• facebook
  • rss
  • Nigdy nie wiemy, co jest dalej

    dodane 04.12.2014 00:00

    Górnictwo odkrywkowe. – Podchodzimy do ściany węglowej i mamy wrażenie, że trzydzieści parę milionów lat nikt tego węgla nie tknął palcem, a my tutaj jesteśmy – tłumaczy Stanisław Mrozek, Górnik. stając wobec potęgi przyrody, naturalnie nabiera pokory i zaufania, że nad potęgą świata stoi Stwórca.

    Pracę w kopalni odkrywkowej można byłoby porównać do gruntownego remontu. – Wyobraźmy sobie, że mamy piękny dom, ale rozpoczynamy konieczną renowację. W trakcie prac przyjeżdżają goście i dziwią się, że taki wspaniały dom został tak „zdewastowany”, bo przecież trzeba było wszystko stare usunąć. Ale kiedy przyjadą ci sami goście po zakończeniu remontu, to dopiero podziwiają wyniki. Podobnie jest z pracami na odkrywce. W trakcie wydaje się, że piękny teren został bezpowrotnie zniszczony. Ale prace w górnictwie odkrywkowym planuje się na lata i dopiero po zakończeniu wydobycia, odpowiedzialnym przeprowadzeniu rekultywacji terenu możemy ocenić, jakie skutki przyniosła odkrywka – tłumaczy Jerzy Jarosz, górnik z ponad 30-letnim doświadczeniem.

    W głąb wyrobiska

    Samochodem terenowym zjeżdżamy z J. Jaroszem, kierownikiem ruchu zakładu, i sztygarem S. Mrozkiem w głąb gigantycznego wyrobiska. 200 m długości, 50 m szerokości i 40 m głębokości. W początkowej fazie zjazdu teren odkrywki wydaje się wielki, ale dopiero gdy stoi się na dole, widać potęgę wykopu. Żeby rozpocząć wydobycie pokładów surowca, trzeba odkryć ok. 40 metrów zewnętrznych warstw piasku, iłów, glinki i dopiero wtedy natrafia się na pokłady węgla brunatnego. I wówczas zaczyna się fascynująca przygoda, związana nie tylko z wydobyciem cennej kopaliny. – Prosty przykład: podchodzimy do ściany węglowej i mamy wrażenie, że trzydzieści parę milionów lat nikt tego węgla nie tknął palcem, a my tutaj jesteśmy – mówi S. Mrozek. – Górnictwo uczy też pokory, dokładnie widzimy, jak to wszystko jest urządzone. Uruchamia się wyobraźnia, jakie siły napierającego lodowca, ciśnienie działały, zanim utworzyła się taka struktura. W tym miejscu na przestrzeni kilku lat wydobędziemy 2 może 3 mln ton węgla, a lodowiec, przesuwając się, poruszał setki milionów ton. Człowiek czasami może sobie pomyśleć, że tak wiele znaczy, a wystarczy tylko pokornie spojrzeć, jacy maleńcy jesteśmy wobec potęgi natury – dodaje J. Jarosz.

    Inny świat

    Koparka nabiera ogromną łyżką węgiel brunatny, który przed ok. 30 mln lat powstał z tropikalnych drzew i obumarłych organizmów roślinnych. W okresie jego formowania się nie było jeszcze ludzi i panował klimat subtropikalny, było zdecydowanie cieplej i panowała większa wilgotność powietrza. Warunki atmosferyczne sprzyjały szybkiemu wzrostowi bujnej roślinności, ogromnych sekwoi, platanów, magnolii, bursztynowców, które po pewnym czasie obumierały i ulegały rozkładowi, dając przestrzeń do wzrostu kolejnym pokoleniom. Proces ten trwał setki tysięcy lat, z pozostałości roślin w bardzo wilgotnym środowisku zaczęły tworzyć się ogromne pokłady torfu, które zostały przykryte taflą wody. W czasie gigantycznych ruchów tektonicznych w niektórych częściach kontynentu europejskiego następowały wypiętrzenia, w innych obniżenia terenu i ogromne obszary były zalane wodami morskimi. W beztlenowej atmosferze, pod powierzchnią wody, bakterie nie mogły rozkładać organicznych pozostałości roślin i stworzyło to idealne warunki do rozpoczęcia procesu karbonizacji, czyli przemiany materii roślinnej w węgiel pierwiastkowy. W wyniku postępujących procesów geotektonicznych, przy działaniu ogromnego ciśnienia, pokłady węgla przemieszczały się w warstwach ziemi. W procesie karbonizacji torfu zmniejszała się zawartość wody. Przy jej 75-procentowej zawartości mówi się o pierwszym stadium węgla brunatnego. Pierwotnie, w procesie powstawania jego pokładów, układ surowca był poziomy, ale w epoce lodowcowej posuwające się języki lodowca z gigantyczną siła napierały na strukturę ziemi i przemieszczały jej warstwy w pionie, wypiętrzając bliżej powierzchni. Dlatego złoża wydobywane przez górników w Sieniawie znajdują się już na ok. 40 m pod powierzchnią. – Na terenie tej odkrywki jest konkretnie 1 mln 200 tys. ton węgla do wydobycia, ale żeby wydobyć tę ilość kopaliny, trzeba przerzucić ok. 7 mln ton gruntu. Planując w rejonie wydobycie na kolejnych odkrywkach przez najbliższe 50 lat, zakładamy, że trzeba będzie przerzucić ok. 100 mln ton ziemi. To są gigantyczne masy – wyjaśnia kierownik ruchu zakładu. Plany są imponujące i rozciągnięte na długi okres. – W górnictwie trzeba planować długoterminowo i dalekowzrocznie, bez pośpiechu – mówi J. Jarosz.

    Jedyna taka kopalnia

    Można się o tym przekonać, kiedy przyjrzymy się historii górnictwa węgla brunatnego w rejonie Sieniawy. Odkrycie jego pokładów datuje się na połowę XIX w., a rozpoczęcie wydobycia w kopalni „Emilensglück” miało miejsce w 1873 roku. Była to mała, regionalna kopalnia, działająca na potrzeby okolicznych zakładów. Na przełomie XIX i XX w. w okolicach Zielonej Góry na podobnych zasadach jak w Sieniawie funkcjonowało ok. 20 małych kopalń. Przed rokiem 1939 „Sieniawa” wydobywała ok. 80 tys. ton węgla brunatnego rocznie. Po zakończeniu II wojny światowej kopalnia została zdewastowana i dopiero w 1950 r. ponownie rozpoczęto wydobycie. Kopalnia „Sieniawa” była jedyną w Polsce podziemną kopalnią węgla brunatnego. Ciekawostką związaną z powojenną historią kopalni jest fakt, że była to również jedyna kopalnia podziemna w Polsce, w której pracowały jeszcze konie. Ze względu na długość korytarzy i krótkie odcinki korzystniej było w okresie powojennym korzystać z pracy 10 koni, które dokładnie wiedziały, ile wagoników mogą pociągnąć i nigdy nie dały się oszukać. Praca górników pod powierzchnią była bardzo ciężka. Sztygar sprawdzał specjalnym kilofem stan twardości ściany węglowej i określał normę dzienną. Górnicy w dwuosobowym zespole musieli na zmianie wydobyć ok. 20 ton węgla.

    Szacunek do tradycji

    W latach 80. XX w. rozpoczęto równolegle wydobycie metodą odkrywkową. – Po skończeniu studiów specjalistycznych na Politechnice Wrocławskiej i kilku latach pracy w kopalni „Turów” przyjechałem do Sieniawy wdrażać górnictwo odkrywkowe, które jest zdecydowanie bardziej wydajne i bezpieczniejsze dla górników – opowiada J. Jarosz. Kopalnia w Sieniawie jest niewielka, aktualnie pracuje tu ok. 30 osób, choć w czasach rozkwitu przedsiębiorstwa państwowego pracowało w niej ponad 300 osób. Obecnie – podobnie jak w przeszłości – dba się tu o zachowanie tradycji górniczych. Szczególnie czci się św. Barbarę, patronkę górników. W latach 90. postawiono przed biurowcem figurę świętej. – Jestem przekonany, że ona troszczy się o nas, górników, w Sieniawie, i wstawiała się za nami między innymi w najtrudniejszych momentach związanych z likwidacją starej kopalni i powstaniem nowej – zapewnia J. Jarosz. Górnicy pozdrawiają się tradycyjnym „Szczęść, Boże”, wyrażając w ten sposób swoje zaufanie, że z Bożą pomocą wszystko pomyślnie się ułoży. W dzień św. Barbary organizuje się karczmy piwne, stanowiące okazję do radosnego podsumowania minionego czasu, ale także wspominania trudności i niebezpieczeństw pracy górnika.

    Praca nie dla każdego

    Oprócz tego, że ryzykowna i odpowiedzialna praca górnika jest niezwykle interesująca i bardzo wymagająca. – Moja przygoda z górnictwem zaczęła się w 1972 r., kiedy rozpocząłem naukę w szkole górniczej kopalni „Turów”. Mój tata pracował jako górnik, brat jest już na emeryturze górniczej, praca w górnictwie była tradycją w mojej rodzinie. Kiedy likwidowano w latach 90. kopalnię, przez 7 lat musiałem pracować poza branżą, ale nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Praca w hali, w pomieszczeniach zamkniętych nie pasuje mi, potrzebuję przestrzeni, wyzwań. Robota sztygara jest niezwykle ciekawa i odpowiedzialna. Chociaż dysponujemy dokładnymi mapami, i tak nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co kryje się za kolejną warstwą. Nigdy nie wiemy, co tak naprawdę jest dalej – tłumaczy S. Mrozek. Nie każdy jest w stanie sprostać wymaganiom i odpowiedzialności. – Czasami ktoś rezygnuje po pierwszym śniadaniu, bo okazuje się, że to nie jest praca dla niego – potwierdza sztygar. Z 30 górników jeden zostaje przez 10 lat, a do emerytury dopracowuje w zawodzie może jeden na 50. Warunki pracy w górnictwie odkrywkowym nie należą do najłatwiejszych, trzeba lubić pracę w terenie w każdych warunkach atmosferycznych. Czasami napada za kołnierz, latem ciemny węgiel w odkrywce nagrzewa się do bardzo wysokiej temperatury. Zimą, podczas siarczystych mrozów, praca również musi być wykonana. W sieniawskiej kopalni odkrywkowej górnicy obecnie pracują na dwie zmiany, w jesiennej i zimowej aurze oznacza to konieczność pracy w ograniczonym oświetleniu, jakie dają zewnętrzne reflektory. Koparka za każdym razem odkrywa kolejną tajemnicę.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół