• facebook
  • rss
  • Wierzę, że będzie dobrze

    dodane 07.08.2014 00:15

    Kiedy okazało się, że po śmierci ukochanej żony nie mógł wrócić do pracy, bo musiał się zająć piątką dzieci, na pomoc ruszyli ludzie nie tylko z najbliższej okolicy, ale z całego kraju. Ponad 50 tys. złotych dla rodziny Andrzejaków uzbierała Caritas.

    Już kilka dni po tragedii do Daniela Andrzejaka odezwali się pierwsi darczyńcy. – Telefonów było tyle, że nie nadążałem odbierać. Przez miesiąc niemal codziennie przyjeżdżali ludzie, oferując mi pomoc – opowiada pan Daniel z Lichenia k. Strzelec Krajeńskich.

    Ta pomoc daje mi siły

    Wszystko miało być dobrze, ale kilka miesięcy temu żona pana Daniela zmarła 7 godzin po porodzie. – Świat się wali w takich chwilach. Dla mnie zmieniło się dużo. Nie wiedziałem, że coś takiego mnie spotka. Ale trzeba było przecież żyć dalej – mówi mężczyzna, który z dnia na dzień musiał sam zająć się całym domem. – Zastanawiałem się, czy w ogóle sobie poradzę. Pracowałem, ale zawsze pomagałem żonie przy dzieciach, jak tylko mogłem, jednak to ona prowadziła cały dom – dodaje. Żeby tego było mało, pojawił się inny problem. Ponieważ jego żona nie pracowała, urzędnicy stwierdzili, że nie przysługuje mu zasiłek. Ojciec został więc z piątką małych dzieci bez środków do życia. Na lukę prawną zareagowało Ministerstwo Pracy i przepisy zmieniono, dzięki czemu ZUS w końcu przyznał ojcu zasiłek macierzyński i urlop rodzicielski. Medialne nagłośnienie całej sprawy pomogło w rozwiązaniu tej kwestii, pociągnęło też za sobą lawinę dobrych uczynków. Nie tylko sąsiadów, ale ludzi z całej Polski. – Nie spodziewałem się takiej pomocy od zupełnie nieznajomych mi ludzi. To serce okazane przez innych dało mi siłę do życia – zauważa pan Daniel, a tej siły musi być dużo, bo przecież przyszłość nie jest pewna. – Za jakiś czas zasiłek się skończy. Nie chcę jednak zadręczać się i wierzę, że będzie dobrze – dodaje. Początki samotnej opieki nad pięciorgiem dzieci nie były łatwe, ale z każdym dniem jest coraz lepiej. – Pan Daniel dobrze sobie radzi, nawet bardzo dobrze – ocenia Joanna Olejniczak, asystent rodzinny z Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Strzelcach Krajeńskich, który cały czas wspiera rodzinę z Lichenia.

    Caritas i parafia też pomagają

    Pomoc dla rodziny Andrzejaków zorganizowała w całym kraju także Caritas. Dzięki hojności ludzi wpłacających pieniądze na konto i wysyłających charytatywne SMS-y udało się uzbierać ponad 50 tys. zł. 28 lipca dom w Licheniu odwiedził dyrektor diecezjalnej Caritas z symbolicznym bonem, a także zabawkami i wyprawkami szkolnymi dla dzieci oraz propozycją kolonii wakacyjnych w sierpniu dla dwóch najstarszych córek. – Ta kwota oczywiście nie zrekompensuje tego, co było, ale pomoc ludzi pokazuje panu Danielowi, że nie został z tym sam. Za tymi złotówkami kryją się dobrzy ludzie w naszej ojczyźnie, którzy się solidaryzują z nimi. Oprócz tego, że pomagamy materialnie, modlimy się codziennie za rodzinę pana Daniela, podobnie jak za wszystkich, których wspieramy – wyjaśnia dyrektor ks. Stanisław Podfigórny.

    Caritas na co dzień pomaga ludziom przeżywającym różne życiowe tragedie. – Staramy się to robić w myśl ewangelicznej zasady: „Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa”. Nie chcemy obnosić się z tym, że pomagamy. Pokazujemy czasem to tylko po to, aby podziękować ludziom, którzy pomagają, i zmobilizować innych do tego, żeby chcieli pomagać. Cały czas w Caritas idziemy tą drogą, którą wyznaczył nam Jezus: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Wierzymy w to głęboko, że za tą pomocą idą miłość i wiara w Pana Boga – mówi dyrektor. Na pomoc panu Danielowi ruszył także Parafialny Zespół Caritas ze Strzelec Krajeńskich na czele z proboszczem ks. Jackiem Makowieckim. – Jak tylko dowiedzieliśmy się o tragedii, jaka spotkała pana Daniela, staraliśmy się jak najszybciej pomóc. Nasze możliwości są ograniczone, więc pierwszą naszą pomocą było przygotowanie paczki żywnościowej i zebranie odzieży dla dzieci w różnym wieku. To wszystko przywieźliśmy panu Danielowi, mówiąc, że jeśli cokolwiek będzie mu potrzebne, zawsze może się do nas zwracać, a my postaramy się pomóc – wyjaśnia Stanisława Zdanowicz, wiceprezes PZC. – Oczywiście nie dysponujemy dużymi środkami, ale dzięki ofiarności ludzi starczyło na to, aby przez kilka miesięcy pomóc w spłacie kredytu, który pan Daniel wziął na mieszkanie – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół