• facebook
  • rss
  • Kazali nam się spakować

    dodane 06.11.2014 00:00

    Nie jak większość Kresowian po II wojnie światowej, ale dopiero w 1951 roku musieli opuścić swój rodzinny dom. Działo się to w Uhnowie, który leży 3 km w linii prostej od granicy z Ukrainą.

    Uhnów to dziś najmniejsze miasto na Ukrainie liczące około tysiąca mieszkańców. Nie zawsze tak było. Pod koniec XIX w. w Uhnowie było ok. 5 tys. mieszkańców, a w okresie międzywojennym ok. 3800 osób. Pierwsze wzmianki o miejscowości pochodzą z 1360 roku. Miasteczko było przez wieki wielonarodowe. Żyli tam Polacy, Ukraińcy i Żydzi. – Przez miasto płynęła kręta rzeka Sołokija. My mieszkaliśmy nad rzeką na tzw. Zastawiu, a za rzeką było miasto, a w nim młyn, urząd gminy, posterunek, notariusz, sąd, więzienie, bożnica żydowska, cerkiew i kościół. Wszyscy żyli w zgodzie. W klasie był 40 osób. 20 Żydów, 10 Ukraińców i 10 Polaków – opowiada Adam Paczkowski z Chlebowa k. Gubina.

    3 maja na armacie

    Ojciec pana Adama, Franciszek, urodzony w 1899 roku, podczas I wojny światowej został powołany do austriackiej armii. „Po upadku Austro-Węgier wstąpił do Wojska Polskiego i brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Po wojnie wrócił do Zastawia” – tak wspomina dzieje swojego ojca brat pana Adama – Jan Paczkowski w książce Tadeusza Kukiza „Uhnów. Kresowe miasteczko nad Sołokiją”. Dalej opowiada: „W 1924 roku ożenił się i miał sześciu synów. Najmłodszy Lesław, urodził się w 1939 roku. Na wniosek władz Uhnowa skierowany do rządu w Warszawie, [Franciszek Paczkowski] został uhonorowany jako zasłużony, udzielający się społecznie i wychowujący sześciu synów. Prezydent Mościcki wysłał ze Lwowa delegatów, by w jego imieniu byli chrzestnymi jego najmłodszego syna, i założył dla Lesława konto w banku, na które wysłał 250 zł w złocie”. W latach 1924–1939 pan Franciszek zajmował się gospodarstwem rolnym. „Był człowiekiem uczynnym i okolicznym mieszkańcom pomagał załatwiać w urzędach różne sprawy. Przed wojną w czasie obchodów święta 3 Maja przebierał się za Bartosza Głowackiego. Brał udział w defiladzie, siedząc na armacie. Trasa defilady prowadziła od kościoła do Kazbacha [rynek]. Po zakończeniu defilady dziedzic Korczowa Grabowski zebrał od ludzi pieniądze i wręczył mojemu ojcu za to, że jest patriotą. On zaś dzielił się nimi z ludźmi, którzy przebierali się za kosynierów. Później fetowali w sklepie u pana [Antoniego] Kukiza” – opowiada

    Zmienili granice

    W 1939 r. Franciszek Paczkowski został wcielony do wojska i walczył z Niemcami, dochodząc aż do Rumunii, a stamtąd, po rozwiązaniu jego jednostki, wrócił do Zastawia. – Tuż po wybuchu wojny obok naszego Uhnowa przebiegała granica niemiecko-bolszewicka. Mieszkając na Zamościu, byliśmy po niemieckiej stronie. Później była wojna niemiecko-rosyjska i granica poza Uhnowem. Po 1945 roku nie byliśmy już w województwie lwowskim, ale w lubelskim. A w 1951 roku kazali się nam spakować… – wyjaśnia pan Adam. Największe zagrożenie przyszło w 1944 r. i to wcale nie ze strony jednego albo drugiego okupanta, ale z rąk ukraińskich banderowców. Do dziś ludzie z tamtej okolicy opowiadają wstrząsające historie o mordzie w pobliskim Tarnoszynie w nocy z 17 na 18 marca. Zaraz potem rodzina Franciszka Paczkowskiego uciekła przed ukraińską bandą do Tomaszowa Lubelskiego. Po kilku miesiącach wrócili do Zastawia. Pan Franciszek został ze swym najstarszym synem Janem wcielony do milicji i walczył z bandą UPA. Do 1951 roku gospodarzył i „dorożkował”. Do 1951 r. Uhnów był w granicach Polski. W tymże roku w wyniku „wymiany terytoriów przygranicznych między Polską a ZSRR” został włączony do Sowietów. „W wyniku akcji HT-51 został w sierpniu 1951 roku wysiedlony z rodziną na Ziemie Odzyskane (Chlebowo k. Gubina). Ojciec był przez władze komunistyczne prześladowany za to, że nie chciał zapisać się do spółdzielni produkcyjnej i do PZPR. Co drugi dzień przyjeżdżali z UB i mówili, że nie dadzą mu spokoju. Zmarł w 1970 roku. Po jego śmierci dwóch synów (Józef i Eugeniusz), po zawarciu małżeństw, zamieszkało w Drezdenku, trzech (Marian, Adam i Leszek [Lesław]) pozostało w Chlebowie. Ja z rodziną w 1957 r. przyjechałem do Ustrzyk Dolnych” – wspomina Jan Paczkowski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół