• facebook
  • rss
  • Człowiek starej, dobrej daty

    dodane 22.01.2015 00:00

    Mówi się, że współcześni dziadkowie coraz więcej czasu poświęcają sobie, a coraz mniej wnukom. Czy to reguła?

    Być może babcie i dziadkowie zmieniają się, chcą być aktywni i realizować swoje pasje, ale wciąż są ostoją ciepła, miłości i mądrymi nauczycielami dla swoich wnuków. Dobrych przykładów nie brakuje. Tradycyjna polska rodzina Andrzej Serafin z Gorzowa Wlkp. z wnukami czas spędza bardzo często, choć ma też wiele innych zajęć. Zamiast siedzieć cały dzień w kapciach przed telewizorem, woli być wolontariuszem. Dwa lata temu został kierownikiem Działu Pomocy Żywnościowej w Centrum Pomocy Charytatywnej im. Jana Pawła II w Gorzowie Wlkp., które prowadzi Stowarzyszenie Pomocy Bliźniemu im. Brata Krystyna.

    – Nie mógłbym na emeryturze siedzieć w domu. Trzeba ludziom pomagać. Zawsze lubiłem pracować społecznie – mówi z uśmiechem pan Andrzej, który jest w Centrum każdego dnia. – Tutaj nie patrzymy, czy ktoś jest wierzący czy nie, po prostu pomagamy każdemu w potrzebie. Ludzie po bochenek chleba i inne produkty żywnościowe przyjeżdżają do nas z całego Gorzowa. Gorzowianin nie wyobraża sobie też życia bez częstego kontaktu z wnukami, których ma aż sześcioro. – Starsza córka ma czwórkę dzieci: Teodora, Kasię, Sebastiana i Adama, a młodsza ma dwie córki – Zuzię i Maję. Dziewczynki mieszkają pod Gorzowem Wlkp. , więc codziennie przychodzą do nas po szkole, a pozostałą czwórkę, która mieszka koło Strzelec Krajeńskich, też widujemy bardzo często, przynajmniej raz w tygodniu – zapewnia pan Andrzej. – Troska o życie rodzinne jest dla nas niezwykle ważna. Bardzo często spotykamy się całą rodziną na niedzielnym obiedzie, ale również przy okazji różnych innych uroczystości, jak urodziny czy rocznica ślubu. Przy takich świętach mamy zwyczaj zamawiania Mszy św. Jesteśmy tradycyjną polską rodziną i jesteśmy z tego dumni. Prosta zasada Oczywiście, rodzice są od wychowywania, a dziadkowie od rozpieszczania, jednak rola tych ostatnich na tym się nie kończy. – Staramy się im dawać dobre wzorce – tłumaczy pan Andrzej. – Przekazujemy naszym wnukom tradycje patriotyczne i próbujemy zaszczepić w nich miłość do ojczyzny. One – podobnie, jak nasze dzieci – wiedzą dobrze, co jest 3 maja, 15 sierpnia czy 11 listopada. Poza tym dużo mówimy im o naszej rodzinie. Chociażby o tragicznej historii naszych wujków. Jeden z nich – Jerzy Karabanik, brat mojej mamy – w wieku 19 lat trafił do Auschwitz i po kilku miesiącach zginął. Miał numer 534. Natomiast drugi brat mamy – Franciszek, który był oficerem 14. Pułku Piechoty – zginął zaraz na początku wojny w bitwie nad Bzurą. Opowiadam też o moim tacie, który był żołnierzem, a także o moim pobycie w wojsku, gdzie służyłem przez 31 lat. Interesują się, słuchają i pytają. Bogusława i Andrzej Serafinowie są małżeństwem od 44 lat. – Wyznajemy prostą zasadę: „Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne jest na właściwym miejscu”. Nie wyobrażam sobie, żeby opuścić niedzielną Mszę św. – mówi gorzowianin, który nie tylko w niedzielę uczestniczy w Eucharystii, ale także na różne sposoby angażuje się w życie swojej parafii NMP Królowej Polski. – Wyniosłem to z domu rodzinnego. Tak zostałem wychowany i tak z żoną wychowywaliśmy nasze dzieci, a teraz próbujemy to przekazać wnukom. Może ktoś powie, że jestem starej daty, ale dla mnie to powód do dumy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół