• facebook
  • rss
  • Krótkie kursy tożsamości

    dodane 16.07.2015 00:00

    Letnia Akademia. Mają wakacje, ale chcą się uczyć. Kujony? Nie! – młodzi miłośnicy kultury i języka polskiego z Polski, Litwy i Ukrainy.

    Spotykają się najpierw w Głogowie, a później jadą m.in. do Brukseli, Warszawy i Wilna. Spędzają razem prawie dwa 2 tygodnie, by się poznać, razem bawić, uczyć historii i kultury polskiej oraz zwiedzać polskie miasta – te współczesne, jak Warszawa czy Kraków, oraz te dawne, czyli Wilno i Lwów.

    By nie zapomnieli o korzeniach

    Pomysł Letniej Akademii Kultury i Języka Polskiego zrodził się w 1997 roku. Jego inicjatorami byli Jan Zubowski, ówczesny dyrektor III Liceum Ogólnokształcącego w Głogowie, i Leszek Lenarczyk, dyrektor Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Głogowie. – Uznaliśmy, że trzeba się zająć młodzieżą kresową i naszą, by dać jej poczucie wspólnych korzeni. Chcemy, by ta młodzież czuła więź z Polakami mieszkającymi na Kresach i by pomogła im zachować polskość – mówi Leszek Lenarczyk. – Działania Akademii skierowane są do młodzieży z Dolnego Śląska oraz z ośrodków polskich na dawnych Kresach. Zabiegamy o to, by młodzi się integrowali, uczyli wspólnej historii i tradycji oraz doskonalili język ojczysty – dodaje. Pierwszą akademię udało się zorganizować w 1999 roku. Uczestniczyło w niej ośmioro uczniów z III LO w Głogowie oraz 21 uczniów z polskich szkół na Litwie, Ukrainie i Białorusi. – Ta pierwsza letnia akademia była krótka. Trwała zaledwie cztery dni, w ciągu których odbyło się 20 godzin zajęć programowych. Przyjazd młodzieży powiązaliśmy wtedy z przybyciem do Głogowa zespołów uczestniczących w V Przeglądzie Kultury Kresowej. Dziś jest podobnie. Uczniowie przyjeżdżają do nas już na festiwal „Kresy”, w którym również uczestniczą, a później biorą udział w Akademii – mówi Leszek Lenarczyk. Przez 16 edycji Akademii Głogów odwiedziła już młodzież polska m.in. ze Lwowa, Brzeżan, Wilna, Kowna, Grodna, Iwieńca i Mińska.

    Od unii w Krewie do dziś

    Uczestnicy warsztatów mają zajęcia programowe, czyli m.in. wykłady i dyskusje na tematy historyczne oraz zwiedzanie ważnych dla dziejów i kultury polskiej miejsc. Uczniowie zawsze odwiedzają m.in. Muzeum Powstania Warszawskiego i Wilno. – Przez te kilkanaście lat, w ramach Akademii, odwiedziliśmy m.in. Kraków, Kazimierz Dolny, Kruszyniany i Bohoniki, Górę Świętej Anny, Lwów, Wilno, Warszawę czy Gdańsk i Gdynię. Wszystko po to, by młodzież wiedziała, że Polska była kiedyś krajem wielu narodów, kultur i religii – wyjaśnia Piotr Sobański, opiekun. – Chcemy uczestnikom warsztatów pokazać wspólny los Polski i krajów sąsiednich, od czasów unii polsko-litewskiej w Krewie aż po współczesność. Konfrontujemy różne optyki: litewską, białoruską i ukraińską z historiografią polską. Kiedyś dyskutowaliśmy, jak w różnych krajach przedstawiane jest zwycięstwo grunwaldzkie. Chłopak z Białorusi twierdził, że to pułki smoleńskie odegrały decydującą rolę, a młodzież z Litwy mówiła, że o wygranej zdecydował wielki książę Witold, zaś ucieczka Litwinów w pierwszej fazie bitwy z pola walki to nie przewaga Krzyżaków, ale zastosowanie wschodnich sposobów walki – tak podają litewskie podręczniki, dlatego staramy się przedstawić im różne punkty widzenia historii – dodaje. Wychowawcy zwracają uwagę młodzieży na piękno literatury, sztuki, zabytków, historię i polską mowę. – Młodzi ludzie sami się od siebie uczą. Często rozmawiają ze sobą na różne tematy do późnej nocy. Po powrocie do domów utrzymują również ze sobą kontakty telefoniczne i internetowe – mówi Piotr Sobański.

    Często bywam w Polsce

    Maksymilian Markarianc przyjechał ze Lwowa. Jest maturzystą w polskiej szkole nr 10 im. Marii Magdaleny we Lwowie. – Na przerwie podeszła do mnie jedna z nauczycielek i powiedziała mi, że jest letnia Akademia w Głogowie. Chętnie się zgłosiłem. Pochodzę z polskiej rodziny, czuję się Polakiem. Często w rodzinie rozmawiamy o dawnym polskim Lwowie. Moi bliscy opowiadają, że przed wojną dużo lepiej żyło się w naszym mieście, a dziś wszystko się pozmieniało. Część mojej rodziny mieszka dziś w Warszawie – opowiada Maksymilian. – W domu i w szkole mówimy po polsku. Gram też w Teatrze Polskim we Lwowie. W szkole również pamiętamy o ważnych wydarzeniach z historii Polski i rocznicach. Mamy uroczystości i apele. Nie wszyscy moi koledzy są Polakami, z kolegami Ukraińcami rozmawiam po ukraińsku. Nie mam z tym problemu, bo oprócz polskiego i ukraińskiego uczę się jeszcze języka rosyjskiego i angielskiego – dodaje. Maksymilian często odwiedza rodzinę w Polsce. Pobyt w Głogowie to dla niego jednak rodzaj innej niż zwykle wycieczki, z której jest bardzo zadowolony. – Szybko się tu wszyscy integrujemy. Często spotykamy się wieczorem w jednym pokoju, by w coś razem pograć lub porozmawiać. Wychodzimy też razem na miasto czy na basen, gramy w koszykówkę i piłkę nożną. Mamy okazję zwiedzać ciekawe miejsca. Cieszę się, że tu przyjechałem – mówi.

    Czasem wszystko nam się plącze

    Julia Greit i Tomasz Butkiewicz przyjechali z Wilna. Oboje bardzo chcieli zobaczyć Głogów. – Interesujemy się historią, dlatego tu przyjechaliśmy. Chodzimy do polskiego Gimnazjum im. Józefa Ignacego Kraszewskiego w Wilnie. W szkole i w domu, a nawet czasem w sklepie, mówimy po polsku, bo oboje mamy polskie korzenie – mówi Tomasz. – Moja mama jest Polką, a tata Rosjaninem. Interesuję się jednak tym, co polskie, i zawsze tak było. Historia Rosji nie interesuje mnie tak bardzo jak dzieje Polski. Tańczę i śpiewam w polskim chórze. W szkole poznajemy historię powszechną i litewską. Uczymy się w dwóch językach: polskim i litewskim, i czytamy z dwóch podręczników – z polskiego, by zrozumieć, i z litewskiego, żeby znać znaczenie terminów. To jest okropne. Tak mamy na każdym przedmiocie. Uczymy się czterech języków: polskiego, litewskiego, rosyjskiego i angielskiego. Czasem te języki się plączą i trzeba się mocno skupić, by odpowiedzieć poprawnie – dodaje Julia. Julia i Tomek są i czują się Polakami. Jak mówią, w ich domach zachowuje się staropolskie tradycje i dbałość o polską mowę. – Tutaj również mówimy po polsku. Mamy ciekawe zajęcia, ciągle poznajemy coś nowego. Uczestnicząc w akademii, odkrywamy też rozbieżności w nauczaniu historii. U nas, na Litwie, podręczniki są pisane z litewskiego punktu widzenia, tutaj tę historię poznajemy z innej strony. Staramy się to wszystko zrozumieć i jakoś sobie poukładać – mówi Tomasz.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół