• facebook
  • rss
  • Zbawienie przez... głos

    dodane 22.01.2015 00:00

    – Kiedy dostajemy nuty, myślimy najpierw, że nigdy w życiu tego nie zaśpiewamy, że dyrygent przesadził, bo zwykle wybiera ambitne utwory... – mówi Irena Polikowska.

    Cerkiewny Chór „Sotiria” istnieje od września 2005 roku przy parafii prawosławnej pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Gorzowie Wlkp. – Powstał z inicjatywy śp. ks. Bazylego Michalczuka, który sprowadził mnie z Ukrainy. Na początku śpiewałem sam. Później dołączyło kilka osób, a teraz chór liczy ich 16. Są to osoby wyznania m.in. rzymskokatolickiego i prawosławnego, różnego pochodzenia i narodowości, bo są Ukraińcy, Łemkowie, Polacy, a nawet Bułgarka – wyjaśnia dyrygent chóru Aleksander Lewczyszyn.

    Ekumenizm wielu płaszczyzn

    Głównym zadaniem chóru jest śpiewanie podczas nabożeństw, ale także propagowanie muzyki cerkiewnej i kultury prawosławnej poza świątynią. Zespół ma na swoim koncie ponad 100 koncertów, nie tylko w cerkwi, ale m.in. w muzeach czy świątyniach innych wyznań, m.in. w kościele katolickim i cerkwi greckokatolickiej oraz świątyni protestanckiej. Chór ma w swoim repertuarze, oprócz muzyki cerkiewnej, utwory ludowe, ukraińskie i łemkowskie. Gościł i śpiewał m.in. na Wigilii Narodów w Gorzowie Wlkp., XXXV Ogólnopolskim Konkursie Pisanek im. Michała Kowalskiego w gorzowskim Spichlerzu czy podczas Łemkowskich Wieczorów Muzycznych. „Sotiria” dla wielu jest wspólnotą, dającą wsparcie i pozwalającą tworzyć koleżeńskie i przyjacielskie więzi. Irena Polikowska pochodzi z Ukrainy i jest nauczycielką języka angielskiego. W chórze śpiewa prawie od początku jego istnienia. – Pochodzę z rodziny, w której śpiewanie na głosy to codzienność. Tutaj, w Polsce, nie miałam z kim śpiewać, ale też nigdy nie myślałam, że na coś tak wielkiego, jak śpiewanie w chórze cerkiewnym, mnie stać – mówi. – Moja koleżanka zachęciła mnie, żebym dołączyła do tworzącej się 10 lat temu grupy. Jestem prawosławna, ale mam męża katolika i również moje dzieci są ochrzczone w Kościele katolickim. Kiedy nie byłam w chórze, często nie obchodziłam prawosławnej Wigilii. Dziś dwa razy obchodzę święta – męża i swoje, razem z chórem. On właśnie daje mi poczucie wspólnoty i jest jednością, w której ekumenizm istnieje na wielu płaszczyznach. Są tu osoby z charyzmą i wielką pasją, pomiędzy którymi zawiązała się przyjaźń. Chór jest dowodem na to, że, aby się zrozumieć i jednoczyć, trzeba się najpierw poznać.

    Nawróciłam się przez cerkiew

    Teresa Dejworek-Mikołajewska jest stomatologiem. Śpiewa w chórze cerkiewnym, choć jest katoliczką. – Przez 40 lat byłam ateistką, ale zawsze fascynowały mnie muzyka cerkiewna i ikony... Przez zrządzenie losu znalazłam się w pewnym momencie mojego życia w cerkwi. Chodziłam do tej świątyni i się modliłam, a powrót do Kościoła katolickiego nastąpił właśnie przez Cerkiew prawosławną. Cudem odzyskałam wiarę, nawróciłam się, trwam w niej i proszę Boga, by pozwolił mi wytrwać w wierze do końca – wyznaje. – Śpiew jest dla mnie modlitwą, w której proszę Boga o pojednanie chrześcijan. Po moim nawróceniu robię też tak, że rano przychodzę na liturgię do cerkwi, a wieczorem idę do kościoła – w ten sposób chcę zrekompensować Bogu te 40 lat ateizmu.

    Radość i trud

    Śpiew w chórze to ogromne wyzwanie. – W większości nie mamy wykształcenia muzycznego. Kiedy dostajemy nuty, myślimy najpierw, że nigdy w życiu tego nie zaśpiewamy, że dyrygent przesadził, bo zwykle wybiera ambitne utwory – mówi I. Polikowska. – Czasem pierwsza nasza reakcja to niedowierzanie. Później jest kilkanaście mozolnych i trudnych prób, a następnie radość i satysfakcja, że udało się podołać trudnemu wyzwaniu. Członkowie chóru, chociaż różnią się wyznaniem i pochodzeniem, bardzo dobrze się rozumieją. Maria Mielcarek pochodzi ze Stanisławowa. Jest zawodową kucharką i mistrzynią ukraińskiej kuchni. Lubi piec ciasta i gotować, ale jej prawdziwą pasją jest śpiew. – Moja mama była Polką, śpiewała w chórze folkowym i udzielała się w kościele, a tata był Ukraińcem. Ja natomiast wyszłam za mąż za Polaka i mieszkam w Gorzowie Wlkp. od 16 lat, a od 10 śpiewam w „Sotirii”. Już jako dziecko uwielbiałam śpiewać i tak zostało do dziś. Śpiew to modlitwa do Boga, która bardzo mnie cieszy – mówi. – Jesteśmy różni, ale śpiewając w chórze, wielbimy tego samego Boga, chociaż modlimy się trochę inaczej. Dla Aleksandra Lewczyszyna muzyka cerkiewna, dyrygentura i śpiew to również życiowe zadanie i wyzwanie, które daje ogromną satysfakcję i radość. – W cerkwi prawosławnej nie używa się instrumentów, sam ludzki głos wystarczy. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez muzyki. Spotkania z chórem to dla mnie przyjemność, bo jesteśmy jak jedna wielka rodzina – tłumaczy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół