• facebook
  • rss
  • Kopanicę udało się utrzymać

    dodane 26.02.2015 00:00

    – W powstaniu wielkopolskim brali udział mój dziadek ze strony mamy Michał Preisner, mój wujek Bronisław Matysiak i mój tatuś Gracjan Matysiak – wylicza Krystyna Dolczewska z Zielonej Góry.

    Wielu mieszkańców naszej diecezji ma korzenie wielkopolskie. Co prawda nie żyją już powstańcy wielkopolscy, ale ich dzieci nie zapominają o bohaterstwie swoich najbliższych. – Mój ojciec był bardzo pobożnym człowiekiem. Uważał, że to Bóg kieruje jego życiem i zawsze chciał się zgadzać z Jego wolą – podkreśla K. Dolczewska. – Codziennie odmawiał Różaniec. Pamiętam, jak klękał, a nasz pies zaraz wskakiwał mu na nogi i leżał na łydkach taty, który tylko uśmiechał się i dalej się modlił.

    Na religii o Polsce

    Gracjan Matysiak urodził się 13 grudnia 1897 roku w Zieminie, w dawnym powiecie śmigielskim. Jego wspomnienia utrwaliła córka Krystyna. „Ukończyłem podstawową szkołę niemiecką, ale w domu uczono mnie czytać i pisać po polsku. Matka wpajała nam miłość do Ojczyzny. Do utrwalenia wiadomości o Polsce przyczyniały się gazeta »Wielkopolanin« i »Kalendarz Mariański«. Muszę też wspomnieć, że księża Górski i Sztukowski z naszej parafii w Wielichowie bardzo przyczyniali się do podtrzymania ducha polskiego. Na nauce religii dużo nam mówiono o Polsce i o tym, że powstanie z kajdan niewoli. Może też dlatego jako ośmioletni chłopiec wziąłem udział w strajku szkolnym w Zieminie, bo już wtedy rozumiałem dzięki swemu otoczeniu, jakim skarbem jest mowa polska. Strajk ten był tylko odbiciem słynnego strajku wrzesińskiego i nie odniósł u nas, w Zieminie, żadnego skutku” – pisze w swoim wspomnieniu powstaniec wielkopolski. Po skończeniu 14 lat praktykował jako uczeń mleczarski. 14 czerwca 1918 roku został powołany do armii niemieckiej. „Po ćwiczeniach wysłano mnie na front francuski. Razem ze mną wcielono do armii moich braci Władysława i Bronisława. Przeżywaliśmy trudne dni. Niestety, mój brat Władysław nie wrócił już do domu. Zginął w sławnej bitwie pod Verdun, mając zaledwie 18 lat. Po klęsce Niemiec nastąpił odwrót wojsk niemieckich wyznaczoną przez Francuzów trasą. Od Saint Amand, gdzie wówczas znajdowała się nasza jednostka. Szliśmy pieszo przez Francję, Belgię, Nadrenię do Berlina. Tam kto mógł wśród ogromnego tłoku docierał do stacji kolejowej, by jak najprędzej dostać się do domu. W pociągu dowiedziałem się, że w naszym kraju gnębionym przez niewolę organizuje się powstanie” – kontynuuje opowieść.

    Strzały z wieży kościelnej

    Do domu wrócił w Wigilię 1918 roku. Tam radość powrotu mieszała się ze smutkiem z powodu śmierci brata Władysława. Zaraz potem, 5 stycznia 1919 roku, zgłosił się z drugim bratem Bronisławem do powstania wielkopolskiego. „Zostałem wcielony do kompanii wielichowskiej pod dowództwem ppor. Kazimierza Szcześniaka. Dowódcą IV batalionu grupy zachodniej, do którego należała nasza kompania, był ppor. Stanisław Siuda. Furmankami zawieziono nas do zdobytego już Wolsztyna, gdzie podzielono nas na posterunki. Po kilku dniach wyruszyliśmy na Kopanicę. Byliśmy ubrani w mundury niemieckie, bez oznak. Polskich mundurów nie mieliśmy jeszcze. Byłem uzbrojony w karabin, którego używałem jeszcze na froncie francuskim, a także w charakterystyczny krótki sztylet (...). Do Kopanicy szliśmy w nocy. Zgodnie z rozkazem, objąłem posterunek koło Jaromierza. Był to odcinek kolejowy w stronę Kargowej. Walka szła nam bardzo opornie, ponieważ przysłano wzmocnione posiłki Grenzschutzu. Również powstań com, który walczyli w Kargowej, nie wiodło się i musieli cofnąć się do Kopanicy. Kopanicę udało się utrzymać” – wspomina ojciec pani Krystyny. Wspomnienia pana Gracjana dotyczą głównie walk pod Kopanicą. Gdy weszli już do zdobytej miejscowości, zaskoczyły ich strzały z karabinu maszynowego. „Nie mogliśmy zorientować się, skąd pochodzą. Wśród powstańców nastąpiła panika. Jeden z powstańców Kazimierz Konieczny zauważył, że strzały pochodzą z wieży kościelnej. Powiązał więc ręczne granaty i podszedł do bramy kościoła i wysadził ją (względnie otworzyła się pod wpływem podmuchu). Widząc to, załoga niemiecka zeszła z wieży (około 5 żołnierzy) i poddała się z karabinem maszynowym. W tym czasie niedobitki niemieckie z Kopanicy uciekały przez łąkę w stronę Jaromierza, co zauważyli powstańcy. Zaczęli ich ostrzeliwać, co spowodowało ich poddanie się. W ten sposób zdobyto drugi karabin maszynowy i około pięciu jeńców. W walkach pod Kargową i Kopanicą było wielu poległych” – pisze. Później G. Matysiak został wcielony do drugiej kompanii kulomiotów 96. Pułku Piechoty w Pniewach. „Już jako regularny żołnierz brałem udział w walkach powstańczych pod Międzychodem. Łamaliśmy resztki oporu niemieckiego. Był to już trzeci i ostatni okres walk powstańczych”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół