• facebook
  • rss
  • Spotkanie między ziemią a niebem

    dodane 30.10.2014 00:15

    Wschowskie lapidarium. Na tym cmentarzu znajdziemy nie tylko informacje o życiu zmarłych, ale też rady dla odwiedzających jak żyć, by osiągnąć życie wieczne.

    Na płytach nagrobnych we wschowskim Lapidarium Rzeźby Nagrobnej możemy przeczytać: „Ucz się przechodniu, że będziesz tym, czym jest ten, który popiołem, a wcześniej różą”, „Świat jest naszym domem żałoby, który jednak człowiek błogosławiony opuszcza”, „Ucz się czytelniku od tych zmarłych żyć pobożnie, w zawodzie pracować jak najwierniej i w każdej godzinie być gotowym na śmierć”, „Pozwól śmiertelniku w swoim życiu śmierci spojrzeć w twe oczy, bowiem kto umiera w życiu, ten żyje po śmierci”, „Szczęśliwy jest i żyje, kto ma przed oczami Boga” – to tylko kilka z napisów.

    Campo Santo

    Lapidarium znajduje się w trójkącie ulic: Polna, Solna i Spokojna. Znajdziemy tam staromiejski cmentarza ewangelicki założony w 1609 roku, nowy cmentarz ewangelicki z 1630 roku i cmentarz katolicki z około 1805 roku. Ten pierwszy powstał w 1609 roku z inicjatywy sławnego wschowskiego pastora Valeriusa Herbergera. Jest jednym z najwcześniejszych w Europie przykładów zerwania ze średniowieczną tradycją grzebania zmarłych w bezpośrednim sąsiedztwie kościoła. Cmentarz zaprojektowano w formie czworoboku ogrodzonego murem, którego ściany stały się miejscem umieszczenia płyt nagrobnych. – Część grzebalna z latami zazieleniała się, porosła roślinnością, a przy murze zaczęły powstawać, od połowy XVII wieku, kaplice grobowe z kryptami. W ten sposób powstało wyjątkowe połączenie architektury i zieleni przyciągające skojarzenia z włoskim założeniem Campo Santo (Świętego Pola) – zauważa Marta Malkus, dyrektor Muzeum Ziemi Wschowskiej.

    – Cmentarz ten czynny był nieprzerwanie od 1609 do początku 1945 roku. W 1804 roku, od zachodu, przy cmentarzu ewangelickim powstał cmentarz należący do parafii katolickiej. Na katolickim cmentarzu wybudowano w 1819 roku dom przedpogrzebowy, obecnie znajduje się w nim muzealna sala ekspozycyjna – dodaje.

    Nie bądźmy byle jacy

    Tablice to nie tylko suche daty i nazwiska, ale historia zapisana w kamieniach nagrobnych. – Na wielu z nich wykuto szczegóły z życia zmarłych wschowian, ramy życia, zawód, pełnione funkcje, rodzinne historie. Każda z tych kamiennych płyt oprócz pamięci o człowieku przemawia do „wędrowca”, „czytelnika” nauką o zbawieniu – wyjaśnia Marta Malkus. – To pokazuje, że ludzie dawniej żyli bardziej świadomie. Często mówię, że nasze czasy mają skazę bylejakości. Żyjemy szybko, ale czy dobrze? Od dawnych mieszkańców Wschowy możemy uczyć się dobrego i bogobojnego życia, zgodnego z Ewangelią. To jest nauka pokory dla współczesnego człowieka – dodaje. O tym, co najważniejsze w życiu przypomina nam każdy nagrobek, chociażby ten: „Czcigodny wędrowcze, ten tutaj spoczywający pokorny chrześcijanin, wierny małżonek, wyrozumiały ojciec i dobry mieszczanin poszedł do nieba, aby odebrać wielki cel życia. (...) On urodził się 1 sierpnia 1759 roku. W swoim szczęśliwym małżeństwie przeżył 21 lat i zaświadczył to dwoma córkami (…) Zmarł pobożnie dnia 18 października 1813 roku, w wieku 54 lat, 2 miesięcy i 18 dni. Urodziliśmy się, Boże prowadź nas z doczesności do lepszego świata. (...)Po tamtej stronie kwitnie zbiór, rozsypanego zasiewu, tam pan (Bóg) koronuje tych, którzy tutaj dokonali czynów, tam za starania nastąpi i wynagrodzenie za pracę i pocieszenie”.•

    Módlmy się za zmarłych

    Emilia Tomczak – Modlę się modlitwą wypominkową od kilku lat. Kiedyś powodem była ciekawość. Teraz moje spojrzenie na tę modlitwę zmieniło się, czuję wspólnotę z ludźmi modlącymi się w kościele, a także z duszami zmarłych. Mam świadomość, że ta modlitwa jest zmarłym bardzo potrzebna. To pomaga mi też na dłużej zachować w sobie świadomość „memento mori”, mieć więcej pokory, wiedzieć, że mój czas nie jest nieograniczony i stale jestem w drodze do nieba. To mobilizuje mnie, aby porządnie przygotować się do spotkania twarzą w twarz z Bogiem i przypomina, że jest mi dane tylko jedno życie, jest tylko jedna próba generalna. Tomasz Barnaś – Modlitwy wypominkowej nauczyłem się, będąc kilkunastoletnim dzieckiem. W moim domu dzieciństwo i okres dorastania był bardzo naznaczony śmiercią najbliższych. Umarła mi babcia, kilku wujków i ciocie. To wszystko rozwijało we mnie potrzebę modlitwy za nich. Dzięki niej cieszę się w swoim sercu, ponieważ mam ufność, że zmarli, za których się modlę, dostępują radości oglądania Pana Boga twarzą w twarz. Nie jest to modlitwa pogrążająca w smutku, lecz ufności, która daje mi radość. Radość ich (zmarłych) możliwości bycia w niebie! Ono jest celem każdego z nas. Naszej ziemskiej pielgrzymki. Marianna Ołdakowska – Modlę się za zmarłych nie tylko w listopadzie, ale w każdy wtorek i piątek polecam zmarłych. To jest cała litania osób, które odeszły. Wiem, że niektórzy nie byli na drodze Pana i im modlitwa jest szczególnie potrzebna. To jest ważne dla nich, ale też dla mnie. Warto posłuchać głosu Kościoła, który zachęca do modlitwy. Oprócz swojej kartki z wypominkami zanoszę do kościoła kartkę pani, która nie może sama już dojść do świątyni. Umawiamy się na modlitwę w tym samym czasie. Módlmy się za zmarłych, przecież my też kiedyś będziemy potrzebować modlitwy. Chodzi o to, żebyśmy spotkali się w niebie. To jest celem naszego życia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół