• facebook
  • rss
  • Wielkie słowa na małych karteczkach

    dodane 07.11.2013 00:15

    Ojciec Leander Henryk Kubik. Męczennik za wiarę, patriota, kapłan zamordowany przez gestapo, benedyktyn ze Starego Kramska.

    Choć pochodził ze Starego Kramska, a pochowany został w Nowym Kramsku, to przez wiele lat mieszkańcy tych miejscowości nie znali historii benedyktyna, o. Leandra Henryka Kubika. – Porządkowaliśmy cmentarz parafialny przez dwa lata i zbieraliśmy cenne nagrobki. Pewnego razu podczas prac ktoś powiedział, że na cmentarzu pochowany jest ksiądz. Jego pomnik był w beznadziejnym stanie, bo rodzina nie mogła sobie poradzić z odnową tego miejsca. Razem z parafianami zrobiliśmy mu nowy pomnik i tak zaczęło się odkrywanie historii życia o. Leandra – mówi ks. Jan Radkiewicz, były proboszcz Nowego Kramska. Kilka osób wraz z księdzem Radkiewiczem zaczęło interesować się historią życia benedyktyna i szukać dokumentów, akt, wspomnień o ojcu Kubiku. Dzięki rodzinie udało się zebrać sporo dokumentów, korespondencji i zdjęć z życia zakonnika. Sporo informacji pozyskano również od żyjących świadków, którzy znali o. Leandra. Wiele wspomnień, które dziś są częściowo spisane, przekazał Marian Sobkowiak, obozowy współwięzień o. Leandra. Dziś dokumentacja opowiadająca o życiu benedyktyna to wielki zbiór listów, grypsów, fotografii, akt z procesów gestapo, którą porządkuje m.in. ks. Jan Radkiewicz i Joachim Niczke, sołtys ze Starego Kramska.

    Zakonnik z pruskiego zaboru

    Czym zasłużył się o. Leander, o którym pamięć na wiele lat zanikła, a teraz ożyła na nowo? Henryk Kubik (Leander to imię zakonne) urodził się 4 stycznia1909 roku w Starym Kramsku jako trzecie z siedmiorga dzieci Karola i Marianny Kubików. Henryka wychowywała matka i wuj Walenty Kubik, bo ojciec zginął na froncie pod Białymstokiem, podczas I wojny światowej. Po ukończeniu szkoły podstawowej Henryk uczył się w gimnazjum w Wolsztynie, z którego przeniósł się do Koedukacyjnego Gimnazjum w Pyzdrach. W 1929 roku wstąpił do Seminarium Duchownego we Włodzimierzu Wołyńskim, a w 1930 roku został przeniesiony do Seminarium Duchownego w Łucku. Dziecięce i młodzieńcze lata o. Leandra to czasy zaborów. Jego rodzinna miejscowość należała wtedy do zaboru pruskiego. Pomimo germanizacji tych ziem mieszkańcy zachowali swój język ojczysty i wiarę katolicką. Książeczka do nabożeństwa była wtedy jednocześnie modlitewnikiem i podręcznikiem do nauki języka polskiego. W 1933 roku Henryk Kubik wstąpił do zakonu benedyktynów w Lubiniu. Później rozpoczął studia. Kształcił się m.in. w Pradze, Krzeszowie, w klasztorze w Beuron i w Warszawie. Święcenia kapłańskie otrzymał 6 czerwca 1937 roku w Pradze z rąk legata papieskiego na Czechosłowację arcybiskupa Franciszka Rittera i po nich wrócił do Lubinia. Swoją Mszę św. prymicyjną odprawił w Nowym Kramsku. – Ojciec Leander był człowiekiem bardzo wykształconym. Wiele podróżował. Odwiedził m.in. Wilno, Jasną Górę, Lwów i Kraków. Miał też zdolności malarskie – mówi Joachim Niczke.

    Oddany Bogu i ojczyźnie

    – W czasie wojny Niemcy aresztowali rodzinę o. Leandra. Uratowała się tylko matka. Bracia i wuj zostali zabrani do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen – mówi ks. Radkiewicz. W tym czasie benedyktyn objął probostwo w Siemowie k. Gostynia, w którym powstała młodzieżowa organizacja Armii Krajowej „Czarny Legion”. Zakonnik stał się kapelanem grupy i pomagał jej członkom, wielokrotnie ukrywając ich na plebanii. W 1941 roku w Wielki Piątek został aresztowany przez gestapo i tak jak inni osadzony w pojedynczej celi w więzieniu w Rawiczu. Mimo tortur i bicia nie przyznał się do działalności w tajnej organizacji, nikogo nie oskarżył i nikogo nie wydał. Żaden ze współwięźniów również nie oskarżył o. Leandra. Żyje jeszcze naoczny świadek tamtych wydarzeń Marian Sobkowiak z Gostynia. – Gehennę tego obozu przeżyłem tylko dzięki o. Leandrowi. Byłem bardzo młody. Miałem wtedy 16 lat. Byłem załamany, osamotniony i zrozpaczony. Siedziałem w Rawiczu w celi nr 88, a on pod nr 90. Gdy wybiegaliśmy podczas „wolnej godziny” na spacer, na plac więzienny, ksiądz przebiegał obok mojej celi i wrzucał do niej porcję chleba – wspomina. – Początkowo nie wiedziałem, kto to robi. Pewnego razu spóźniłem się z wyjściem z celi i zobaczyłem, że to o. Leander. Spytałem: „Dlaczego ojciec to robi?”. A on odpowiedział: „Umartwiam się, aby Bóg miał cię w swojej opiece. Nie martw się Pan Jezus pościł na pustyni 40 dni, to i ja wytrzymam. A ty jesteś młody, musisz żyć” – dodaje. Marian Sobkowiak wspomina również, że był to człowiek, który wspierał ludzi na duchu, zachęcał do modlitwy, dzielił się chlebem, rozdawał robione przez siebie szkaplerze, medaliki z blachy aluminiowej i różańce z nici oraz modlitewniki – dwie zszyte kartki, a na nich napisane ołówkiem litanie: do Matki Bożej i do Serca Pana Jezusa. Benedyktyn pisał również grypsy o treści religijnej i patriotycznej, które miały podtrzymywać więźniów na duchu. Na małych kartkach notował wielkie słowa: „Polska stoi dziś na straży własnej wolności i honoru Europy. Więcej niż kiedykolwiek potrzeba nam hartu ducha, zdrowia i tężyzny moralnej, jeżeli chcemy wytrwać zwycięsko aż do końca”.

    Kandydat na ołtarze

    W 1941 roku przewieziono więźniów z Rawicza do Zwickau i umieszczono ich w klasztorze adaptowanym na więzienie. Po rocznym śledztwie 27 kwietnia 1942 roku benedyktyn stanął przed sądem wraz z innymi członkami „Czarnego Legionu”. Mimo że aktywnie uczestniczył w działalności tej organizacji i ukrywał wielu jej członków, do niczego się nie przyznał. Oskarżono go tylko o to, że umożliwiał przywódcom spotkania na plebanii i że wiedział o istnieniu organizacji, a nie poinformował o tym władz okupacyjnych. Skazano go na pięć lat obozu karnego. Kapłan przebywał najpierw w Darmstadt, później w Eich i Wronkach. – Ojciec Leander był bardzo odważny. Świadkowie podkreślają również jego dobroć. Do więzień ktoś przemycał hostie i krople wina. Benedyktyn odprawiał Msze św., za co groziła mu kara śmierci. Pocieszał i zachęcał do wytrwałości. To jest wielka siła modlitwy. Prosił żeby nie przeżywać z nienawiścią pobytu w obozie, tylko modlić się za swoich oprawców – mówi ks. Radkiewicz. – Zmarł 14 października 1942 roku. Gestapo nie chciało oddać matce ciała benedyktyna. Po usilnych prośbach wydano zwłoki o. Kubika. Zakonnika pochowano 19 października 1942 roku w Nowym Kramsku. To wielka postać i dlatego staramy się o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego o. Kubika – dodaje kapłan.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół