoty. – Charyzmatem naszej wspólnoty jest dążenie jej członków do uzdrowienia małżeństwa. Nie samemu, ale w łączności z Bogiem. Gdy współpracuje się z Jezusem, nawet w sytuacji po ludzku beznadziejnej możliwe jest odrodzenie się małżeństwa. Warunkiem niezbędnym jest praca nad sobą, nawracanie się, a przez to zmiana swojego życia, modlitwa za współmałżonka, przebaczenie. To wszystko jest możliwe, gdy otworzymy się na Boga obecnego w sakramencie małżeństwa – dodaje. W naszej diecezji istnieją dwa ogniska Wspólnoty Trudnych Małżeństw: w Gorzowie Wlkp. i Zielonej Górze. Jest Msza św., a także spotkanie, w trakcie którego przybliżany jest temat związany z małżeństwem i wiarą. Każdy z uczestników ma też szansę podzielenia się swoją sytuacją małżeńską. – Oczywiście nie ma żadnego przymusu i mówi kto chce. Trzymamy się także kilku ważnych zasad: mówimy we własnym imieniu, nie przerywamy sobie wypowiedzi, nie zadajemy pytań, nie oceniamy, nie polemizujemy z wypowiedziami poprzedników, nie udzielamy rad. Pomocą dla osoby, która przychodzi do wspólnoty, jest to, że może podzielić się swoim doświadczeniem, a jednocześnie uczy się od innych. Słyszy, jak oni przeżywają trudną sytuację, jak jest to możliwe, że pomimo zranień, cierpienia zadanego przez współmałżonka można się uśmiechać, w jaki sposób doświadcza się łaski sakramentu małżeństwa, łaski uzdrawiania – wyjaśnia pani Aleksandra.

    Świadectwo Doroty

    W sytuacji kryzysu szczególnie ważne jest wsparcie ze strony otoczenia, które bardzo często nie widzi innego wyjścia z zaistniałej sytuacji i doradza rozwód. To jednak niejedyne rozwiązanie. Oczywiście nie wszystkim się udaje i czasem w wierności sakramentalnemu małżeństwu trwa tylko jedna strona, ale często pary wracają do siebie. Tak jak w przypadku Doroty i jej męża: „Po 7 latach zaczął się kryzys, nieporozumienia, niespełnienie (…). Choć na zewnątrz wszystko wyglądało tak normalnie, to jednak pogubiliśmy się w tym, szukając każdy siebie i swoich racji, i bardzo oddaliliśmy się od siebie. I ja wtedy, zamiast biec do Pana Boga i Jego prosić o ratunek, zaczęłam coraz częściej włączać internet i rozmawiać z pewnym mężczyzną. (…) W moim mężu widziałam coraz więcej wad, obwiniałam go, co prowadziło do następnych kłótni i rozczarowań. Coraz bardziej fascynował mnie tamten, stawał mi się coraz bliższy i wydawało mi się, że nie potrafię bez niego żyć. (…) Mąż w końcu odkrył bolesną prawdę. Świat mu się zawalił (…) Nasz kryzys trwał, z różnym natężeniem, ponad 4 lata. Od prawie dwóch jesteśmy po prostu szczęśliwi! Próbowaliśmy terapii, ale ostatecznie postawiliśmy wszystko na Boga, zaczęliśmy drogę neokatechumenatu, rekolekcje, modlimy się razem. (…) Nawet dziś, przed rozpoczęciem pisania tego świadectwa, zapytałam męża, co czuje po tym wszystkim. Odpowiedział mi, że nie zapomniał, bo tego nie da się zapomnieć, ale że taka jest po prostu miłość”.

    Kup wydanie papierowe lub e-wydanie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół