• facebook
  • rss
  • Mapa Bożej opatrzności

    dodane 17.07.2014 00:00

    Kilometry dla Maryi. Na rowerze przejechał ponad 52 tys. kilometrów. Większość w drodze do maryjnych sanktuariów. W całej Polsce odwiedził ich już 400 z 523.

    Bliskie mojemu sercu są, oczywiście, Rokitno, Jasna Góra, a także Licheń i Gostyń. Każde sanktuarium ma w sobie coś wyjątkowego. Bardzo zapadło mi w pamięć to w Różanymstoku na wschodzie Polski, koło Białegostoku. Tam jest przepiękny obraz Matki Bożej z taką dziewczęcą twarzą. Jakby ktoś zrobił Jej zdjęcie – mówi ks. Piotr Wadowski. – Odwiedziny w sanktuariach maryjnych pogłębiły moją wiarę. Zobaczyłem na własne oczy, że kult Maryi jest wciąż żywy w naszej ojczyźnie, a konkretne sanktuaria oddają charakterystykę danego regionu. Podczas tych wypraw rozkochałem się w Matce Bożej. Zauważyłem, że cokolwiek Jej zawierzę, Ona zawsze zaprowadzi mnie do Jezusa i usunie się na bok.

    Wigry 3 i źródełko w Licheniu

    Pasja do turystyki zaczęła się dokładnie ćwierć wieku temu. – Za namową kolegi Dominika zapisałem się do Szkolnego Koła Turystyczno-Krajoznawczego. Nasz opiekun nie miał czasu i tylko dwa razy udało mi się wyruszyć na szlak – wspomina ks. Piotr. Trzy lata później, w 1992 roku, ten sam kolega zaproponował wyjazd do Santoka. – Niezapomniany rower Wigry 3, aparat, jedzenie, napoje i w drogę. Tak się zaczęły wojaże wokół Gorzowa – opowiada rodowity gorzowianin. W 1997 roku zrodziło się pragnienie wyprawy wzdłuż Bałtyku. Wszystko jednak miała przekreślić poważna kontuzja kolana. – Cały czas kuśtykałem, a lekarze nie byli mi w stanie pomóc. Uczyłem się wtedy w poznańskim technikum. Dzień przed zakończeniem roku szkolnego pojechaliśmy na wycieczkę do Konina i „przypadkowo” trafiliśmy do Lichenia – wspomina kapłan. – Kiedy po zwiedzaniu wracaliśmy już do autobusu, zaczepiła mnie pewna kobieta, która, widząc, że ledwo idę, powiedziała: „Idź do źródełka. Tam jest cudowna woda”. Popatrzyłem na nią ze zdziwieniem i pomyślałem sobie: „Jaka woda? O czym ona mówi? Jakieś głupoty!”. Ale z ciekawości poszedłem, wziąłem wodę i pojechałem do Poznania. Wieczorem przed pójściem spać pytałem z niedowierzaniem: „Panie Boże, taka woda ma sens?”. W końcu posmarowałem wodą nogę, pomodliłem się i poszedłem spać. Na drugi dzień było zakończenie roku szkolnego. – Powiedziałem do kolegów: „Poczekajcie na mnie chwilę, tylko kupię gazety”. Pobiegłem i wróciłem. A oni wszyscy do mnie: „Co ty wyprawiasz?”. A ja: „No nic, kupiłem gazetę”. Na to oni: „Ale czemu ty biegasz?”. Faktycznie, uświadomiłem sobie, że mogę biegać i noga mnie już nie boli. Tego lata pojechaliśmy w trasę wzdłuż Bałtyku. W te wakacje przejechałem 1800 km, a z nogą było wszystko w porządku – śmieje się.

    Palcem po mapie i w trasę

    To był przełomowy rok. W sercu gorzowianina zrodziło się pragnienie jeżdżenia rowerem po Polsce. – W moim życiu pojawił się też większy kult do Niepokalanej i chęć odwiedzania rowerem m.in. miejsc Jej szczególnego kultu. Dużo różnych form modlitwy, miejsca święte, ludzie i przede wszystkim opatrzność Boża – to wszystko pogłębiało moją wiarę. I jak tu nie wierzyć w Boga, kiedy On, troskliwy Ojciec, jest na wyciągnięcie ręki? – zastanawia się ks. Piotr. W 1999 roku na Mszy św. w Zakopanem pielgrzym usłyszał słowa Jana Pawła II, który mówił, że „prawdziwa turystyka hartuje ducha, prawdziwa czyli taka, która wymaga wysiłku, zmagania, bo człowiek otwiera się jeszcze bardziej na Boga, na siebie i drugiego człowieka”. – W moim życiu faktycznie tak było i jest. Turystyka mnie hartuje i zmienia mój charakter. Nabieram odwagi, uczę się otwartości, zaradności, ufności, wdzięczności, skromności, odpowiedzialności, spostrzegawczości, pokonywania siebie, dystansu do pieniędzy i wielu jeszcze innych rzeczy. Przyroda, ludzie, zabytki przyczyniały się do tego, że jeszcze bardziej zacząłem odkrywać Boga, Jego opatrzność. To mnie pociągnęło, więc poszedłem na studia, by mieć długie wakacje i dalej zwiedzać Polskę. Przy okazji wybrałem kierunek, który bardzo lubię – technologia żywności i żywienie człowieka, kontynuacja wcześniejszych zawodów piekarza i cukiernika – dodaje. Planowanie rowerowych podróży było bardzo proste. – Brałem mapę i zaznaczałem kółkami miejsca, które mnie interesowały. Potem łączyłem je i robiłem zestawienie trasy. Oczywiście, trochę czytałem, co warto zobaczyć, i jechałem przed siebie. Nie planowałem nigdy, co będę jadł ani gdzie będę spał. Czasem nocowałem na plebanii, czasem w schronisku, czasem w jakimś domu, a czasem w stodole. Zdawałem się zawsze na opatrzność Bożą i na wyprawach uczyłem się, jak Pan Bóg prowadzi człowieka – opowiada ks. Piotr.

    Na rowerze do kapłaństwa

    O Bożej opatrzności może długo opowiadać. Jedna z wypraw wiodła przez Suwalszczyznę. – Miałem nocować w schronisku, ale na miejscu okazało się, że jest zamknięte. Gdy przejeżdżałem koło pewnego domu we wsi Wołownia, przeszła mi przez głowę myśl, żeby tam przenocować. Podjechałem i zapytałem: „Czy mogę przespać się w stodole?”. Mieszkańcy odparli: „Nie mamy stodoły, ale zapraszamy do domu”. Wieczorem długo rozmawiałem z gospodarzem, który służył w wojsku w Dębnie Lubuskim. Wspominał swojego kolegę, którego dawno nie widział, a który prawdopodobnie mieszka w Gorzowie. Zapytał mnie, czy pomogę mu go odnaleźć. Po powrocie do domu otworzyłem najpierw książkę telefoniczną i znalazłem człowieka o takim imieniu i nazwisku. Zadzwoniłem i okazało się, że to był on. Zostawiłem mu numer telefonu i adres kolegi – wspomina. Kiedyś pielgrzym przyjechał do klasztoru w Imbramowicach, w Dolinie Prądnika. – Byłem przekonany, że są tam norbertanie, a – ku mojemu zaskoczeniu – otworzyła mi siostra klauzurowa. Ale nic, spytałem o nocleg, a siostra mówi, że nie ma problemu. Zakonnice zapytały mnie, czy jestem klerykiem, a kiedy usłyszały, że nie, powiedziały: „To my się postaramy” – opowiada. – Kiedy byłem na modlitwach w kościele, słyszałem, jak siostry za ścianą odprawiają nieszpory i w pewnym momencie mówią: „A teraz pomódlmy się za tego młodzieńca, który przyjechał do nas rowerem, aby został księdzem”. Tak mnie to dotknęło, że miałem chęć uciec stamtąd i w końcu uciekłem. Przed powołaniem nie dało się jednak uciekać zbyt długo. Gorzowianin na pójście do seminarium zdecydował się w 2005 roku, na rekolekcjach ignacjańskich. – Nigdy nie planowałem kapłaństwa i miałem plany małżeńskie. Wszystko zmieniło się po jednej konferencji i adoracji Najświętszego Sakramentu. Na niej Pan Bóg w moim życiu wywrócił wszystko do góry nogami. Miałem przyjrzeć się swojemu życiu i wypisać wszystkie argumenty za kapłaństwem, małżeństwem i życiem samotnym. Jak skończyłem, złapałem się za głowę. Przy kapłaństwie było 14 pozycji, 2 przy małżeństwie i 0 przy samotności. I zaczęła się kłótnia z Panem Bogiem. W końcu z pomocą kierownika duchowego ją przyjąłem. Dzisiaj nie żałuję. Bóg wiedział, co dla mnie jest dobre – opowiada.

    Odkryć miejsca święte

    Od pierwszego wyjazdu w 1992 roku ks. Piotr prowadzi zeszyty z dokumentacją. Nazbierało się ich już 43. Są tam pieczątki, kartki, obrazki, opisy, mapy i wiele, wiele innych rzeczy. – Wszystko dokładnie zapisywałem, ale nigdy nie przypuszczałem, że to mi się przyda w seminarium. Napisałem pracę magisterską na podstawie moich wyjazdów, zatytułowaną: „Obraz Najświętszej Maryi Panny w sanktuariach na ziemiach polskich”. Okazuje się, że w naszym kraju są 523 sanktuaria maryjne. Byłem w ponad 400 – mówi ks. Piotr. Tej wiedzy ks. Piotr nie zatrzymuje dla siebie. W parafii pw. NMP Królowej Polski w Głogowie, gdzie jest wikariuszem, organizuje trzy razy do roku pielgrzymki autokarowe „Odkrywanie miejsc świętych”. – Zawsze wybieramy jedną znaną miejscowość i resztę mało znanych. Nie ma problemu, aby zebrać autokar pielgrzymów. Podczas ostatniej, dwudniowej pielgrzymki pojechaliśmy trasą: Legnickie Pole, Góra św. Anny, Lubecko, Częstochowa, Leśniów-Żarki, Radzionków, Piekary Śląskie i Tychy – opowiada ks. Piotr, który oczywiście nie zapomina o rowerze. Co roku z grupą dorosłej młodzieży jeździ po Polsce, niczego nie przygotowując, a zawierzając się opatrzności Bożej. – Rok temu byliśmy 9 dni na Mazurach, a tym razem będzie to odkrywanie naszego regionu. Planujemy wyprawę po naszej diecezji przez wszystkie nasze sanktuaria – zapowiada. – Nie jadę już po to, żeby coś odkryć, ale stworzyć ludziom możliwość poznania piękna naszej ojczyzny i doświadczenia bliskości Boga.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół