• facebook
  • rss
  • Strzały w więzieniu i lesie

    dodane 26.02.2015 00:00

    Żołnierze niezłomni. – W naszym regionie od 1945 do 1955 roku na karę śmierci skazano 55 osób, z czego 30 wyroków zostało wykonanych. To jeden z najwyższych wskaźników w Polsce – podkreśla historyk Marek Budniak z Zielonej Góry.

    W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Maryi Panny, Królowej Korony Polskiej, kładę swe ręce na ten święty Krzyż, znak Męki i Zbawienia i przysięgam stać zawsze wiernie na straży honoru Polski. O Jej zupełną wolność, całość, niezależność walczyć ze wszystkich sił swoich. W moich wszelkich poczynaniach kierować się będę hasłem: „Bóg i Ojczyzna” – to fragment przyrzeczenia harcerskiego z Konspiracyjnego Związku Harcerstwa Polskiego, działającego w Nowej Soli w 1946 roku – kryptonim Rejon „Odra”. Żołnierze wyklęci działali nie tylko w centralnej Polsce, ale także na terenie obecnego województwa lubuskiego.

    Komuniści bezwzględni także tu

    Od ponad roku losami żołnierzy wyklętych zajmuje się zielonogórski historyk Marek Budniak, który dokładnie wertuje akta dostępne w Instytucie Pamięci Narodowej. – Termin „lubuscy żołnierze niezłomni” odnoszę do członków podziemnych, nielegalnych organizacji, mniej czy też bardziej sformalizowanych, oraz indywidualnych osób, które nie akceptowały systemu komunistycznego, podjęły z nim walkę w różnych formach, np. organizując zamachy na aktywistów PPR, a od 1948 roku PZPR, funkcjonariuszy MO i UB na terenach dzisiejszego województwa lubuskiego, a następnie zostały skazane za działalność polityczną przez jeden z Wojskowych Sądów Rejonowych w Poznaniu, we Wrocławiu lub Zielonej Górze – wyjaśnia M. Budniak. – Do tej grupy należą głównie żołnierze, doświadczeni konspiratorzy, którzy podczas II wojny światowej walczyli w szeregach AK, NSZ, Batalionów Chłopskich, jak również cywile, niedoświadczeni konspiratorzy, w tym młodzież. Warto podkreślić, że Państwowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego także na Ziemiach Odzyskanych na masową skalę prowadził inwi- gilację wszystkich byłych członków AK i innych zbrojnych organizacji oraz agenturalnie kontrolował środowiska repatriantów.

    Nie skorzystał z prawa łaski

    W powiecie Kożuchów na początku 1946 roku powstała tajna organizacja pod nazwą Konspiracyjny Związek Harcerstwa Polskiego – kryptonim Rejon „Odra”, do której należeli uczniowie szkół średnich. Drużynowym, zatwier- dzonym przez komendanta głównego z Krakowa, był 17-letni bohater Alojzy Piaskowski. 6 czerwca 1946 roku trzej członkowie związku – wspomniany A. Piaskowski oraz Edward i Władysław Kajakowie – dokonali zamachu na referenta PUBP w Kożuchowie. Brutalne śledztwo zakończyło się wyrokami śmierci. – Co ciekawe, Alojzy Piaskowski już jako 15-letni chłopak działał w AK. W dokumentach odnalazłem notatkę jego dowódcy, który starał się pomóc chłopakowi już po ogłoszeniu wyroku śmierci i złożył nawet oświadczenie w Głogowie, które dotarło do Bieruta – wyjaśnia M. Budniak. Oto jego fragment: „(...) brał czynny udział w walce, przyczynił się do uratowania wielu obiektów państwowych, (...) zdobył wiele broni dla oddziału” – pisał kpt. rezerwy Tadeusz Cybulski, dowódca 107. plutonu Polskiego Związku Powstańczego. Na Bierucie nie zrobiło to jednak żadnego wrażenia i nie skorzystał z prawa łaski. Wyroki wykonano 22 stycznia 1947 roku we Wrocła-wiu, w więzieniu przy ul. Kleczkowskiej. Nie poinformowano o tym fakcie nawet rodziny. Matka straconych braci Kajaków pisała 14 lutego 1947 r. do Rejonowego Sądu Wojskowego we Wrocławiu: „Uprzejmie proszę o poinformowanie mnie o losie synów moich Edwarda i Władysława Kajaków, zasądzo- nych wyrokiem Sądu Wojskowego na karę śmierci”.

    O Polskę niekomunistyczną

    W Zielonej Górze pierwszą egzekucję za działalność przeciwko „demokracji ludowej” wykonano 20 sierpnia 1946 roku na niespełna 20-letnim Edwardzie Lisickim, który po zakończeniu wojny został funkcjonariuszem Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Sulęcinie. – W styczniu 1946 roku aresztowano go, oskarżając o udział w przygotowaniu zamachu na komendanta tego urzędu. Osadzono go w Poznaniu, skąd zbiegł wspólnie z Tadeuszem Orłowskim. Ten namówił Lisickiego do organizacji nielegalnego oddziału AK na terenie powiatu zielonogórskiego, którego głównym zadaniem miała być walka o Polskę niekomunistyczną. Dlatego pojawili się w Czerwieńsku, gdzie Orłowski wcześniej, przed aresztowaniem, pełnił funkcję referenta UB – tłumaczy M. Budniak. – Edward Lisicki został skazany 1 kwietnia 1946 roku za to, że zastrzelił w Czerwieńsku funkcjonariusza UB, który był gorliwym komunistą. W zamachu uczestniczył także Tadeusz Orłowski. Z dokumentów nie dowiadujemy się, dlaczego nie był sądzony Orłowski, główny organizator zamachu. Brakuje protokołów jego przesłuchań. Możliwości są dwie: albo Orłowski uciekł UB, albo został zakatowany podczas śledztwa i ślad po nim zaginął. Z opracowań metod śledczych stosowanych przez UB wiemy, że ze szczególnym okrucieństwem traktowali ludzi, którzy wywodzili się z ich szeregów i dopuścili się w ich mniemaniu zdrady, a tak było w przypadku Orłowskiego, wcześniejszego funkcjonariusza UB w Zielonej Górze.

    Jedynie eliminacja

    Natomiast pierwsza egzekucja w Gorzowie Wlkp. odbyła się 2 października 1946 roku. Straconymi byli członkowie AK Franciszek Wilkowski (25 lat) i Bolesław Jankowski (26 lat). – Oskarżono ich o udział w tajnej organizacji chcącej obalić ustrój państwa polskiego, zamordowanie dwóch milicjantów i nielegalne posiadanie broni. Procesowi nadano rozgłos i w sali rozpraw zgromadzono ok. 300 mieszkańców Gorzowa Wlkp. i okolic. Prokurator i sędzia nie mieli żadnych wątpliwości co do winy oskarżonych i wyrok był przesądzony: rozstrzelanie. Mimo że obrońca Wilkowskiego złożył wniosek o zmianę trybu postępowania, ponieważ w trakcie śledztwa zeznania były wymuszane, a śledztwo trwało niecałe dwa miesiące, sędzia odrzucił wniosek – tłumaczy M. Budniak. W uzasadnieniu wyroku sędzia napisał m.in.: „Sąd ustalił, że jedynie eliminacja ze społeczeństwa jest karą właściwą, gdyż brak jest przesłanek, iż takie jednostki jak oni nawet po odcierpieniu najdłuższej kary więzienia weszłyby na drogę uczciwego życia”. – Warto zwrócić uwagę, że Franciszek Wilkowski był jednym z dowódców polskiego podziemia antykomunistycznego. Jego nazwisko znajduje się w formalnym wykazie dowódców pod numerem 1070, na liście liczącej 1161 nazwisk – zauważa M. Budniak.

    Lista wciąż niezamknięta

    Pisząc o opozycji antykomunistycznej, nie sposób pominąć Polskiego Związku Wojskowego „Maria”, który powstał z grupy członków AK Biała Podlaska. Stamtąd przenieśli się na teren powiatu międzyrzeckiego w latach 1945 i 1946. – Oni stworzyli silną, prężną i znakomicie zorganizowaną siatkę konspiracyjną. Wyszli bezpośrednio z okupacji wojennej i przenieśli się tutaj. Przyjęli taką nazwę, bo formalnie AK została rozwiązana, a oni nie godzili się z takim obrotem sprawy i w dalszym ciągu chcieli być wierni swojej przysiędze, a przede wszystkim prezydentowi i rządowi na emigracji – wyjaśnia zielonogórzanin. – Siatka konspiracyjna, według ustaleń powiatowego UB, liczyła ok. 60 osób. To był dopiero wstęp do tego, co miało się dziać dalej, ponieważ trwały przygotowania do przerzucenia ze wschodu kraju ok. 200 żołnierzy, którzy po zakonspirowaniu mieli stać się oficjalnie rolnikami. Niestety, doszło dekonspiracji i aresztowano większość organizacji – opowiada. Z badań zielonogórskiego historyka wynika, że w naszym regionie 55 osób otrzymało wyroki śmierci. 30 osób zostało rozstrzelanych. – Po ogłoszeniu wyroku skazaniec trafiał do celi śmierci i tam oczekiwał na akt łaski. Czasami trwało to nawet do trzech miesięcy. Jeżeli go otrzymał, zamieniano karę śmierci na dożywocie lub długoletnie więzienie. Jeżeli prezydent Bierut nie skorzystał z prawa darowania życia, wyrok był wykonywany jak najszybciej, a egzekucję zarządzał wojskowy prokurator rejonowy. Skazaniec był rozstrzeliwany przez pluton egzekucyjny. Najczęściej na terenie więzienia, ale zdarzało się, że także w lesie. Lekarz obecny podczas egzekucji musiał stwierdzić godzinę zgonu. Z każdego wykonania wyroku sporządzano protokół, który był podpisywany przez osoby uczestniczące. Na prośbę skazańca, w czasie egzekucji obecna była osoba duchowna – tłumaczy M. Budniak. – Miejsc pochówku straconych w większości nie znamy. Wymaga to poszukiwań i dalszych badań. Warto podkreślić również, że wykaz osób skazanych na karę śmierci nie jest jeszcze zamknięty.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół