• facebook
  • rss
  • Pieniądze to nie wszystko

    dodane 09.04.2015 00:00

    Zanim otrzymałam stypendium, nie myślałam, że można w taki sposób pokochać ludzi, z którymi nie łączą mnie więzy krwi – przyznaje Daria Izydorczyk, jedna ze stypendystek Fundacji DNT.

    Aspekt materialny stypendium jest ważny, bo dzięki temu mogą młodzi po prostu się uczyć. – Gdyby nie stypendium, nie wiem, czy w ogóle planowałabym studia. Nie tylko ze względu na finanse, ale także na to, że wcześniej zwyczajnie uważałam to za stratę czasu. Dopiero wśród stypendystów usłyszałam, że warto – mówi szczerze Daria Izydorczyk z Zamysłowa k. Szlichtyngowej.

    Bboy chirurgiem

    Stypendium to jednak coś znacznie więcej. Dzięki niemu Michał Świtała z Małomic może w dużej mierze rozwijać swoją wielką pasję. – Jestem bboyem, czyli tańczę bboying, szerzej znany jako breakdance. Szczerze mówiąc, jest to dla mnie całe życie. Oczywiście nauka też jest ważna, staram się jak mogę pogodzić taniec i szkołę. Nawet mi się to udaje, bo na to półrocze miałem średnią 5,7 – wyjaśnia małomiczanin. Ale wróćmy do tańca. Michał już w podstawówce kochał muzykę i szukał w niej rytmu. Niestety, wtedy spełnianie tych marzeń nie było możliwe. – Najbliższa sekcja taneczna była w Żaganiu, rodzice nie mogli mnie tam dowozić. Z utęsknieniem spoglądałem na każdy plakat tej grupy, aż do trzeciej klasy gimnazjum – przyznaje. Wtedy w Małomicach odbyły się warsztaty. – Po gimnazjum poszedłem do szkoły w Żaganiu. Postanowiłem zrobić krok naprzód w mojej pasji i zapisałem się do tamtejszej sekcji. Poznałem ludzi tak samo zakochanych w tańcu jak ja, którzy napędzali moje ambicje. Zostałem tam i jestem do dziś – wyjaśnia Michał. – Taniec jest dla mnie okazją do wyrażania siebie, swojego zamiłowania do muzyki oraz moich uczuć. Bboying jest bardzo wymagającym stylem tańca i opanowanie ruchów nie przychodzi z dnia na dzień. Jednak jestem ambitny i nie poddaję się. Aktualnie przygotowuję się do Krajowych Mistrzostw Tańca, które odbędą się 19 kwietnia w Wałbrzychu. Dziękuję mojemu instruktorowi Arturowi Niezgodzie za dzielenie się swoim doświadczeniem i za motywowanie mnie do ćwiczeń. Po liceum, i dobrym zdaniu matury, jak Bóg pozwoli, planuję iść na medycynę. W przyszłości chcę być chirurgiem. Pragnę pomagać ludziom. Takie są moje plany już od dziecka. Z tańca na pewno nie zrezygnuję – dodaje.

    Śpiewająca pedagog

    Daria Izydorczyk otrzymuje stypendium od pięciu lat. Jej wielką pasją jest muzyka. – Chodzę po domu i śpiewam. Nawet na lekcjach zdarzy mi się czasami zapomnieć. Pewnie niektórzy już mają dość – śmieje się Daria. – Moja siostrzyczka Milenka potrafi pokazać, że mogłabym już czasami przestać, i próbuje mi wsadzić skarpetkę do buzi. Dobrze, że jest na tyle łaskawa, że nie brudną (śmiech). Gram trochę na gitarze i razem z dwoma dobrymi znajomymi staramy się tworzyć coś swojego. Nawet dobrze nam idzie. Kto wie, może za jakiś czas uda się gdzieś zagrać – kontynuuje. Daria jest wolontariuszką w Oratorium św. Księdza Jana Bosko we Wschowie. – To tam spędzałam poza szkołą dużo czasu jeszcze rok, dwa lata temu. W tym roku z powodu zajęć szkolnych do późnej godziny i dodatkowych obowiązków rzadziej jestem z dziećmi, czego oczywiście żałuję. To właśnie w oratorium zaczęłam coraz bardziej uświadamiać sobie, że pragnę pracować z najmłodszymi – mówi Daria. – Oratorium jest miejscem, gdzie dzieci chcą być i czują się dobrze. Zresztą ja też. Rok temu byłam odpowiedzialna za jasełka. To było dopiero doświadczenie! Praca od podstaw razem z dziećmi. Wspólna sprawa dzieci, moja, innych wolontariuszy i oczywiście sióstr salezjanek. Z pracą z najmłodszymi wiążę swoją przyszłość. Oczywiście muzyki nie chcę zostawić, więc może pedagogika z rytmiką… (uśmiech)

    Czas do spowiedzi

    Wszyscy stypendyści przyznają, że stypendium dało im dużo, dużo więcej. Szczególną wartością dodaną jest przyjaźń. – Na obozach formacyjnych i spotkaniach diecezjalnych poznałem wspaniałe i niezwykłe osoby, jakimi są inni stypendyści. Nawiązałem więzi z kilkoma z nich, które, jestem pewny, przetrwają bardzo długo. Przed otrzymaniem stypendium byłem osobą bardzo skrytą i małomówną. Dzięki spotkaniom, o których wspomniałem, otworzyłem się na ludzi – podkreśla Michał Świtała. Stypendyści to swego rodzaju rodzina. – Oczywiście nie ze wszystkimi stypendystami mam mocne relacje, ale jest kilka osób, które kocham. Jak siostry, jak braci. Odwiedzamy się, poznajemy swoje rodziny, rozmawiamy o ważnych sprawach, a także motywujemy do bliskości z Bogiem. Czasami nawet upominamy się np., że czas do spowiedzi. To naprawdę niezwykłe. Zanim otrzymałam stypendium, nie myślałam, że można w taki sposób pokochać ludzi, z którymi nie łączą nas więzy krwi. Aczkolwiek ja jakoś o tych więzach krwi bym dyskutowała, bo skoro Chrystus swoją krew przelał i za mnie, i za nich, to właściwie jesteśmy złączeni mocnymi więzami najwspanialszej Krwi – dodaje Daria Izydorczyk.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół