• facebook
  • rss
  • Fachowcy od wszelkich boleści

    ks. Marcin Siewruk


    |

    Gość Zielonogórsko-Gorzowski 33/2015

    dodane 13.08.2015 00:00

    Pielgrzymkowa służba medyczna. Przebijanie pęcherzy, opatrywanie ran, usuwanie żądeł, leczenie i pielęgnacja twarzy pechowca po upadku na asfalt. Medycy na pielgrzymkowym szlaku muszą być przygotowani na wszystko.


    Mój zawód, leczenie ran jest moją pasją, nie wyobrażam sobie, żebym nie mogła wykorzystać swojego potencjału dla pielgrzymów, źle bym się czuła. Opatrując ranę, nie mogę zrobić tego byle jak, bo wiem, że jeśli będzie to źle wykonane, to pielgrzymowi coś może się zadrzeć, zawinąć i zrobi się kolejny pęcherz. Zawodowo specjalizuję się w pielęgnacji ciężko gojących się ran, więc mam doświadczenie w zastosowaniu odpowiednich środków – mówi Monika Rubaszewska, pielęgniarka z 30-letnim stażem, szefowa pielgrzymkowej służby medycznej. 
Ekipę medyczną uzupełniają doświadczeni profesjonaliści: Beata Spała, ratownik medyczny z kilkuletnim stażem, i Rafał Iwasieczko, ratownik medyczny, kierowca ambulansu, od 9 lat w branży medycznej. Działają w polowych warunkach, ale zawsze zgodnie z kodeksem etyki i przy zastosowaniu aktualnej wiedzy medycznej. 


    Skrupulatne przygotowania


    Grupa medyczna przygotowanie do pielgrzymki rozpoczyna już w marcu, czyli ponad cztery miesiące przed wyjściem na Jasną Górę. Trzeba zdobyć – najczęściej od sponsorów – sprzęt medyczny, leki, maści, materiały opatrunkowe, środki do dezynfekcji, żele na zmęczone nogi, środki łagodzące otarcia, a potem to wszystko odpowiednio przygotować do użytku w trudnych warunkach polowych. Każdego roku spakowanych jest 12 skrzyń wyposażenia grupy medycznej. Szukanie kontaktów z producentami i handlowcami wymagało na początku mozolnej pracy, ale przyniosło skutki – pielgrzymkowy „szpital” dysponuje wszystkimi niezbędnymi środkami potrzebnymi na pielgrzymkowym szlaku. – Pamiętam swoją pierwszą pielgrzymkę sprzed 10 lat, oczywiście w grupie medycznej. Byłam wtedy pielęgniarką w jednej z grup. Pełno kartonów, nie wiedziałam, jak sobie z tym poradzić, a w dodatku przez pierwsze sześć dób ciągle padało. Właściwie cały czas kartony przemakały i musiałam po drodze prosić w sklepach o suche pudła, żeby materiał medyczny utrzymać w odpowiedniej, mikrobiologicznej czystości. Wtedy wymyśliłam sobie, że na następną pielgrzymkę kupię solidną metalową walizkę. Używam jej do dzisiaj. I kiedy idę na opatrunek, otwieram swoją walizkę i zabieram się do opatrywania rany. Siadam wtedy na karimacie i to jest mój odpoczynek, bo maszeruję na wszystkich etapach pielgrzymki – opowiada Monika Rubaszewska. 


    Grunt to dobra organizacja


    Opieka medyczna na pielgrzymce jest sprawnie zorganizowana. Każda grupa ma swoją ekipę, która zajmuje się m.in. przebijaniem pęcherzy, dezynfekcją małych ran. Kiedy „grupowy” POZ (Podstawowa Opieka Zdrowotna) nie potrafi sobie poradzić z bardziej skomplikowanym urazem, prosi o pomoc centralną służbę medyczną. „Chirurgiczna Przychodnia Specjalistyczna” jest przygotowana na wszystkie możliwości i udziela odpowiedniej pomocy. Ratownicy medyczni Beata i Rafał są zawsze gotowi do podjęcia czynności reanimacyjnych. W sytuacjach poważniejszych lub wątpliwych z pomocą przychodzi lekarz kardiolog, który maszeruje z pielgrzymami z grupy biało-czerwonej.
– Będąc 10 razy na pielgrzymce, nigdy nie miałam żadnego pęcherza, ale staram się z pełną empatią wczuć się w sytuację pielgrzyma – pacjenta. Dlatego nie zamawiam kompresów gazowych, tylko gaziki włókninowe, żeby były mięciutkie i żeby cierpiący poczuł się dobrze. Nie stosuję żadnych bandaży, tylko taśmę włókninową, która pracuje z nogą, naddaje się w odpowiedni sposób, żeby pielgrzym miał komfort, mógł dojść na Jasną Górę – wyjaśnia siostra Monika, zawodowa pielęgniarka.


    Pielgrzymkowe przypadłości


    Najczęstszymi dolegliwościami na pielgrzymce są pęcherze. Gdy zostaną nieumiejętnie przebite lub źle opatrzone, pojawiają się bolące rany. Bardzo często pątnicy narzekają na odbicie okolicy podeszwowej stopy. Ta dolegliwość to efekt zbyt cienkiej podeszwy butów, długotrwałego chodzenia po twardym asfaltowym podłożu i ciągłego ucisku jednego miejsca stopy. Aby uniknąć odbić, należy mieć obuwie z miękką, amortyzująca podeszwą. – Młoda dziewczyna miała bardzo poranione stopy, bo szła w bardzo twardych, skórzanych sandałach. Kilka etapów przejechała w samochodzie, bo zaopatrzone nogi nie mieściły się do jej sandałów. Tak bardzo chciała iść, że pożyczyła od kierowcy klapki kąpielowe. Przeszła jeden etap, potem kolejny i tak jej się dobrze szło, że do Częstochowy wkroczyła w klapkach – wspomina Monika Rubaszewska.
Pielgrzymi często uskarżają się również na bóle stawów; skokowych, kolanowych i biodrowych. Po paru dniach wędrówki następuje przesilenie i osoby, które mają na co dzień mało ruchu, odczuwają obrzęki stawów, zapalenie ścięgien. Dlatego dobrym sposobem jest rozchodzić się przed pielgrzymką, zahartować stopy.
Częstym rodzajem pielgrzymkowych przypadłości są uczulenia. Przy bardzo wysokiej temperaturze asfalt znacznie się nagrzewa i paruje. Wtedy pielgrzyma dopada „asfaltówka” – dolegliwość powodująca zaczerwienie i zmiany skórne na nogach. Skutecznym środkiem zapobiegawczym jest podawane doustnie wapno.
Wśród pielgrzymów często dochodzi do zasłabnięć, najczęściej podczas Mszy św. Często wiąże się to z nagłym wstawaniem i spadkiem ciśnienia tętniczego we krwi. Ratownicy mają doświadczenie i dobre oko, obserwują dokładnie pielgrzymów i kiedy ktoś tylko zaczyna się chwiać – wkraczają do akcji.
Aktywność służby medycznej nie ogranicza się wyłącznie do udzielania pomocy w sytuacjach zagrożenia czy pojawienia się dolegliwości. Ratownicy przypominają z uporem maniaka, by nosić nakrycia głowy, aby uniknąć zagrożenia udaru słonecznego, oraz o piciu odpowiedniej ilości wody. A jaka to jest odpowiednia ilość wody, kiedy pielgrzymi maszerują w palącym słońcu po rozgrzanym asfalcie? 
– Średnio powinno się wypić ok. 4 litrów wody, najlepiej ze szczyptą soli, żeby nie pić jałowej wody, z małą ilością mikroelementów. W prażącym słońcu pielgrzymi pamiętają o uzupełnianiu wody, gorzej jest w pochmurne dni, chociaż organizm wypaca podobnie duże ilości wody – tłumaczył Rafał Iwasieczko.
Zdarzają się sytuacje nadzwyczajne. 5 sierpnia, na jednym z postojów, chłopiec, jedząc pączka, został użądlony przez osę. Żądło owada zostało w języku i trzeba je było usunąć pęsetą. Na szczęście pechowy amator pączków nie był uczulony na ukąszenia i nie doszło do sytuacji zagrożenia życia.


    Godni zaufania


    Zmęczenie i ból oraz życzliwe, pełne wyrozumiałości nastawienie służby medycznej sprawia, że pielgrzymi chętnie opowiadają o sytuacji w grupie, o noclegu. Czasami zdarza się, że żalą się, jak mają już wszystkiego dosyć, nierzadko też płaczą. Ale po udzieleniu pomocy, gdy ból ustąpi, na nowo wracają siły do wędrówki. – Poza członkami grupy zaliczamy się do najbliższego środowiska pielgrzyma, dlatego mają do nas więcej zaufania. Mam wrażenie, że opowiadają nam o wielu sprawach, bo wiedzą, że my nikomu o tym nie powiemy. A poza tym, kiedy potrzebują pomocy medycznej, to przełamują często wstyd i pytają nas o wiele spraw, szukają porady – mówi Beata Spała.
Zebranie odpowiednich ludzi, którzy z zaangażowaniem, poświęceniem i pasją służą pielgrzymom na szlaku, to zadanie kierownika pielgrzymki. Odpowiednia logistyka, koordynacja to warunek bezpieczeństwa pątników. – Nie spotykamy się ze sobą tylko na pielgrzymce, ale także w różnych sytuacjach w ciągu roku. Pomagamy sobie, możemy na siebie liczyć, przyjaźnimy się i wiemy, że jesteśmy sobie bardzo potrzebni, również poza pielgrzymką – przyznaje ks. Andrzej Wręczycki, kierownik gorzowskiej pielgrzymki pieszej na Jasną Górę. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół