• facebook
  • rss
  • Codzienność liczona w dobroci

    dodane 06.02.2014 00:15

    Diecezjalna Caritas to największa organizacja charytatywna w naszym regionie. Działa już ponad 20 lat. Szeroki wachlarz pomocy dotyczy także osób chorych i niepełnosprawnych, którym pomaga nie tylko od święta.

    Niedawno jeden z zielonogórskich radnych na portalu społecznościowym wyrażał swoje oburzenie, że diecezjalna Caritas pobiera opłaty za wypożyczenie sprzętu rehabilitacyjnego. Nikt jednak nigdy nie ukrywał, że takie opłaty są pobierane ze względu na koszty funkcjonowania wypożyczalni. „Cennik wypożyczalni jest konkurencyjny względem tego typu komercyjnych placówek, dlatego nasze wypożyczalnie cieszą się dużym zainteresowaniem osób znajdującym się w takiej potrzebie” – czytamy oświadczeniu wydanym przez Caritas i dalej: „Jesteśmy organizacją, która blisko współpracuje z ośrodkami pomocy społecznej, urzędami miast i gmin oraz parafiami, stąd jesteśmy w stanie skutecznie i wiarygodnie zweryfikować sytuację materialną każdego beneficjenta wypożyczalni. Często bywają sytuacje, kiedy rodzina osoby chorej otrzymuje nasz sprzęt nieodpłatnie lub za symboliczną opłatą”. Warto wyjaśnić jeszcze jedno – od 2012 roku wypożyczalni nie prowadzi diecezjalna Caritas, ale Fundacja „Misericordia”, która może prowadzić działalność gospodarczą, a wszystkie pozyskane środki są przeznaczone na działalność Caritas.

    Ważna empatia

    Wypożyczalnia sprzętu rehabilitacyjnego działa w Gorzowie Wlkp., Nowej Soli i Zielonej Górze. Została powołana, aby pomagać osobom chorym i niepełnosprawnym. Można w niej wypożyczyć m.in. specjalistyczne łóżka, wózki, wózki elektryczne, chodziki, kule, koncentratory tlenu, ssaki. – Każda osoba wypożyczająca sprzęt zawiera z fundacją umowę, w której określona jest miesięczna stawka za wypożyczenie. Pieniądze są przeznaczane na naprawę zużytego sprzętu, dezynfekcję, zakup nowego i dowóz – tłumaczy Joanna Łysiak z Fundacji. Z wypożyczalni korzystała Maria Wróblewska, która opiekowała się sama chorym mężem, zanim niedawno zmarł. – Wypożyczałam łóżko elektryczne i ssak. To była jedyna placówka, do której mogłam się zwrócić i dużo mi pomogła. Pani Asia Łysiak to osoba o wielkiej empatii i potrafiła wczuć się w moja sytuację. Nigdy mi nie odmówiła pomocy – podkreśla. Chorym i niepełnosprawnym pomaga przede wszystkim Caritas, która w specjalnych przypadkach udostępnia subkonto, gdzie można dokonywać wpłat na pomoc w leczeniu konkretnej osoby.

    – Takich kont mamy założonych aktualnie 70 – wyjaśnia Sylwia Grzyb z diecezjalnej Caritas. Można na nie przekazywać odpis 1 procenta podatku. W zeszłym roku podatnicy przekazali na indywidualną pomoc dzieciom i dorosłym w leczeniu i rehabilitacji dokładnie 212 757 zł. – Oczywiście nie pobieramy za to żadnej prowizji i wszystko, co do nas wpłynie, jest przekazywane na leczenie i rehabilitację – tłumaczy Sylwia Grzyb. Z takiej pomocy korzysta Irena Rządkowska. Jej syn Mateusz cierpi na zanik mięśni. – Czasami wydatki są dosyć duże. Gdyby nie to konto, nie mielibyśmy za co kupić połowy rzeczy. Zawsze mogę liczyć na pomoc i poradę Caritas – podkreśla pani Irena. Oprócz tego Caritas pomaga osobom potrzebującym w doraźnych potrzebach. Nie ma dnia, aby do zielonogórskiej siedziby Caritas przy ul. Bema nie przyszedł ktoś z prośbą o pomoc. Taką pomoc otrzymała pani Ewa, która od trzech miesięcy jest bezdomna. – Gdyby nie ks. Stanisław i panie z Caritas, to byłoby mi bardzo ciężko. Pomogli mi nie tylko żywnościowo, ale też w zakupie lekarstw, a teraz, jak musiałam iść na tydzień do szpitala, to nawet dostałam piżamę – podkreśla pani Ewa.

    Porozmawiaj z chorym

    Obraz byłby niepełny, gdyby nie wspomnieć o Parafialnych Zespołach Caritas (PZC). Wiele parafialnych oddziałów wspiera chorych i niepełnosprawnych z terenu swojej parafii na co dzień. – Nie tylko pomagają w zakupie leków, ale odwiedzają chorych w domach, aby poczytać im książkę, pomóc zrobić zakupy, umyć okna, czy po prostu porozmawiać i pomodlić się – wyjaśnia ks. Stanisław Podfigórny, dyrektor diecezjalnej Caritas. – To jest najważniejsze. Bo oni są często samotni w swojej chorobie i ta samotność może powodować depresję, a jak znajdzie się obok nich drugi człowiek, to znowu dostrzegają, że ich życie ma sens – dodaje. Jednym z wielu przykładów jest PZC z parafii św. Urbana w Zielona Górze. – Życie przynosi konkretne sytuacje. Przykładowo jedna ze starszych parafianek poważnie złamała rękę. Okazało się, że jest samotna i bez pomocy nie poradziłaby sobie. Pomoc wiązała się ze wszystkim, począwszy od wyjazdu do lekarza, poprzez codzienną pielęgnację, robienie zakupów, na przygotowaniu posiłków kończąc – tłumaczy Ewa Naruszewicz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół