• facebook
  • rss
  • Papież w dwóch światach

    dodane 08.10.2015 00:00

    „Kto nie żyje po to, aby służyć, nie służy życiu” – Te słowa papieża wypowiedziane w Hawanie wybrzmiały dla mnie najbardziej – mówi ks. Witold Lesner.

    Wielkimi krokami zbliża się spotkanie młodzieży z papieżem Franciszkiem w Krakowie. Póki co o swoim ostatnim spotkaniu z Ojcem Świętym opowiadają nasi diecezjanie zza wielkiej wody.

    Dziękował babciom i mamom

    Kubańczycy z diecezji Najświętszego Zbawiciela Bayamo-Manzanillo, gdzie posługuje ks. Witold Lesner, wzięli udział w trzech różnych spotkaniach z papieżem: w Holguin, Santiago de Cuba i w El Cobre. W tym ostatnim, w narodowym sanktuarium Matki Bożej Miłosierdzia, był nasz diecezjalny misjonarz ks. Witold Lesner. – To było bardzo kameralne spotkanie. Franciszek Mszę św. odprawił przy głównym ołtarzu sanktuarium. Jest pierwszym papieżem, który to zrobił. Asystowało mu kilkunastu biskupów i ok. 40 księży. Mówił przede wszystkim o miejscu Matki Bożej w życiu chrześcijan i konieczności zawierzenia Jej swojego życia, naszej przyszłości – mówi ks. Lesner. Papież Franciszek dziękował babciom i mamom, dzięki którym wiara chrześcijańska przetrwała trudne lata tuż po zwycięstwie rewolucji komunistycznej. – To, że mamy dziś kościoły i ludzi w tych kościołach, to w dużej mierze ich zasługa. Widziałem, że wiele osób kiwało potakująco głowami na te słowa. Dziś w kościołach jednak są przede wszystkim kobiety i dzieci. Mężczyzn praktycznie nie ma – przyznaje ks. Lesner. Ze statystyk z diecezji Najświętszego Zbawiciela Bayamo-Manzanillo wynika, że jeszcze w 1960 roku było w niej 8710 chrztów, a w 1979 – tylko 172. Po wizycie Jana Pawła II w 1998 roku rodzice ochrzcili 2417 dzieci. Ale później liczba ta ponownie spadła i w ubiegłym roku chrztów było 1804. – To pokazuje, jakie spustoszenie zrobiła indoktrynacja komunistyczna na Kubie oraz faktycznie ile zależało i wciąż zależy od babć i mam – tłumaczy ks. Witold. A co na to sami Kubańczycy? Angela Eugenia González Bouzas była na spotkaniu z Janem Pawłem II, potem z Benedyktem XVI, a teraz z Franciszkiem. – Jestem zawsze! Wiara i Kościół są dla mnie najważniejsze w życiu i dlatego tak ważne są dla mnie te spotkania i słowa, które papież do nas powiedział – mówi Kubanka z parafii ks. Witolda Lesnera. – One dodają mi otuchy, motywują, by dalej trwać. Serdeczność Franciszka, jego bezpośredniość chwytają za serce, ale i zobowiązują do działania. Jeszcze nie mam żadnego konkretnego postanowienia, ale i tym razem będę chciała w praktyce wypełnić papieską zachętę do służby. Już teraz jestem w radzie parafialnej, służę w biurze parafialnym, ale trzeba zrobić jeszcze coś – dodaje.

    Dzisiaj jest papież w mieście

    W spotkaniach z Ojcem Świętym w USA uczestniczył inny nasz diecezjanin, który posługuje w parafiach w Breckenridge i Silverthorne w Kolorado. Ks. Wojciech Gierasimczyk, pochodzący z Gorzowa Wlkp., był na spotkaniu z papieżem Franciszkiem w Filadelfii i Waszyngtonie. W tym drugim miał okazję koncelebrować razem z Ojcem Świętym Eucharystię. Szczególne rzeczy działy się jednak nie tylko przy ołtarzu, ale też w tłumie ludzi, którzy przybyli na spotkanie z papieżem Franciszkiem. – W Filadelfii wielu ludzi, w tym ja, nie mogło dostać się na główny plac, aby uczestniczyć we Mszy św. na zakończenie Światowego Spotkania Rodzin. Pomimo tej niedogodności nikt nie narzekał. Wszystko było przyjmowane w spokoju, a przecież wielu przemierzyło cały świat, aby być na tej Mszy – opowiada ks. Wojciech. – Godna pochwały była postawa mieszkańców Filadelfii, którzy na widok tłumów wystawiali swoje telewizory przed domy, abyśmy mogli oglądać Mszę św. Rozdawali pączki oraz wodę. A w tym samym czasie papież mówił o małych „oznakach czułości, miłości, i współczucia” – dodaje. Z papieskiej pielgrzymki ks. Wojciechowi szczególnie utkwiły papieskie słowa wypowiedziane w Waszyngtonie: „Misja nigdy nie jest owocem doskonale zaplanowanego programu lub dobrze zorganizowanego podręcznika. Misja jest zawsze owocem życia, który oznacza być znalezionym i uzdrowionym, napotkanym, któremu przebaczono”. – To jest słowo, które bardzo mi pomaga, bo przed niepowodzeniami, trudnościami, niezrozumieniem jest pokusa brania spraw w swoje ręce i opierania się tylko wyłącznie na swoim człowieczeństwie. Papież Franciszek mówi jednak, że misja rodzi się z doświadczenia odnalezienia, uzdrowienia, i przebaczenia – zauważa kapłan. – Również słowa, w których papież mówił o potrzebie pokory w pierwszych latach powołania, doszły do mojego serca, bo mam tylko nieco ponad trzy lata kapłaństwa – dodaje. Nie tylko Kubańczycy czekali na papieża. – Zapadła mi w pamięć pewna rozmowa matki ze swoim dzieckiem, którą podsłuchałem, gdy wychodziliśmy z dworca kolejowego w Filadelfii. Dziecko, widząc żołnierzy i policjantów pilnujących porządku, zapytało: „Mamo, co się dzieje?” Na to mama: „Dzisiaj jest papież w mieście. Wiesz, to tak jakby Pan Jezus przybył do nas” – opowiada ks. Wojciech.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół