• facebook
  • rss
  • Najmniej księży, najmniej kościołów...

    dodane 02.10.2014 00:00

    Z ks. Witoldem Lesnerem o języku hiszpańskim, wierzeniach plemienia Joruba i nowych wyzwaniach duszpasterskich na Kubie rozmawia Krzysztof Król.

    Krzysztof Król: 365 dni minęło jak jeden dzień. Po 9-miesięcznej nauce w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie był Ksiądz w Hiszpanii szlifować język. Jak efekty?

    Ks. Witold Lesner: W czasie tych dwóch miesięcy nauczyłem się przede wszystkim używać w praktyce języka hiszpańskiego. Codziennie odprawiałem Mszę św., mówiłem kazanie, spowiadałem, sprawowałem inne kapłańskie posługi i – oczywiście – po prostu rozmawiałem z ludźmi. Co innego znać gramatykę i słownictwo, a co innego mówić w obcym języku na co dzień. W Polsce tyle bym się nie nauczył.

    Pobyt w Hiszpanii zapewne to nie tylko lingwistyczne doświadczenia...

    Uważam, że każdy ksiądz powinien wyjechać do – jak mówimy – „katolickiej” Hiszpanii, aby ustrzec się ich błędów, by zobaczyć, że w posłudze nie można ograniczać się tylko do tego, co muszę zrobić. Tam Kościół umiera. Nie ma powołań, a świątynie są puste. Wśród praktykujących są niemal tylko kobiety w podeszłym wieku. Przychodzi bardzo mało mężczyzn, a młodzi w ogóle. To efekt m.in. zaniedbań wielu kwestii duszpasterskich. W jednej z parafii, w której byłem przez miesiąc, 50 lat nie było żadnych rekolekcji ani misji świętych, a 15 lat – bierzmowania. Na pytanie o powód usłyszałem: „Biskup nas nie zachęca” oraz „nie ma zainteresowania”. Tego typu przykładów jest więcej. W dużej mierze to, że Kościół tam żyje, to zasługa świeckich, dlatego tak ważne jest zaangażowanie każdego z nas również tu, w Polsce, w życie swojej parafii.

    Kiedy Ksiądz nas opuszcza?

    W połowie października wylatuję na Kubę, a konkretnie – do diecezji Bayamo-Manzanillo pw. Najświętszego Zbawiciela. Będę tam 15. księdzem i 3. Polakiem. Tamta diecezja ma ponad 800 tys. mieszkańców, a nasza – dla porównania – ponad milion; u nas jest 267 parafii, a tam – 11. Komunizm zrobił swoje i w wielu miejscowościach nie ma parafii, bo nie ma świątyni. Zostały zburzone w czasie rewolucji. Życie duszpasterskie koncentruje się więc w prywatnych domach, w tzw. kaplicach domowych.

    A dużo jest katolików na Kubie?

    W całej Kubie jest ponad 60 proc. katolików. Natomiast w diecezji, w której będę pracował, jest tylko 18 proc. ochrzczonych, ale zaledwie 2–3 proc. z nich praktykuje. Pod tym względem to najsłabsza diecezja. Najmniej księży, najmniej kościołów... Najliczniejszych wyznawców na Kubie ma Santería, czyli synkretyczny afroamerykański kult, który wywodzi się z tradycyjnych wierzeń plemienia Joruba. Jego członkowie pojawili się na Karaibach jako niewolnicy i byli przymusowo chrzczeni przez swoich właścicieli. W związku z tym nastąpiło pewne pomieszanie i – przykładowo – do świętych, których my czcimy, przypasowali swoje bóstwa afrykańskie. Są tam ofiary ze zwierząt, tańce wprowadzające w trans, specjalne ryty inicjacji, ale są i Budda, Jezus, jak i Maryja. Santería jest bardzo popularna i nawet duża część niepraktykujących chrześcijan w niej uczestniczy.

    A inne wyzwania duszpasterskie?

    Mój kolega ks. Wojciech napisał mi, że aby odnowić tamtejsze wspólnoty chrześcijańskie, najważniejsze jest świadectwo wiary. Salezjanin ks. Andrzej, który pracował kiedyś na Kubie, opowiadał mi, że przez 6 lat ochrzcił setki dzieci, ale miał tylko dwa śluby. Chrzest stał się zwykłym obrzędem, a nie wyborem życia z Chrystusem. Na Kubie brakuje księży, ponieważ Fidel Castro wyrzucił kiedyś obcokrajowców, a swoim zabronił wyjazdu i ustało kształcenie. Nie ma więc regularnej katechizacji. Tak jak w większości krajów misyjnych, tak i na Kubie duszpasterstwo opiera się na świeckich katechistach, którzy odpowiadają za prowadzenie grup i przygotowanie do sakramentów, ale są też świadkami wiary. Ważnym więc zadaniem księży jest formacja katechistów.

    A jak władze kubańskie podchodzą do Kościoła?

    To podejście się zmienia. Dużym przełomem była pielgrzymka Jana Pawła II w 1998 roku na zaproszenie Fidela Castro. Przed nią dyplomacja watykańska postawiła pewne warunki, m.in. zwolnienie opozycjonistów, przywrócenie dnia wolnego w Boże Narodzenie, możliwość oficjalnego sprawowania kultu, a także noszenia stroju duchownego. Oczywiście wciąż istnieją ograniczenia i cały czas kult jest zamknięty do murów – np. nie można organizować procesji na ulicach. Oficjalnie nie ma walki z Kościołem, ale „robi się pod górę”. Dla przykładu – faktycznie Boże Narodzenie jest dniem wolnym od pracy, ale gdyby ktoś chciał pracować, zarobi dwa razy więcej.

    Jedzie Ksiądz nawracać Kubańczyków?

    Jadę posługiwać chrześcijanom na Kubie, a nie być wielkim „nawracaczem”. Chcę dzielić się swoim doświadczeniem, ale przede wszystkim wpisać się w potrzeby kraju. Na Kubie jest wielu ludzi ochrzczonych, którzy nie znają wiary i z którymi trzeba pracować od podstaw. Dlatego z całego serca proszę o modlitwę za Kościół na Kubie.• 28 września w zielonogórskim kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego odbyła się Msza św. posłania misyjnego, której przewodniczył bp Stefan Regmunt. Każdy, kto chciałby podjąć się duchowej adopcji ks. Witolda Lesnera, proszony jest o kontakt z redakcją: zgg@gosc.pl lub 68 411 02 54.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół