• facebook
  • rss
  • Czas stoi, my ciągle idziemy

    dodane 23.07.2015 00:00

    Rolnicy u Pani Jasnogórskiej. Papież Franciszek odwiedzał w tym czasie Ekwador, Boliwię i Paragwaj. Trudno sobie wyobrazić, że był również odpowiedzialny za udział Marty Walkowiak w pielgrzymce rolników na Jasną Górę. A jednak słowa papieża zmobilizowały nowosolankę do wyjścia z domu.

    Przed cudownym obrazem Czarnej Madonny na zakończenie Eucharystii zmęczeni i bardzo wzruszeni pielgrzymi zawierzyli swoje życie Królowej Polski. Tu nie było miejsca na zbędne słowa, ale pątnicy z serca przedstawiali Matce Bożej swoje intencje: „Matko Maryjo, Królowo Wniebowzięta, pragniemy naszym głosem dołączyć do Twojego Magnificat. Wielkie rzeczy, które wobec Ciebie uczynił Bóg, powtarzają się tu i teraz. Oddajemy Tobie, Matko, nasze wspólnoty, pola, gospodarstwa i warsztaty pracy, wiemy, jak mało w nich miejsca dla Boga, a mimo to Bóg wywyższa pokornych. Zawierzamy Ci, Maryjo, ludzi starych i chorych, emerytów i rencistów, zmęczonych pracą i tych, którzy nie potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości społecznej. Zachowaj w nich optymizm życia i obudź nadzieję”.

    Tęsknota za prostotą Ewangelii

    W zakrystii kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej uczestnicy XXXII Pieszej Pielgrzymki Rolników z Otynia na Jasną Górę dzielą się swoimi przeżyciami. – Kończy się pielgrzymka i odczuwam żal, że trzeba się rozstać ze wspólnotą, którą tworzyliśmy przez 12 dni. Żal jest poranków, nawet żal jest bólu, który towarzyszył nam przez całą drogę. Doświadczenie pielgrzymkowe jest wyjątkowe i na co dzień nie jesteśmy w stanie tego przeżyć. Kiedy się wyruszy w drogę po raz pierwszy, potem w kolejnych latach człowiek tęskni za tymi wszystkimi przeżyciami, za ludźmi, którzy bezinteresownie ofiarują swoją pomoc, swój dom, kawałek podłogi, łóżko, posiłek... To sprawia, że pogłębia się wiara i słowa Chrystusa: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych moich braci najmniejszych, Mnieście uczynili” stają się rzeczywistością. To jest bardzo wymowne i odnajduję na pielgrzymce Jezusa każdego dnia i w każdym człowieku, paradoksalnie nawet w tym, który mnie upomina – mówi Katarzyna Konsur z Zielonej Góry.

    – Pielgrzymka to wyjątkowe doświadczenie duchowe, którego nie da się porównać z jakimkolwiek innym przeżyciem. Wspólna modlitwa, a szczególnie spowiedź, kiedy podczas wędrówki, wśród pól, możemy doświadczyć spotkania z miłosierdziem Boga i doświadczyć nawrócenia... Otwarta przestrzeń potęguje uczucie wolności, oczyszczenia i zerwania z grzechem – dodaje Sylwia Gola.

    Pomimo zmęczenia K. Konsur zwraca uwagę na jeszcze jedną wyjątkową rzecz: – Niezwykle ważnym elementem pielgrzymowania pieszo jest doświadczenie czasu. Każdego dnia pędzę, a tutaj można się zatrzymać, chociaż ciągle idziemy, i nie muszę się spieszyć. Ten czas jest totalnie dla Pana Boga i dla drugiego człowieka. Na dalszy plan schodzą myśli związane z pracą, koniecznością zapłacenia rachunków. To jest naprawdę możliwe, żeby wyhamować, pozwolić sobie na pauzę. Idąc setki kilometrów, mamy szansę odkryć na nowo obecność Boga, zaprzyjaźnić się z Maryją. Moja droga duchowa to dojrzewanie z Chrystusem. Kiedy byłam dzieckiem, Jezus kojarzył mi się też jako mały chłopiec. Dzisiaj, będąc matką już nastoletnich dzieci, widzę, jak Chrystus przemawia do mnie, i to do mnie trafia, bardzo bezpośrednio. Jego słowo prowadzi mnie i – mam nadzieję – powiedzie właściwą drogą do zbawienia, do nieba.

    W pielgrzymowaniu nad bezpieczeństwem pątników czuwa ekipa kierujących ruchem. To bardzo odpowiedzialne i wymagające wysiłku zadanie. – Na zakończenie 12 dni pielgrzymowania jest we mnie sporo uczuć o przeciwnych biegunach. Pewnie łączy się to z tym, że niosłem ze sobą bardzo trudne intencje i to wszystko wymagało ogromnego poświęcenia. Bardzo pozytywnym doświadczeniem, z czego bardzo się cieszę, było to, że mogłem w grupie porządkowych współpracować z młodymi ludźmi, którzy naprawdę wykazali się wielką dojrzałością i gotowością do poświęcenia. To jest dla mnie ogromna nadzieja – spotkałem młodzież, która nie jest egoistyczna, wręcz przeciwnie – jest gotowa do poświęceń i ma naprawdę wielkie serce – mówi Paweł Konsur z Zielonej Góry, szef grupy kierującej ruchem.

    Wyjdź z domu, posłuchaj Boga

    Na parkingu przed Domem Pielgrzyma spotykamy grupę młodzieży spieszącą się na wspólny obiad. Jedna z nastolatek opowiada: – To była dla mnie szczególna pielgrzymka. Pierwszy raz poszłam z Otynia do Częstochowy dwa lata temu, w minionym roku, muszę przyznać, zabrakło mi duchowych sił. W tym roku pojechałam na Lednicę i dużo czytałam papieża Franciszka. W jednej z wypowiedzi ojciec święty napisał, że aby odnaleźć siebie, musimy wyjść z domu, wyjść na drogę i opuścić samych siebie, a w tej drodze Pan Bóg nam powie, gdzie chce nas widzieć, gdzie chce, żebyśmy byli. I te słowa bardzo mnie zainspirowały. Idę teraz do czwartej klasy technikum, przede mną matura i wybór życiowy, co chciałabym dalej robić. Dlatego w tym czasie, również na pielgrzymim szlaku, starałam się słuchać Pana Boga, żeby być szczęśliwą. To jest moje osobiste doświadczenie, że kiedy jestem blisko Jezusa, jestem też blisko siebie – i to daje mi prawdziwe szczęście. Dlatego ta droga była dla mnie taka wyjątkowa. Każdego dnia pielgrzymki słyszałam głos Boga w swoim sercu, ale On mówił też przez innych ludzi, to było niesamowite. Każdego poranka mówiłam, z jaką intencją idę ten kolejny etap. Pewnego dnia obudziłam się i powiedziałam, że dzisiaj idę za siebie. I od razu pątnicy zaczęli mi zadawać bardzo osobiste pytania. Muszę przyznać, że na początku troszkę się przeraziłam, bo Bóg mówi do mnie bardzo wyraźnie w sercu, ale też posługuje się ludźmi. On naprawdę mnie słucha, a spotkanie z Nim daje przede wszystkim radość z tego, jaka jestem, i z tego, że mogę być z innymi ludźmi – opowiada. – Podczas pielgrzymki było wiele trudnych sytuacji, kiedy np. było bardzo gorąco, 36-stopniowe upały, niektóre osoby mdlały, a ja starałam się iść, wiedząc, jak ważne są intencje, które przedstawiam Bogu. To dodawało mi sił, zrozumienia, że to cierpienie ma sens, bo na pewno wyda owoce. To dzięki papieżowi Franciszkowi poszłam na pielgrzymkę rolników do Częstochowy i dlatego też każdego dnia pamiętałam o nim w modlitwie. Argentyński papież pozwala się prowadzić Duchowi Świętemu, on jest dla mnie wyjątkowy, bo słyszę od niego to, co jest dla mnie ważne. Franciszek zawsze wie, co powiedzieć, pociąga młodzież tym, że jest bezpośredni, dobry, życzliwy. Kiedy się kończy pielgrzymka, robi się autentycznie przykro, że to już naprawdę koniec, a jednocześnie człowieka rozpiera szczęście, że gdy ufamy Bogu, nic złego nam się nie stanie. Sprawdziło się, bo zaufałam – opowiada Marta Walkowiak z Nowej Soli.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół