• facebook
  • rss
  • Czołgi, ryby i lekkoatletyka

    dodane 06.11.2014 00:00

    Patriotyzm w wojsku. O wojskowych tradycjach rodzinnych, umiłowaniu zawodu i życiowych pasjach z okazji Narodowego Święta Niepodległości opowiadają żołnierze z 34. Brygady Kawalerii Pancernej im. Hetmana Wielkiego Koronnego Jana Zamoyskiego w Żaganiu.

    Major Ireneusz Ignasiak jest szefem sekcji szkoleniowej w 34. Brygadzie Kawalerii Pancernej w Żaganiu. Zamiłowanie do wojska odziedziczył po przodkach. To, że chce zostać żołnierzem zawodowym, wiedział już w szkole podstawowej. Zamiłowanie do lotnictwa odziedziczył po mamie, która latała na szybowcach w Aeroklubie Wielkopolskim. Dostęp do wydawnictw lotniczych w domu pozwolił mu bardzo dokładnie poznać tematykę lotniczą i wojskową. Miał też okazję przebywać w jednostkach wojskowych i usiąść za sterami miga-21. Ogromne wrażenie wywarły na nim opowieści dziadka, który był zesłany na Sybir, a później walczył w I Armii Wojska Polskiego.

    Satysfakcja z leopardów

    Ireneusz Ignasiak swoje plany zawodowe łączył najpierw z lotnictwem. – W 1987 roku skończyłem szkołę podstawową i już próbowałem swoich sił w liceum lotniczym. Niestety, po nieudanych próbach zakwalifikowania się postanowiłem kontynuować kształcenie w swoim rodzinnym mieście, w Liceum Ogólnokształcącym im. Przemysława II w Rogoźnie Wielkopolskim, aby po 4 latach nauki ponownie spróbować swoich sił w Wyższej Szkole Wojsk Lotniczych w Dęblinie. Zawsze wspominam z życzliwością i wdzięcznością moich nauczycieli ze szkoły podstawowej i średniej, którzy dali mi podwaliny pod trudy żołnierskiej służby – podkreśla major. – Ostatecznie zdecydowałem się na służbę wojskową w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu. W trakcie nauki pojawiło się zamiłowanie do czołgów, zszedłem na ziemię – śmieje się major. Po szkole oficerskiej rozpoczął służbę w 34. Brygadzie Kawalerii Pancernej. – Był rok 1995 i pamiętam początki ciężkiej, trudnej i mozolnej służby. Miesiące spędzone na poligonach, rzadki kontakt z najbliższą rodziną. Moja zawodowa droga zaczęła się od dowódcy plutonu poprzez dowódcę kompanii, potem studia w Akademii Obrony Narodowej, aż do stanowiska zastępcy dowódcy batalionu czołgów. Mam ogromną satysfakcję, że służę w mojej brygadzie, gdzie dziś mamy już czołgi Leopard 2A5 – wyjaśnia major.

    Zaszczyt i powołanie

    Jednym z zadań, jakiemu musiał podołać w wojsku major Ignasiak, była misja w Iraku. – Byłem na 3. i 4. zmianie. To było duże wyzwanie. Czas, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, jak kruche jest życie ludzkie i co to znaczy odpowiedzialność za drugiego człowieka. Podczas misji byłem skupiony na wykonywaniu swoich zadań. Moja błędna decyzja mogła skutkować zagrożeniem dla żołnierzy, którzy wykonywali zadania bojowe. Misje to ciężki okres nie tylko dla żołnierza, ale przede wszystkim dla rodziny, która z niecierpliwością wyczekuje powrotu męża, syna, ojca, to bardzo trudny czas dla nas wszystkich – mówi. – Służba wojskowa, podobnie jak zawód lekarza, księdza czy nauczyciela, jest powołaniem, z którym człowiek przychodzi na świat. Najprościej mówiąc, człowiek nie jest w stanie pojąć, skąd to się wzięło. To musi być dane od Boga. Nie każdy potrafi zaakceptować zasady panujące w służbie wojskowej, rygory i ograniczenia – dodaje. Major jest żołnierzem, dla którego symbole narodowe stanowią ogromną wartość. – Kiedy słyszę hymn państwowy, to zawsze budzi się we mnie wzruszenie. Szczególną wagę przywiązuję też do symboli narodowych. Podczas kształcenia zarówno żołnierzy, jak i kandydatów na żołnierzy z klas wojskowych zwracam szczególną uwagę na naszą bogatą historię oraz szacunek do symboli narodowych. Zaznaczam, iż noszenie munduru jest zaszczytem – tłumaczy major. – Ciągle patrzymy z nadzieją w przyszłość, nie zapominając o przeszłości, naszej historii, godnie i z czcią ją podkreślając – dodaje.

    Być jak tata

    Plutonowy Leszek Korman w wojsku służy już 13 lat. Jest dowódcą drużyny zaopatrzenia, od materiałów pędnych i smarów. Razem z bratem, który również jest żołnierzem, zamiłowanie do wojskowości odziedziczyli po ojcu. – Mieszkaliśmy na osiedlu wojskowym w Żarach, obok jednostki wojskowej. Wojsko było zawsze bardzo blisko. Często widzieliśmy żołnierzy idących na ćwiczenia, braliśmy udział w organizowanych przez wojsko wycieczkach i imprezach dla dzieci. Patrzyliśmy na żołnierzy i chcieliśmy też być tacy jak oni – mówi. – Kiedy z bratem poszliśmy do wojska, tata dawał nam wskazówki, ale i wymagał od nas. Dziś również stara się być na bieżąco, dlatego w domu rodzinnym, przy okazji różnych spotkań, często rozmawiamy z tatą o wojsku – dodaje. Dla plutonowego Leszka Kormana wojsko to realizacja życiowych zainteresowań, ale także zaszczyt i honor. – Niektórzy uważają, że jesteśmy żołnierzami dla pieniędzy, a tak nie jest. W wojsku są różne stanowiska, które wymagają od nas rozmaitych umiejętności. Są osoby, które pracują w administracji, inni w pododdziałach bojowych, a jeszcze inni zabezpieczają te pododdziały logistycznie, dbają o zaopatrzenie i świadczenie usług na rzecz pododdziałów czy pracują przy sprzęcie, tak aby zawsze był gotowy do użycia. Ta praca bardzo mi się podoba, bo to ciągły rozwój – wyjaśnia plutonowy. – Dla mnie to, że zakładam mundur, jest bardzo ważne, to zaszczyt, szacunek i przywiązanie. Wszystkie uroczystości bardzo przeżywamy. Patriotyzm jest w wojsku obecny i widoczny. W domu również często z tatą oglądamy relacje ze Święta Niepodległości czy święta Wojska Polskiego z Warszawy. Patrzymy na żołnierzy i sprzęt, rozmawiamy – uzupełnia.

    Brat z Polski

    Plutonowy Leszek Korman pracę w wojsku traktuje również jako możliwość rozwoju osobistego, wyjazdów i zdobywania doświadczenia. W swoim dorobku zawodowym ma odbyte trzy misje. – Byłem na dwunastomiesięcznej misji pokojowej w Bośni i Hercegowinie, później na misji bojowej w Iraku i w Afganistanie. Dzięki wyjazdom poznałem dużo osób, m.in. żołnierzy amerykańskich i macedońskich. Utrzymuję z nimi kontakty na Facebooku i Skypie – mówi. – Mam kolegę z Macedonii, Aleksandra. Znam język serbski i bardzo dobrze się z nim porozumiewałem podczas misji, to mój dobry kolega. On mnie nazywał bratem z Polski, a ja jego – bratem z Macedonii. Wymieniliśmy się też koszulkami. Ja mu dałem z godłem Polski, a on mi dał koszulkę z Aleksandrem Wielkim – wspomina. Żołnierz to dziś człowiek wszechstronnie wykształcony, Musi mieć specjalistyczną wiedzę i umiejętności wojskowe, musi znać języki obce, być sprawny fizycznie i mieć zainteresowania. – Trenuję koszykówkę, uprawiam również wędkarstwo wyczynowe – przez cztery godziny trzeba siedzieć nad wodą w gronie kilkudziesięciu osób i łowić ryby. Wymagana jest tu cierpliwość, którą zawdzięczam także pracy w wojsku. Wojsko ćwiczy charakter – przyznaje plutonowy.

    Wojsko zamiast biegów

    Plutonowy Artur Budziłło pracuje w wojsku od 10 lat. Wychował się w wojskowej rodzinie, w której tradycję służby wojskowej po dziadku i ojcu przejął wraz z trzema braćmi i siostrą. – Tata służył w wojsku przez 34 lata i zakończył pracę w stopniu starszego chorążego sztabowego. Dziadek był kapralem i brał udział w II wojnie światowej. Dla mnie praca w wojsku to było coś naturalnego, bo widziałem, jak pracował mój tata, i mój wybór to jest kontynuacja rodzinnych tradycji. Żagań – miasto wojskowe, nazywane jest pancerną stolicą Polski – tu mamy sąsiadów i znajomych związanych z wojskiem. Nie da się zostawić wojska za bramą – tłumaczy. Nie zawsze jednak wojsko było na pierwszym miejscu. Był czas, że priorytetem w życiu Artura Budziłły był sport wyczynowy. – Uprawiałem lekkoatletykę, biegałem 110 m przez płotki. 16 lat poświęciłem na ten sport. Mój największy sukces to wygrana na Młodzieżowych Mistrzostwach Europy – mówi. Brał też udział w mistrzostwach świata i Polski. Sport na takim poziomie wymagał dużych nakładów finansowych i odpowiednich warunków, ale nie było wsparcia z klubu i miasta, i musiał zakończyć sportową karierę. – Postanowiłem pójść do wojska i nie żałuję. Obecnie jestem na stanowisku samodzielnego operatora na warsztacie łączności. Podobnie jak w sporcie, staram się, by poziom mojej pracy był wysoki. Po pracy uprawiam sporty siłowe i biegowe, jeżdżę na rowerze i pływam, bo żołnierz musi być sprawny i dawać przykład innym. Swoją pasję do sportu i wojska, według rodzinnej tradycji, chcę zaszczepić mojemu synowi – mówi z dumą. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół