Nowy numer 16/2018 Archiwum

Wszyscy są dla mnie ważni

Karolina Licznar, pielęgniarka, animatorka Ruchu Światło–Życie, członkini Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, opowiada o wierze, która pomaga pogodzić się ze śmiercią małych pacjentów, i o oazowej przyjaźni z ludźmi i Bogiem.

Karolina pochodzi z Górzyna k. Lubska. Od 3 lat mieszka i pracuje w Szczecinie, ale często odwiedza diecezję, bo jest animatorką Ruchu Świato–Życie i posługuje m.in. na oazach wakacyjnych i rekolekcjach.


Przy łóżku chorego dziecka


Jest pielęgniarką w Szpitalu Dziecięcym w Szczecinie. – Pracuję na oddziale intensywnej terapii dziecięcej. To oddział trudny, gdzie dzieci często odchodzą bądź są w bardzo ciężkich stanach i walczą o życie. Spotykanie się z cierpieniem małych pacjentów i ich rodziców czy rodzin jest trudnym doświadczeniem. Pomocna przy posługiwaniu chorym, w przeżywaniu cierpienia innych i rozumieniu trudnych sytuacji jest wiara – wyjaśnia Karolina.

– Bardzo często modlę się za moich pacjentów. Staram się w nich widzieć cierpiącego Chrystusa. To również pomaga mi przejść przez te trudne doświadczenia.
Oprócz wykonywania pielęgniarskich obowiązków i czynności Karolina służy swoją pomocą potrzebującym, najczęściej rodzicom, którzy stracili dziecko. Często jest to zwykła rozmowa, dobre słowo. – Rodzice tych dzieci bardzo potrzebują wsparcia. Nawet jeśli to nie są ludzie głęboko wierzący, w momencie, kiedy ich świat się wali, umiera im dziecko, szukają każdej pomocy, także Pana Boga w drugim człowieku. Mówię im wtedy, że się za nich pomodlę, proponuję im też spotkanie z księdzem – mówi pielęgniarka.


Każdy pacjent to inna sytuacja, choroba, odmienna historia małego człowieka. Dla Karoliny każde dziecko jest ważne, bo wszystkich swoich pacjentów otacza modlitwą i pamięcią. – Są często nieprzytomni, w ciężkim stanie. Kiedy odchodzą dzieci na moim oddziale, zawsze się za nie modlę. Kiedy schodzę z ciężkiego dyżuru, zawsze idę do kościoła, muszę odreagować. Bardzo dobrze pamiętam wszystkich moich pacjentów, którzy odeszli. W szpitalu pracuję dopiero półtora roku, dlatego pamiętam ich z twarzy, imienia i nazwiska – tłumaczy. – Wszyscy są dla mnie ważni. Czuję się potrzebna. Wiem, że w cierpieniu jest sens, że koniec życia ziemskiego nie oznacza końca wszystkiego. I wiem, że moja obecność na tym oddziale, w szpitalu ma znaczenie.


Jeszcze bardziej się angażować


Oprócz pracy zawodowej ważne miejsce w życiu Karoliny zajmuje wspólnota Ruchu Światło–Życie, do której należy od 8 lat. – Pierwszy etap fascynacji Panem Bogiem przeszłam w liceum, podczas diecezjalnych dni młodzieży w Gorzowie Wlkp. Na jednym z nabożeństw widziałam młodych ludzi, którzy się modlą i są szczęśliwi, i wtedy poczułam, że też chcę się tak modlić, zaufać Panu Bogu i być szczęśliwa – wspomina. – Wtedy również poznałam grupę oazową. Po spotkaniu w Gorzowie Wlkp. pojechałam na moje pierwsze wakacyjne rekolekcje oazowe i wtedy odkryłam, że wspólnota Ruchu Światło–Życie mi odpowiada, że się dobrze w niej czuję. Od tamtej pory w moim życiu wiele się zmieniło, bo zaufałam Jezusowi.


Najpierw była oazową uczestniczką, ale kiedy przeszła wszystkie stopnie formacji, postanowiła zaangażować się w Ruchu jeszcze bardziej i zostać animatorką. – Obecnie jestem odpowiedzialna za Diakonię Formacji Diakonii, która zajmuje się m.in. formowaniem animatorów i organizowaniem rekolekcji służących formacji, np. KODA czy szkoła animatora. Kiedy planuję urlop, to zawsze tak, żebym mogła jechać i posługiwać na oazie. Kiedy mam trochę wolnego, jeżdżę do Krościenka, źródła dla oazowiczów, i tam posługuję jako wolontariuszka – mówi animatorka. – Na co dzień żyję normalnie, spotykam się ze znajomymi, chodzę do pracy. Ponadto żyję w abstynencji, bo jestem członkinią Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Chodzę na imprezy do klubów, z tym że nigdy nie piję, ale to nie przeszkadza mi się dobrze bawić. Codziennie modlę się liturgią godzin. To nie jest narzucony obowiązek, tylko moja osobista potrzeba, która wypływa z serca – zaznacza.


Wspólnota jest ważna dla Karoliny nie tylko ze względu na animatorską posługę, ale dlatego, że ma w niej przyjaciół i może rozwijać się duchowo. – To, że jestem wierząca, staram się żyć w prawdzie i mam doświadczenie Kościoła, jest mi pomocne w życiu codziennym i pracy zawodowej. We wspólnocie nie ma barier mówienia o Bogu i swoim życiu. Doświadczenie Pana Boga bardzo nas łączy, jesteśmy sobie bliscy. Chociaż animatorzy posługują w różnych diakoniach i czasem nie widzimy się przez kilka miesięcy, jednak jest duże poczucie więzi miedzy nami – mówi Karolina.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma