• facebook
  • rss
  • Wspaniały, inny świat

    dodane 10.10.2013 00:15

    DPS. Kochać znaczy dawać, dawać wszystko, czego zażąda miłość, dawać szybko, bez żalu, z radością, pragnąc jedynie tego, aby jeszcze więcej od nas żądano – pisała matka Angela, założycielka zgromadzenia sióstr felicjanek.

    Wyjazd z miasta w godzinach szczytu to ogromne wyzwanie dla nerwów i cierpliwości, tym bardziej że muszę zdążyć do Szarcza na umówioną godzinę. Po drodze telefon kolegi, który zadaje sobie pytanie, gdzie jest Bóg, jest w trakcie rozwodu i przeżywa bardzo mocno rozstanie z żoną. W końcu udaje mi się dojechać do położonego na uboczu, w okolicach Pszczewa, wśród lasów, Domu Pomocy Społecznej w Szarczu.

    Mój jedyny dom

    Placówkę prowadzą siostry felicjanki już od 50 lat. Pierwsze wrażenie to porządek i spokój, można się odstresować. Siostra Michaela oprowadza mnie po domu i poznaję mieszkanki. Jest ich 53, są podzielone na trzy grupy, odpowiednio do ich indywidualnych potrzeb. Na korytarzu spotykamy panią Grażynę, jest bardzo pogodna i chętnie prowadzi rozmowę. – Jestem tutaj od 50 lat, przyjechałam, jak miałam 3 latka, to mój dom – mówi pani Grażyna i z życzliwością patrzy w stronę siostry Michaeli. S. Rafała opowiada o dziewczynce, która przed południem wróciła z odwiedzin u swojej mamy i kiedy przyjechała do Szarcza, pełna entuzjazmu, krzyczała: – Jestem w domu, tak bardzo się cieszę, że wróciłam do swojego domu. – Jest to dla nas bardzo miłe i motywujące, kiedy widzimy, że mieszkanki czują się z nami bardzo dobrze – podkreśla s. Rafała.

    Bezpieczeństwo i opieka

    Historie pensjonariuszek DPS-u w Szarczu są bardzo różne. Rodzice wielu z dziewcząt opiekowali się nimi tak długo jak mogli, ale choroba czy śmierć sprawiły, że dziewczęta trafiły do domu w Szarczu. W innych sytuacjach choroba córki przerosła możliwości rodziców i nie dali sobie po prosu rady. Czasami problemy alkoholowe rodziców, nieumiejętność dostosowania się do warunków życia spowodowały, że jedynym miejscem bezpiecznego zamieszkania dla ich dzieci okazał się DPS. To są fakty i można nad nimi się roztkliwiać albo odważnie stanąć wobec nich, i szukać możliwości pomocy tym najbardziej potrzebującym. Pomocy, która połączona jest z ogromnym szacunkiem wobec dziewcząt i kobiet niepełnosprawnych intelektualnie, podjęły się siostry felicjanki i współpracujący z nimi personel. Wszyscy zatrudnieni to najwyższej klasy specjaliści, przygotowani do indywidualnej pracy z pensjonariuszkami. Jednak profesjonalizm to nie wszystko. – Nasze panie i dziewczęta potrzebują przede wszystkim miłości i życzliwości, są niezwykle wrażliwe – mówi s. Karolina, dyrektorka DPS-u w Szarczu. I faktycznie, wszystko w domu jest urządzone bardzo starannie, dopasowane są wszystkie szczegóły. Odpowiednia kolorystyka wnętrz, podkreślenie indywidualności w drobnych detalach urządzenia pokoju. To wszystko ma ogromne znaczenie dla dobrego samopoczucia mieszkanek.

    Odkrywanie wyjątkowych zdolności

    Podział na trzy grupy ułatwia indywidualizację programu zajęć dla każdej z pensjonariuszek. Do grupy pierwszej zaliczają się osoby wymagające ciągłej opieki i pomocy właściwie w każdej czynności. Grupę drugą i trzecią stanowią mieszkanki o mniejszym stopniu niepełnosprawności, dla których przygotowano program terapeutyczny.

    Dziewczęta, które podlegają obowiązkowi szkolnemu, mają zajęcia edukacyjne, prowadzone w bardzo małych grupach albo indywidualnie. W gabinetach fizjoterapii, kinezyterapii, muzykoterapii oferowana jest szeroka gama propozycji rozwijających osobowości mieszkanek. W pracowni robótek ręcznych pod kierownictwem terapeutki wykonywane są bardzo ciekawe i wymagające precyzji projekty. W ramach zajęć terapeutycznych przygotowywane są również przedstawienia słowno-muzyczne. W ostatnim czasie pensjonariuszki zaprezentowały swój kunszt aktorski podczas uroczystości jubileuszowych z okazji 50-lecia pracy sióstr felicjanek w Szarczu. Występ sprawił ogromne wrażenie i wzruszenie wśród zaproszonych gości.

    Kościół, jaki kocham

    Nie można jednak ulec złudzeniu, że praca w Domu Pomocy Społecznej dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnej intelektualnie jest łatwa. Dla sióstr felicjanek i współpracującego z nimi personelu jest to służba, często całodobowa, wymagająca ogromnej cierpliwości i poświęcenia. Siostry ze Zgromadzenia św. Feliksa z Kantalicjo pracujące w Szarczu są pogodne i bardzo zaangażowane w realizację swojego powołania, służby dla najbardziej potrzebujących. – Nasza założycielka bł. Maria Angela Truszkowska dostrzegła potrzebę opieki nad biednymi, bezdomnymi dziećmi i starszymi osobami, ta potrzeba jest ciągle bardzo aktualna – mówi s. Karolina. Św. Feliks z Kantalicjo opiekował się biednymi i bezdomnymi dziećmi w XVI-wiecznym Rzymie, razem z nimi był żebrakiem, często ich jedynym opiekunem, prowadził biedne dzieci do Jezusa. Matka Angela odkryła podobne powołanie w XIX-wiecznej Warszawie. W XXI wieku ciągle są osoby potrzebujące, żeby je podprowadzić do Jezusa. Papież Franciszek mówi: „Może trzeba zapukać do drzwi i powiedzieć: „Jestem, jak mogę Ci pomóc?”. Dom w Szarczu jest wyjątkowym miejscem, gdzie słychać bardzo wyraźnie to pytanie: „jak mogę Ci pomóc?”. Nie tylko można usłyszeć pytanie, ale zobaczyć pełną ciężkiej pracy i poświęcenia odpowiedź. Jest to odpowiedź bardzo życzliwa i jednoznaczna, do tego stopnia przekonująca, że mieszkanki, które mają świadomość swojej śmierci, pocieszają siostry, żeby się o nie martwiły, przecież idą do kochającego Ojca. Takiej ufności pensjonariuszki uczą się w Szarczu od sióstr, od personelu. Trwa to długo, wymaga ogromnej wiary i cierpliwości, ale udaje się. Wyjeżdżam z Domu Pomocy Społecznej w Szarczu całkowicie pewien, że doświadczyłem Kościoła, gdzie Bóg jest bardzo blisko. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół