• facebook
  • rss
  • Służba sensem życia

    dodane 24.04.2014 00:15

    Funkcjonują ponad podziałami, a ich najważniejszym celem i misją jest dawanie nadziei i pomoc bliźniemu.

    Stowarzyszenie Pomocy Bliźniemu im. Brata Krystyna w Gorzowie Wlkp. działa już blisko 22 lata i pomaga wszystkim, którzy tej pomocy potrzebują. Patronem organizacji jest najmłodszy z pięciu braci eremitów, którzy zginęli śmiercią męczeńską w 1003 roku w klasztorze pod Międzyrzeczem. Brat Krystyn usługiwał przy stole i pomagał w pracach domowych. Ze względu na swoją bezinteresowną posługę członkowie założyciele postanowili, że to właśnie on zostanie patronem stowarzyszenia. – Nie dyskryminujemy nikogo, bo u nas nie ma selekcji. Nikt z potrzebujących nie odejdzie bez pomocy. Pomagamy m.in. osobom pokrzywdzonym przemocą i samotnym kobietom. Współpracujemy z więźniami. Wspomagamy też rodziny, które czekają na wyjście więźniów po wyroku – mówi Iwona Filon-Król, dyrektor do spraw społecznych i zarządzania stowarzyszenia. – Szeroką działalność prowadzimy również na rzecz osób bezdomnych. Mamy dwa schroniska dla mężczyzn i jedno dla kobiet oraz ogrzewalnię w okresie ochronnym. Dajemy tym osobom nie tylko nocleg, ale również m.in. ciepły posiłek i ubrania – dodaje. Ponadto stowarzyszenie zajmuje się osobami niepełnosprawnymi i ich opiekunami. Pomaga ubogim, bezrobotnym i rodzinom wielodzietnym. Troszczy się także o dzieci i młodzież oraz seniorów. W sumie miesięcznie pomaga 3–5 tys. osób. – Mamy 13 świetlic środowiskowych, które działają przez cały rok i opiekują się ponad 300 dziećmi, oraz ośrodek kolonijny w miejscowości Długie. Dla seniorów organizujemy m.in. warsztaty umiejętności psychospołecznych, zajęcia plastyczne czy dyskusyjny klub filmowy – mówi Iwona Filon-Król. Stowarzyszenie prowadzi również terapię uzależnień i psychoterapię, i działa nie tylko na terenie Gorzowa Wlkp., ale również na terenie gmin sąsiadujących, m.in. w Kłodawie, Santoku, Lubiszynie, Deszcznie i Bogdańcu. – Wielu ludzi pyta mnie, dlaczego pomagamy. Poświęcenie wynika z sensu życia katolika, który ma pewne obowiązki wobec Pana Boga i ludzi. Czynnikiem, który nas motywuje do działania jest przede wszystkim wiara – wyjaśnia Augustyn Wiernicki, prezes stowarzyszenia.

    Dar dla papieża

    W swojej strukturze stowarzyszenie ma również Charytatywne Centrum Pomocy Człowiekowi im. Jana Pawła II, które powstało w 1997 roku. – Pomysł stworzenia Centrum Charytatywnego w Gorzowie Wlkp. powstał przed wizytą Jana Pawła II, na początku 1997 roku. Jako komitet organizacyjny pielgrzymki spotkaliśmy się u ks. Pawlika i zastanawialiśmy się nad prezentem dla papieża. Chcieliśmy, by był to dar, dzieło, które pozostanie. Postanowiliśmy, że będzie to Centrum Charytatywne im. Jana Pawła II – mówi Augustyn Wiernicki. – Władze miasta zaproponowały budynek po byłej restauracji, który był w bardzo złym stanie. Na ścianie budynku najpierw umieściliśmy tablicę, którą pobłogosławił Jan Paweł II. Najpierw było błogosławieństwo, a później remont kapitalny budynku. Dziś mamy centrum, pamiątkę po wizycie ojca świętego w Gorzowie Wlkp. – dodaje.

    Szansa na lepsze życie

    Stowarzyszenie ma wielu podopiecznych, którym dzięki otrzymanej pomocy udało się odzyskać nadzieję na to, że może być lepiej. Jedną z podopiecznych stowarzyszenia jest pani Ewa. Osoba samotna, do której wyciągnięto pomocną dłoń. – Jestem tu prawie dwa lata. Przez nałóg alkoholowy straciłam wszystko. Nie mam nikogo. Dzięki pomocy Matki Bożej Rokitniańskiej i ks. Henryka Grządka już dwa lata nie piję. To dla mnie bardzo dużo. Wiele się modlę i pracuję nad sobą, żeby nie wrócić do nałogu – mówi pani Ewa. Innym podopiecznym jest pan Henryk, który był bezrobotny, dzięki stowarzyszeniu pracuje jako magazynier w banku żywności. – Tutaj są dobre warunki. Dostajemy wszystko, czego potrzebujemy, żywność i odzież. Jestem w ośrodku 8 lat. Mam tu swoich przyjaciół i jakoś daję sobie radę – mówi podopieczny. Swoją szansę na poprawę warunków bytowych otrzymał również pan Antoni, który przez pewien czas był bezdomny. – Jestem tu od ubiegłego roku. Rozwiodłem się z żoną i nie mam żadnej rodziny, jestem samotny. Przez pewien czas byłem bezdomny, później wynajmowałem pokój, ale zachorowałem i sam nie dałbym sobie rady. W ośrodku nie jestem sam, tutaj w każdej chwili mogę liczyć na pomoc – tłumaczy pan Antoni.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół