• facebook
  • rss
  • Zawsze na posterunku

    dodane 13.02.2014 00:15

    „Zosieńko, Zosieńko, cóżeś ty za pani...” – śpiewali na urodzinach przyjaciele i krewni. A urodziny to były nietuzinkowe, bo i niezwykła jest mieszkanka Dobiegniewa, która ma 100 lat.

    Ja to wszystko mam w głowie. Zawsze byłam i jestem na posterunku. Co roku w rocznicę powstania warszawskiego zamawiam Mszę św. za tych, którzy żyją, i tych, którzy już nie żyją. To jest w mojej pamięci, na zawsze – mówi Zofia Krzywińska z Dobiegniewa, która właśnie skończyła 100 lat.

    Sanitariuszka „Zośka”

    Urodził się w 1914 roku w Warszawie. Przed wojną pani Zofia ukończyła seminarium nauczycielskie. Chciała uczyć, ale nie zdążyła, bo przyszła wojna. Dzięki temu, że w sierpniu 1939 roku ukończyła kurs pierwszej pomocy mogła pomagać rannym. – W połowie września były silne naloty. Pamiętam, że jednego dnia pojechałam z sanitariuszem na plac Małachowskiego, bo zabrakło nam środków opatrunkowych. W trzypiętrowej kamienicy mieścił się Czerwony Krzyż – opowiada pani Zofia. – W pewnym momencie zawyły syreny. Kazano nam biec do schronu. Pakunek z lekami był tak wielki, że ledwo trzymałam go w rękach. Jeden z lekarzy powiedział do mnie, żebym to zostawiła, bo spadnę ze schodów. Odpowiedziałam: „Nie zostawię tego, bo nie mamy czym opatrywać ran” – kontynuuje. W pewnym momencie od wybuchu jednej z bomb zawaliła się część budynku między parterem a pierwszym piętrem. – Z relacji innych osób wiem, że koło mnie leżało kilkanaście zabitych sióstr. W szpitalu leżałam do samego Bożego Narodzenia – wspomina sanitariuszka. Tych opowieści jest znacznie więcej. Szczególnie w pamięć zapadła godzina „W”. – To była wolność. Od razu wszędzie pojawiły się polskie flagi, chorągiewki. Dla Niemców to było totalne zaskoczenie – wspomina sanitariuszka o pseudonimie „Zośka”. Po wojnie wyjechała na Ziemie Zachodnie do pracy w szkole. W końcu trafiła do Dobiegniewa, gdzie mieszka do dziś. Wspomnienia pani Zofii są dostępne na stronie Archiwum Historii Mówionej, które prowadzi Muzeum Powstania Warszawskiego.

    Skromni powstańcy

    Swoje 100. urodziny pani Zofia rozpoczęła Mszą św. Nie mogło być inaczej. – Mimo choroby i słabości uczestniczy w życiu parafii bardzo czynnie. Dziś już nie może o własnych siłach przyjść do kościoła, ale co tydzień przyjmuje Komunię św. w domu – podkreśla proboszcz ks. Piotr Spychała. Podczas jubileuszowej Mszy św. kazanie wygłosił jej wcześniejszy proboszcz ks. Henryk Wojnar. – W Psalmie 23 są słowa: „Pan jest pasterzem moim, chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę”. Dzisiaj, gdy przeżywamy jubileusz 100. rocznicy pani Zofii, trzeba powiedzieć o ciemnych dolinach, przez które przechodziła. Był to czas I wojny światowej, czas niepodległości, Cudu nad Wisłą, II wojny światowej, powstania warszawskiego, a także czas komunizmu, gdy nie mogła milczeć na temat pięknych kart historii naszej ojczyzny – mówił 5 lutego ks. Wojnar. – Zła się nie ulękła, bo ciągle przechodząc przez te ciemne doliny, wierzyła, że Pasterz jest przy niej – kontynuował. Na przyjęcie urodzinowe w podwójnej roli przyjechał Piotr Śliwowski, szef pionu historycznego Muzeum Powstania Warszawskiego. – Ciocia Zosia, bo tak o niej mówimy, to rodzona siostra mojej babci. – Jestem tutaj jako rodzina i przedstawiciel Muzeum Powstania Warszawskiego – wyjaśnia pan Piotr. – Co można powiedzieć o cioci Zosi? To przede wszystkim osoba skromna. To niesamowite, że ci wszyscy ludzie, mam na myśli powstańców warszawskich, są skromni. Mówią, że zrobili to, co do nich należało. Jestem pełen podziwu dla cioci z racji tego, co robiła podczas wojny, ale także po niej. Podejmowanie prób przemycania prawdziwej historii Polski w realiach szkolnictwa komunistycznego to było bohaterstwo – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół