• facebook
  • rss
  • Gdzie ksiądz, tam i my

    dodane 09.01.2014 00:15

    Z dnia na dzień odchodzi od nas pokolenie tych, którzy po zakończeniu II wojny światowej przyjechali z różnych stron Polski na Ziemie Odzyskane, aby właśnie tu budować swoją przyszłość. Dlatego w kolejnych odcinkach nowego cyklu chcemy ocalać te historie.

    Wśród przybyłych na Ziemie Zachodnie byli także kapłani. W pamięci wielu zapisał się mocno długoletni proboszcz z Bieniowa. W 2010 roku ukazała się nawet książka zatytułowana „Miłość za miłość. Rzecz o księdzu Macieju Sieńce” autorstwa Teresy Michalewskiej. Przedmowę do niej napisał abp Józef Michalik, który znał tego księdza osobiście: „Ks. Maciej Sieńko był wzorem kapłana, za jakim stale tęsknią wierni, cenią ich za życia i po śmierci. Tacy kapłani nie cierpią na samotność ani na brak sensu w życiu, które do końca dni jest dla nich polem twórczej pracy”.

    Trudne początki

    Ks. Maciej Sieńko przyszedł na świat w 1901 roku w Piątkowej k. Rzeszowa. Jako siedemnastolatek brał udział w obronie Lwowa, a w 1920 roku walczył w Bitwie Warszawskiej i na własne oczy widział Cud nad Wisłą. Później, po maturze, wstąpił do seminarium, które ukończył w 1925 roku. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk bp. Anatola Nowaka. Jego pierwszym probostwem była wieś Wesoła. Była to bogata parafia. Do prowadzenia parafialnego gospodarstwa, jak pisze bp Paweł Socha w periodyku diecezjalnym „Ecclesiastica” z 1983 roku, trzeba było mieć konie i bydło, ale „Księdza Macieja nie stać było na tego rodzaju inwestycje. Zrezygnował więc i poprosił o najuboższą parafię w diecezji. Otrzymał wówczas (w październiku 1933 roku) nominację do Koniuszek Siemianowskich”. W pierwszej połowie 1946 roku parafianie z Koniuszek i Dobłowa (parafia Rudki) w 13 grupach wraz ze swym proboszczem dotarli na Ziemie Zachodnie. Ludzie zgodnie mówili: „Gdzie ksiądz, tam i my”. Nikt nie chciał się rozdzielać, dlatego szukano takiej miejscowości, gdzie mogliby dalej wspólnie żyć. „30 marca 1946 roku około 250 osób wysiadło z całym dobytkiem na stacji w Benawie (niem. Benau); później wieś nazwano Bieniów. Był z nimi na szczęście ich ukochany przewodnik, z którym tyle już przeszli złego, ale i dobrego” – pisze w książce Teresa Michalewska. Tak o nowym miejscu pisał ks. Sieńko: „Pojechałem na Zachód, w Zielonogórskie, do Bieniowa w powiecie Żary. Przyjechałem tu wraz ze swoimi parafianami. Nie było nic, tylko zgliszcza. Ani jednej dachówki w kościele” i dalej: „Gdy po długiej podróży przybyliśmy (z końmi i krowami) na stację kolejową w Bieniowie, moi parafianie znowu zapłakali, patrząc na zniszczony kościół. Zostawiliśmy nowy i piękny kościół murowany, a tutaj widzimy wprost ruiny kościoła… ani jednej dachówki na dachu, ani jednej szyby w oknach, mury zniszczone trwającymi walkami, plebania również zniszczona (…). Mniej były zniszczone kościoły w Biedrzychowicach Dolnych, Białowicach, Lubanicach. Kłopoty były wielkie, gdyż brakowało wówczas fachowych murarzy, stolarzy i potrzebnych materiałów. Jednak przy dobrej woli i pracowitości parafian wszystko dało się jakoś załatwić”.

    To człowiek święty

    Duszpasterstwo w bieniowskiej parafii nie było łatwe. Trudnością było także przemieszczanie się. – Ksiądz pokonywał dziesiątki kilometrów pieszo, rowerem lub furmanką – mówi Marian Motyl, przewodnik turystyczny i pasjonat lokalnej historii. Jeszcze większym wyzwaniem było jednoczenie ludzi z różnych stron Polski, ale ks. Sieńko umiał to robić. Tak Zofia Zapotoczna wspomina drogę do kościoła przez las do Białowic: „Nieważne, czy były zaspy i mrozy, czy padał śnieg lub deszcz. Ksiądz dawał nam przykład wytrwałości i obowiązkowości. Jeżeli on tam przybył, to dlaczego my mielibyśmy nie przyjść? Służył w ten sposób ludziom i Bogu. Był to człowiek święty. Gdyby nie on, to nie wiem, co by było z nami. Lata zaraz po wojnie były dla nas i dla naszych rodziców bardzo trudne”.

    Tych wspomnień w książce „Miłość za miłość” znajdziemy znacznie więcej: „W Bieniowie niedzielna Msza święta odbywała się zawsze o godzinie jedenastej. Pamiętam pośpiech, z jakim nasz kapłan przebierał się do nabożeństwa. I chociaż bardzo rzadko zaczynało się ono punktualnie, nikomu to nie przeszkadzało. Wszyscy przecież widzieli, jak zsiadał z wozu, którym przywiózł go z sąsiednich wsi któryś z parafian (…). Utrzymuje bardzo bliski kontakt z parafianami, o których wie wszystko. Zna doskonale historię ich rodzin, zna warunki, w jakich żyją” – wspomina Urszula Sęk. Ks. Maciej Sieńko proboszczem w Bieniowie był do 1975 roku. W pamięci wszystkich zapisał się przede wszystkim jako kapłan z powołania. Jego pasją były praca z ludźmi, hodowla kwiatów i fotografowanie. Przeżywszy 92 lata, ks. Maciej Sieńko zmarł 15 września 1993 roku.

    Podziel się swoją historią

    „Nasze korzenie” to hasło przewodnie naszego nowego cyklu. Co trzy tygodnie chcemy przypominać o miejscach, z których pochodzą nasi rodzicie i dziadkowie, oraz o początkach Kościoła na Ziemiach Zachodnich po II wojnie światowej. Chętnie napiszemy o Twojej historii. Zadzwoń lub napisz do nas: tel. 68 411 02 54 lub zgg@gosc.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół