• facebook
  • rss
  • Dzieci Rokitna

    dodane 22.05.2014 00:15

    Ze Stanisławem Szuflakiem o trzeźwym życiu, rekolekcjach i córce rozmawia Krzysztof Król.

    Krzysztof Król: Kiedy Pan po raz pierwszy przyjechał do Rokitna?

    Stanisław Szuflak: Trafiłem do Rokitna 22 lata temu dzięki pomocy pewnego kapłana z Gryfina, który przygarnął mnie jako człowieka bezdomnego i zagubionego. Miałem za sobą półtora miesiąca trzeźwego życia po ok. 20 lat ciągłego picia. Byłem wycieńczony fizycznie, słabł mi wzrok i prawie straciłem władzę w nogach. W Rokitnie spotkałem mnóstwo ludzi. Na początku denerwowały mnie ich radość i uśmiech. Byli zupełni inni niż ja. Zazdrościłem im tego optymizmu. Ostatniego dnia prowadzący rekolekcje kapłan powiedział, że każdy, kto chce, może podejść do ołtarza i poprosić o modlitwę wstawienniczą. Klęcząc, prosiłem Maryję o najważniejszą na ten czas dla mnie rzeczy: żebym do końca nie stracił wzroku, żebym mógł chodzić, nawet o kulach, i wreszcie najważniejsze, żebym był trzeźwy, ale nie tak na jeden dzień, tydzień, miesiąc czy pół roku, ale żebym zmienił się wewnętrznie i stał się lepszym człowiekiem. W tym roku mijają 22 lata, jak nie miałem kropli alkoholu w ustach, ale też dobrze widzę i chodzę o własnych siłach.

    Mieszka Pan na co dzień w Szczecinie, ale często przyjeżdża Pan do Rokitna, pomagając w prowadzeniu rekolekcji trzeźwościowych. Dlaczego?

    Przyjeżdżam, aby pomóc innym, ale też inni mnie pomagają. Przez te 22 lata nie opuściłem żadnych rekolekcji, a jest ich osiem w roku. To pewna ciągłość, której nie chcę przerwać. Rekolekcje dają mi radość i optymizm. Nieraz jadę do Rokitna zmęczony różnymi życiowymi problemami, ale wiem, że będę wracał stamtąd radośniejszy. Pozyskana tam wiara pozwala mi kształtować moje życie.

    Oprócz trzeźwego życia w czym Panu jeszcze pomogła Matka z rokitniańskiego wzgórza?

    Na początku człowiek na ogół przyjeżdża tu sam, ale bardzo często zdarza się, że przychodzi czas, kiedy przywozi tu też swoją rodzinę. Ja swojej córki nie widziałem 19 lat. Gdyby nie modlitwa i pomoc Matki Cierpliwie Słuchającej, to pewnie dalej bym nie odzyskał z nią kontaktu. Dziś nasza relacja jest dobra i jestem nie tylko szczęśliwym ojcem, ale też dziadkiem trójki wnucząt. Kiedyś przypadkowo usłyszałem, jak mówiła do drugiej osoby: „Jestem dumna, że mam takiego ojca”. Nigdy nie spodziewałem się, że to powie. Gdyby nie Rokitno, to poddałbym się. Ludzie tu uczą się radości życia i doświadczają, że trzeźwienie z Bogiem jest inne. Po prostu łatwiejsze.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół