• facebook
  • rss
  • Z dala od huku petard

    dodane 08.01.2015 00:00

    37. Europejskie Spotkanie Młodych. Co zrobić, by być solą ziemi? Jaką siłę ma ekumeniczna modlitwa? Czy warto wybrać modlitewną alternatywę zamiast szałowego sylwestra? – między innymi na te pytania znaleźli odpowiedź uczestnicy Taizé w Pradze.

    Prawie 100 osób z diecezji zielonogórsko-gorzowskiej uczestniczyło od 29 grudnia do 2 stycznia w Pielgrzymce Zaufania przez Ziemię. Młodzież m.in. z Gorzowa Wlkp., Żar, Sulechowa, Kostrzyna nad Odrą, Lubska, Głogowa i Zielonej Góry w Pradze spędziła sylwestra i powitała nowy, 2015 rok.

    Z dala od nadętych imprez

    Paweł Chudzik z Gorzowa Wlkp. był już na Taizé ponad 10 razy. Powodem, dla którego wybiera sylwestra z dala od medialnych koncertów, dyskotekowych imprez i huku petard, jest wewnętrzna potrzeba alternatywy dla narzucanego przez świat i otoczenie sposobu bycia i świętowania. – Chcę w interesujący sposób spędzić sylwestra, poznać nowe osoby i pielgrzymować do innego kraju, kultury i ludzi. Mam wrażenie, że w Polsce jest ogromna presja na spędzenie nocy sylwestrowej. Musi być ona szałowa i dyskotekowa. Uważam, że to nadęcie i zamieszanie wokół ubrania, jedzenia i towarzystwa jest niepotrzebne. W grupie pielgrzymów ta noc jest naturalna. Znika szum informacyjno-cywilizacyjny. Jest to czas, kiedy można się zatrzymać i odstresować. Można poznać nowych ludzi i ich spojrzenie na świat – mówi. Podobnie myślą też inni uczestnicy spotkania. – To moje trzecie Taizé. Widok tysięcy ludzi, którzy się modlą, bardzo mi się spodobał już na pierwszym wyjeździe i nie wyobrażam sobie innego sylwestra. To wewnętrzna potrzeba skupienia, modlitwy w ciszy i poznania nowych ludzi z całej Europy. Chociaż każdy ma swoje, często inne podejście do religii, to jednak myślę, że przyjeżdżamy w tym samym celu – wielbić Pana Boga – mówi Robert Skorupiński ze Starosiedla.

    Szukanie wspólnego mianownika

    W spotkaniach Taizé uczestniczy młodzież z całej Europy. To swoisty kalejdoskop narodów, wyznań i kultur, który przez kilka dni układa się w chrześcijańską jedność. Pośród entuzjazmu, radości, wspólnych śpiewów i modlitw znikają bariery, stereotypy i uprzedzenia. – Kiedy odmawialiśmy wspólnie modlitwę „Ojcze nasz” w różnych językach, to było cudowne i niesamowite. Języki obce nie stanowiły bariery, ale zaciekawiały nas i budziły otwartość na innych. Spotkaliśmy też osoby głuchonieme, które modliły się w języku migowym. To wywarło na mnie duże wrażenie, bo nigdy wcześniej takiego czegoś nie widziałam – mówi Dominika Chęcińska z Lubska. – Modlitwy i treści są uniwersalne. Razem modlili się m.in. protestanci, katolicy i prawosławni, bo celem spotkania nie jest pokazywanie różnic, ale szukanie wspólnego mianownika – dodaje Paweł Chudzik. Europejskie Spotkania Młodych polegają zwykle na integracji pielgrzymów i gospodarzy danego kraju, którzy w swoich domach i parafiach goszczą obcokrajowców. W Pradze było inaczej niż zwykle, bo Czechy są krajem ateistycznym. – To było właściwie spotkanie pielgrzymów z różnych stron Europy. Zwykle organizatorzy goszczą pielgrzymów w swoich domach i rodzinach. Poszukują się wzajemnie i Boga w sobie, i dobrych wartości. W szkole, w której mieszkaliśmy, zakwaterowano 200 pielgrzymów. Wśród nich byli m.in. Białorusini, Albańczycy i Włosi, a Czechów – może 3 czy 4 – zauważa P. Chudzik. – Pomimo tak małej liczby gospodarzy, na ulicach Pragi zauważalna była otwartość mieszkańców miasta, którzy pomagali np. w znalezieniu drogi na mapie czy dotarciu do miejsca, którego szukaliśmy.

    Milczenie tysięcy

    Dzień na Taizé zaczynał się od pobudki i śniadania, po których następowała wspólna modlitwa oparta na tekstach Ewangelii i śpiewach. Po niej odbywały się spotkania w małych grupach. Później była modlitwa południowa w kościołach Pragi, które na co dzień są zamknięte, jednak w czasie Taizé ożyły na nowo. Następnie uczestnicy mieli czas wolny, który można było przeznaczyć na zwiedzanie lub udział w tematycznych konferencjach. Po kolacji była modlitwa wieczorna i czas na sen. – Na Taizé jeżdżę ze względu na klimat tego spotkania. To wartościowa modlitwa, z medytacją, ciszą i śpiewem, które dla mnie są istotne. Co roku zadziwia mnie to, że rzesza młodych ludzi ciągnie do bardzo prostego sposobu modlitwy, rozważań słowa Bożego czy modlitwy w milczeniu. Fascynujące jest spotykanie się z różnymi kulturami i sposobami wiary, pomimo bariery językowej, która przez modlitwę przestaje być przeszkodą – zauważa ks. Łukasz Parniewski. – Spotkania w grupach językowych pokazują różne sposoby patrzenia młodych na wiarę i to wzbogaca. W naszej grupie dzielenia były dwie Albanki, muzułmanki. Kiedy zapytaliśmy, dlaczego przyjechały na Taizé, odpowiedziały, że odpowiada im klimat modlitwy i rzeczywiście brały udział w tych nabożeństwach. Jednym z elementów spotkania było zastanawianie się, w jaki sposób chrześcijanin może być solą ziemi. – Podczas jednej z rozmów zauważono, że nie chodzi o to, by nadawać koloryt i smak wierze, i chełpić się tym, ale by nieść dobro i Ewangelię jako sposób naturalnego życia, który innych może pociągać przykładem – mówi ks. Parniewski. – Natomiast podczas spotkania dotyczącego pokoju pokazywano m.in. stereotypy, np. Niemcy mówili o uporaniu się z historią, mierzeniu się z przeszłością i budowaniu rzeczywistości pokoju.

    Integracyjna siła podłogi

    Spanie w szkole na karimacie, jedzenie w hali z kilkoma tysiącami pielgrzymów, kolejki do prysznica – warunki spartańskie, które jednak nie odstraszają młodych, a nawet przeciwnie – dają siłę do działania, współpracy i tolerancji. – Kiedy się dowiedziałam, że będziemy w tyle osób spać w jednej sali, nie mogłam sobie tego wyobrazić, ale – jak się później okazało – nikomu to nie przeszkadzało – mówi Dominika Chęcińska. – Spanie na podłodze uczy wytrwałości, ale stwarza też okazję do rozmów, śmiechu czy gier – dodaje Robert Skorupiński. Uczestnicy spotkania, opowiadając o Taizé, podkreślają, że to, co zapamiętali nie tylko z Pragi, ale także z poprzednich pielgrzymek, to radość i życzliwa atmosfera oraz niezwykły klimat modlitwy. – Było zimno i pewien Włoch, wychodząc z metra w sylwestra, przewrócił się i złamał rękę. Trafił do szpitala. Przygotowaliśmy dla niego zestaw sylwestrowy, m.in. kawałek ciasta i chipsy. On się w ogóle nie załamał. Budująca była jego postawa. Mimo fizycznego bólu, był pełen życia i wiary – wspomina P. Chudzik. – Czas na Taizé jest niesamowity. Daje m.in. możliwość podszlifowania języka obcego. Poznałam Francuzów, którzy byli z nami w grupie. Razem z koleżanką chciałyśmy nauczyć się francuskiej piosenki i podeszłyśmy do grupki osób. Zaczęliśmy rozmawiać, czas szybko nam mijał i – mimo późnej pory – nie chciało się spać. Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie i wymieniliśmy się kontaktami. Mamy nadzieję, że spotkamy się za rok – mówi D. Chęcińska. – Wspaniałym przeżyciem było też Święto Narodów – czas zabawy, tańców i śpiewów. Polacy tańczyli poloneza i śpiewali kolędy. Nasz taniec bardzo spodobał się innym narodom. Żeby przekonać się, jak jest na Taizé, najlepiej wybrać się za rok do Hiszpanii, gdzie odbędzie się 38. Europejskie Spotkanie Młodych. Zachętą do spędzenia sylwestra w Walencji niech będą słowa tegorocznych pielgrzymów: – 1 stycznia wieczorem odbyło się nabożeństwo światła. Mieliśmy zapalone świece, była też adoracja krzyża oraz modlitwa w skupieniu i ciszy. Kto tego nie przeżył, to polecam, bo jest niesamowicie – mówi Robert Skorupiński. – Za rok też chciałabym pojechać na Taizé. Już zaczynam zbierać pieniądze, bo ten czas jest tak niesamowity, że zrobię wszystko, żeby tam być – dodaje D. Chęcińska. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół