• facebook
  • rss
  • Gdy znika paraliżujący strach

    dodane 27.11.2014 00:00

    O nadziei, sile do walki, Jezusie przychodzącym do tych, którzy stracili wszystko, z ks. Arturem Adamczakiem, ojcem duchownym w Wyższym Seminarium Duchownym w Paradyżu, rozmawia ks. Marcin Siewruk.

    Ks. Marcin Siewruk: 10 lat posługi w domu rekolekcyjnym w Żarach-Kunicach to ogromne doświadczenie towarzyszenia ludziom w spotkaniu z Bogiem. Jak wspomina Ksiądz ten czas, szczególnie teraz, kiedy rozpoczyna się Adwent i wszyscy chcemy wyjść na spotkanie Mesjasza?

    Ks. Artur Adamczak: Doświadczenie towarzyszenia nawróceniu osób uczestniczących w rekolekcjach było niezwykle ważne dla mojej posługi kapłańskiej. Szczególnie wyraźnie przypominam sobie rekolekcje dla anonimowych hazardzistów. Od trzech lat, w weekend na przełomie listopada i grudnia, a więc na początek Adwentu, przyjeżdżały do Kunic takie osoby. Byli to ludzie z całej Polski, którzy szukali szansy wyjścia ze swojej, często bardzo dramatycznej, sytuacji życiowej. Wiele z tych osób straciło rodziny, przyjaciół, ich długi osiągnęły taki poziom, że nie mają szans ich spłacić, chociażby pracowały przez całe swoje życie. Czasami rekolektanci przyjeżdżali ze swoimi żonami i była to jedyna okazja, żeby mogli wspólnie być, zostawiając na ten czas wszystkie swoje problemy, oddając je Bogu.

    Co było najbardziej fascynujące w zmaganiu się o życie podczas tych adwentowych rekolekcji?

    Sam osobiście przeżywałem przemianę serca, kiedy widziałem na własne oczy, że Bóg przychodzi, daje łaskę i siły do walki o godne życie, daje nadzieję w sytuacjach – wydawać by się mogło – bez wyjścia. W czasie rekolekcji żony widziały swoich mężów w całkiem innym świetle, były świadkami ich nawrócenia. I to doświadczenie oddania życia Jezusowi, nabrania nowego oddechu zabierało paraliżujący strach, który wiązał się też z zostawieniem domu na czas rekolekcji.

    Ale chyba nauki kończyły się nawróceniem wszystkich uczestników?

    Pamiętam jednego pana, który przez wiele lat przyjeżdżał jako ateista, jedynie pod wpływem kolegów. W jego życiu przemiana dokonywała się latami, bardzo powoli. To mnie trochę niepokoiło. Ale to przecież Bóg prowadzi, a Jego cierpliwość jest nieograniczona i w pewnym momencie przemienił całkowicie serce tego człowieka. W takich chwilach szczególnie dziękuję Bogu za dar kapłaństwa, towarzyszenia w spotkaniu z Jezusem, wspólnym wielbieniu Boga i oczekiwaniu na modlitwie na Jego przyjście.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół