• facebook
  • rss
  • Muzyka sługą liturgii

    dodane 12.12.2013 00:15

    – Organista musi mieć świadomość, że grając w czasie nabożeństw, bierze odpowiedzialność za przeżycia duchowe uczestników liturgii – podkreśla ks. Bogusław Grzebień.

    Możemy ich spotkać, a raczej usłyszeć niemal w każdej parafii. Wielu z nich studiowało w Diecezjalnym Studium Organistowskim. To uczelnia kościelna, która, jak sama nazwa wskazuje, zajmuje się przygotowaniem organistów do posługi w parafii. Między innymi taką szkołę muzyczną ukończył Leszek Knopp, a teraz nawet sam w niej wykłada. – Ponoć się bardzo czepiam, ale to dlatego, że chciałbym w kościołach dobrego poziomu muzyki, a z tym, jak wiadomo, bywa różnie. Muzyka ma być sługą liturgii, a nie liturgia pretekstem do koncertu. Uważam również, że zła muzyka wyrządza więcej krzywdy, niż źle przygotowane kazanie – mówi Leszek Knopp, który jest nie tylko teoretykiem, ale praktykiem w parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Sulechowie.

    Kiedyś będę tu grał

    Jako mały chłopiec chciał być maszynistą. Nie żadnej elektrycznej lokomotywy, ale oczywiście parowozu. – Wiele razy jechałem parowozem. Jeszcze na trasie Wolsztyn–Sulechów. Do dziś sprawdzam wieści z parowozowni w Wolsztynie – uśmiecha się Leszek Knopp. Został jednak organistą i oczywiście tego nie żałuje. Pasja jednak nie bierze się znikąd. Odkąd pamięta, rodzice zabierali go do kościoła na chór muzyczny. Organistą wtedy był Remigiusz Mrozkowiak. – Gdy włączał organy, ja grałem tak jak on, palcami na ławce i zawsze marzyłem, aby na nich zagrać. Gdy miałem sześć lat, powiedziałem, że kiedyś będę tu grał. Nawet na filmie z Pierwszej Komunii Świętej widać taką scenkę: siedzę w ławce, zaczynają grać organy, a ja odwracam się i patrzę, oczywiście na nie – wspomina sulechowianin. Z czasem rodzice zapisali go do ogniska muzycznego, dzięki temu miał okazję występować na konkursach wojewódzkich i ogólnopolskich. – W czasie wizyty kolędowej ks. prał. Antoni Mackiewicz kilkakrotnie namawiał mnie, bym pomyślał o studium organistowskim. Niby chciałem, ale było mało czasu, ponieważ dużo ćwiczyłem, po kilka godzin dziennie – wyjaśnia. Na granie przyszedł czas w 2000 roku. – Nie było wtedy organisty i stwierdziłem, że te mszalne „rzeczy” potrafię grać. Poszedłem więc do ówczesnego proboszcza ks. Mackiewicza z propozycją gry. Po pozytywnym wyniku przesłuchania zezwolił mi na granie od soboty wieczór. W niedzielę na głównych Mszach kościół był jak zawsze pełen ludzi, a mnie zjadła trema. O ile z samą grą sobie radziłem, to mój występ wokalny był totalną porażką. Do dziś wspominam niektóre komentarze – śmieje się Leszek Knopp.

    Kocha to, co robi

    Wkrótce potem początkujący organista poszedł na studia muzyczne ze specjalizacją: muzyka kościelna. W tym samym czasie uczęszczał także na Diecezjalne Studium Organistowskie. – Organy fascynowały mnie nie tylko jako instrument „do Mszy”, ale w ogóle jako instrument muzyczny. W czasie studiów uczyłem się konkretnych utworów, poznawałem różne style od baroku poprzez romantyzm, aż po lata 30. ubiegłego wieku. Różne estetyki, podejście do harmonii, różne style budowy instrumentów – mówi Leszek Knopp. Sulechowianin kocha to, co robi.

    – Uważam, że organiści są niedoceniani. Ludzie nie mają często pojęcia, ile trzeba wysiłku włożyć, ile godzin spędzić przy organach, aby dobrze wykonać na nich kilkuminutowy utwór – zauważa Leszek. – Tym bardziej cieszy fakt, że w mojej rodzinnej parafii jest tyle muzyki i koncertów. Zawsze mieliśmy szczęście do szefostwa. Najpierw ks. Antoni Mackiewicz – pasjonat muzyczny, a teraz ks. Janusz Mikołajewicz, twórca „Wiosennego Muzykowania u stóp Krzyża”, zawsze otwarty na moje propozycje koncertów – dodaje.

    Wierzący muzyk

    Ks. Bogusław Grzebień, dyrektor Diecezjalnego Studium Organistowskiego – Funkcja organisty jest jedną z ważniejszych posług, która pomaga przeżywać liturgię. To właśnie od organisty zależy, jak wygląda oprawa muzyczna, która w liturgii Kościoła od wieków zajmowała bardzo ważne miejsce. Oczywiście musi być współpraca z celebransem, bo tylko wtedy jest pewna zamknięta całość. W parafiach wygląda to różnie. Często korzysta się z ludzi, którzy nie mają przygotowania muzycznego, są samoukami i dzielą się tym, co posiadają, czyli swoimi zdolnościami. Należy być wdzięcznym takim ludziom, którzy poświęcają swój czas dla Pana Boga. Jednak organista, który jest przygotowany do pełnienia posługi i zależy mu na pięknie liturgii, ma większe możliwości, by sakralną rzeczywistość kreować. W dokumentach odnoszących się do posługi organistów jest mowa o kilku cechach, które powinni posiadać. Musi być to człowiek wierzący, odznaczający się prawością życia, znający liturgię, przystępujący do sakramentów św., czyli chrześcijanin, który stara się żyć bliżej Boga.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół