• facebook
  • rss
  • Z wigorem i humorem

    dodane 23.01.2014 00:15

    Jedenaścioro – rzadko która babcia może pochwalić się taką liczbą wnuków. – Co rok, to prorok – śmieje się Barbara Kulczycka z Nowgorodu Bobrzańskiego.

    Kamil, Piotrek, Dominika, Klaudia, Agata, Ania, Madzia, Krzyś, Ola, Bartek i znowu Krzyś, a wkrótce na świat przyjdzie jeszcze Jakub – wylicza pani Barbara Kulczycka z Nowogrodu Bobrzańskiego i dodaje ze śmiechem: – Bocian cały czas siedzi na dachu.

    Wnuki w ślady babci

    Pani Barbara na brak zajęć nigdy nie narzekała. Przez długi czas była zaangażowana w Parafialny Zespół Caritas, który m.in. rozdzielał żywność dla ubogich. – Mieliśmy pond 600 podopiecznych nie tylko z parafii, ale z terenu całej gminy. Tonami woziliśmy towar z magazynu w Zielonej Górze. Mieliśmy przyczepkę i maż ją ledwie ciągnął swoim samochodem. Bez męża nie dałabym rady pomagać – opowiada z uśmiechem. Trzy lata temu musiała jednak ograniczyć swoją działalność. – Córka miała zagrożoną ciążę i musiała leżeć, żeby ratować dziecko. Cały czas pomagam w Caritas, gdy ktoś poprosi, ale najważniejsze są teraz wnuki. Zresztą nie ma ludzi niezastąpionych i beze mnie Caritas również świetnie działa. A młodym jest teraz ciężko i trzeba im pomóc. Oczywiście oni sobie dobrze dają radę, ale kto im pomoże, jak nie babcia i dziadek. Zawsze rodzina była najważniejsza – zauważa pani Barbara. – Na brak zajęć nie narzekam. Mamy jeszcze 6 arów ogródka. Marchwi w tym roku uzbieraliśmy pięć worków. Trzeba o to wszystko zadbać. Małe ma się urodzić, a ja już mam w słoikach marchewkę przygotowaną – dodaje ze śmiechem. W pomoc w Caritas był zaangażowany nie tylko mąż, ale i cała rodzina. – Jak syn albo zięć jechał, to często pytałam, czy nie zajadą odebrać czegoś z magazynu. Oni zawsze chętnie się zgadzali, mówiąc: „Dobrze wezmę przyczepkę i przywiozę to mamie”. Trochę ich wykorzystywałam – śmieje się pani Barbara. Wnuki przykład dobroczynności wydają się czerpać z babci. – To na pewna zasługa pań nauczycielek – przekonuje babcia. – Pewnie to i trochę przeze mnie. Bo wiele razy jak pytały, gdzie jest babcia, to dowiadywały się, że albo w Caritas, albo w kościele, albo w klubie seniora. Dzięki temu nie mają oporów i nie wstydzą się innym pomagać – dodaje.

    Babcia aktywną seniorką

    Pani Barbara na miejscu nie może jednak usiedzieć. Prowadzi przyparafialny Klub Seniora „Nad Bobrem”, który funkcjonuje w ramach Diecezjalnej Sieci Klubów Seniora „Aktywna Jesień” działającej pod egidą diecezjalnej Caritas. Spotkania odbywają się regularnie w każdą środę o godz. 16.00 w Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury. – Robimy przeróżne rzeczy. Dzięki diecezjalnej Caritas zawsze dostaniemy się do jakiegoś programu i mamy zajęcia ruchowe, gimnastyczne, kulinarne itp. Oczywiście wychodzimy też z własną inicjatywą. Przykładowo ostatnio na 11 Listopada robiliśmy kotyliony. Nawet burmistrz nas pochwalił. Przykładowo w zeszłym roku uszykowaliśmy 800 palm wielkanocnych, a ostatnio na 11 Listopada robiliśmy kotyliony. Nawet burmistrz nas pochawalił – wyjaśnia seniorka. – Nie brakuje wyjazdów. Już dwa razy byliśmy nad morzem i dwa razy w Liebenau, tzw. Małej Wenecji, a także w operetce w Poznaniu i wielu innych miejscach. Tak naprawdę planujemy wszystko na bieżąco. Ktoś rzuca pomysł, że jedziemy na rowery, to jedziemy. Ale nawet gdybyśmy nie wyjeżdżali albo nie mieli zajęć, to ludzie też przychodziliby po prostu spotkać się – dodaje. Dom pani Basi to prawdziwy dom wielopokoleniowy. – W tym domu mieszkają moja córka i syn ze swoimi rodzinami. On ma dwoje dzieci i ona ma dwoje, a trzecie w drodze. W Nowogrodzie mieszka jeszcze dwóch synów ze swoimi rodzinami. Do chodzenia do kościoła też nigdy nikogo nie przymuszaliśmy i dzieci trzymają się wiary – wyjaśnia pani Basia. – Do naszego życia nikt nie wtykał pazurków, dlatego my też stosujemy tę zasadę wobec naszych dzieci. Nie wchodzimy z butami w ich życie, ale jeśli tylko nas poproszą o zdanie czy pomoc, to jesteśmy gotowi. Podobną zasadę stosujemy wobec wnuków, oczywiście jako dziadkowie trochę ich rozpieszczamy i cały czas służymy opieką, ale nie wychowujemy. Od tego są rodzice, którzy sobie dobrze z tym radzą. Sami staraliśmy wychowywać ich po prostu na dobrych ludzi – dodają.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół