• facebook
  • rss
  • Szkolny dzwonek też dla rodzica

    dodane 28.08.2014 00:15

    Z dyrektor szkoły Iloną Maścianicą o wychowaniu, wymaganiach i konsekwencji rozmawia Krzysztof Król.

    Krzysztof Król: Na co stawiacie w Katolickiej Szkole Podstawowej Piusa X i Katolickim Gimnazjum im. Jana Pawła II w Gorzowie Wlkp.?

    Nasza dewiza to trzy razy „w”, czyli wiara, wychowanie i wykształcenie. Skupiamy się najpierw na wychowaniu, bo jeśli dzieci zaczynają odkrywać świat wartości, to zmienia się też ich stosunek do nauki. Zaczynają wierzyć w siebie i swoje możliwości.

    Niezastąpioną jednak rolę w wychowaniu pełnią rodzice. O czym najczęściej zapominamy?

    Jest jedna niezwykle ważna zasada, która powinna być stosowana przez rodziców wobec dzieci, od malucha do licealisty: wymaganie i konsekwencja. Gdy obserwuję zachowania rodziców i dzieci w miejscach publicznych, rzuca mi się w oczy niekonsekwencja. Często zachowujemy się absurdalnie, bo chcemy, aby dzieci nas słuchały, a pozwalamy im na wszystko. Jeśli na przykład zabronimy dziecku biegania po kościele, to powinniśmy być w tym konsekwentni. Nawet jeśli zacznie tupać i płakać. Przecież nie dzieje się mu krzywda. Nie możemy zapominać, że wychowanie to proces i często trzeba bardzo wielu konsekwentnych prób. Warto też pamiętać, że dzieci są bardzo spostrzegawcze i wypróbowują, na ile mogą sobie pozwolić, już od najmłodszych lat. Zauważam, że coraz rzadziej naszym pociechom powierzamy nawet najprostsze obowiązki domowe. Ja jestem wychowana w domu, gdzie dzieci były na pierwszym miejscu, ale jednocześnie były obowiązki i konsekwentnie przestrzegane zasady. Tak robię w swoim domu, ale też w szkole. Nieprawdą jest, że wychowanie zaczyna się dopiero od momentu pójścia dziecka do szkoły. Dziecko wychowujemy od niemowlęcia i dlatego wszystko wynosi się z domu.

    Niestety często nasze zainteresowanie szkołą ogranicza się do pytania: „Jak tam w szkole”?

    Rodzice powinni stosować do dziecka, obojętnie w jakim jest ono wieku, zasadę ograniczonego zaufania. Nie może być tak, że poprzestajemy na pytaniu: „Odrobiłeś lekcje?” i odpowiedzi: „Tak”. Trzeba pójść dalej i sprawdzić zadanie. Bardzo często rodzice mówią: „Nie znam języka angielskiego, więc co ja tu mam sprawdzać”. A ja pytam: „Jak to: co?”. Po pierwsze trzeba sprawdzić, czy dziecko wykonało zadanie zgodnie z poleceniem, po drugie można sprawdzić, czy dziecko nauczyło się wskazanych słówek, nawet jeśli nie jesteśmy w stanie sprawdzić ich wymowy, itp. Przecież jest napisane słówko po angielsku i po polsku, nawet jeśli inaczej brzmi fonetycznie, to widać zapis literowy. Rodzic ma być wsparciem w procesie edukacji i nie może straszyć szkołą, ale jak najlepiej z nią współpracować. I kiedy idzie do szkoły na zebranie, to po powrocie do domu musi porozmawiać z dzieckiem o tej wizycie. W naszym systemie edukacyjnym dużo wymagamy od nauczycieli, a niestety niewiele od rodziców. Należy również dużo wymagać od rodziców. Dobrych przykładów nie trzeba szukać daleko. Wystarczy popatrzeć na niemiecką szkołę. Tam jest rygor w tej kwestii. Jeśli dziecko dostaje jedynkę, to rodzic jest wzywany, aby rozwiązać problem u źródła. W naszej szkole już od pierwszej klasy stawiamy wymagania i jesteśmy konsekwentni wobec dzieci oraz rodziców, którzy mają obowiązek przychodzić na zebrania i uroczystości. Znam wszystkich rodziców z imienia i nazwiska i bardzo często z nimi rozmawiam. To naprawdę procentuje.

    To inwestowanie w wychowanie rzeczywiście procentuje także w wynikach nauczania?

    Oczywiście. Jan Paweł II powiedział kiedyś, że dziecko dobrze wychowane powinno wiedzieć, że ma się uczyć na miarę swoich możliwości. Powinniśmy umożliwić dziecku maksymalnie wykorzystać jego możliwości. Jeśli rodzic widzi, że ma zdolne dziecko, to powinien robić wszystko, żeby ono uczyło się bardzo dobrze. Nie może być tak, że rodzic, widząc w dzienniczku trójki i czwórki, stwierdza: „Co wy od niego jeszcze chcecie?”. Nie można tak mówić bo często okazuje się, że to dziecko jest na tyle zdolne, że jak trochę przysiądzie, to będzie miało same piątki i szóstki.

    A jaka jest rola nauczyciela w procesie wychowania?

    Kiedyś jeden z rodziców powiedział mi: „To przecież pani wychowuje moją córkę”. Kompletne nieporozumienie, bo przecież, żeby ją wychowywać, musiałabym ją adoptować. To rodzic jest odpowiedzialny za dziecko, a nauczyciele są osobami wspierającymi i oczywiście od nich jako dyrektor dużo wymagam. Nauczyciele podobnie jak rodzice też muszą stawiać rozsądne wymagania i być w tym konsekwentni. Jak przypomnimy sobie naszych dawnych wychowawców, to kogo najlepiej wspominamy? Tych, którzy od nas wymagali, zarówno w kwestiach zachowania, jak i nauki. Ich nie tylko się pamięta, ale też docenia. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół