• facebook
  • rss
  • Skarbiec tradycji

    dodane 05.11.2015 00:00

    – Bukowina to kresy Kresów. Kraina o pięknym krajobrazie i przecudnych bukowych lasach – opowiada Wilhelm Skibiński z Zielonej Góry.

    O swojej ukochanej Bukowinie napisał nawet książkę zatytułowaną: „Znad Prutu Czeremoszu na Ziemię Lubuską. Wspomnienia o Bukownie”. „Jesteśmy ludźmi stąd, z Ziemi Lubuskiej, Dolnego Śląska, Warszawy, Krakowa, Poznania, Łodzi czy Gdańska. Jednocześnie z Czerniowiec, Waszkowiec, Storożyńca, Kocmania, Zastawnej, Wiżnicy, Hliboki, Suczawy, Pleszy, Rudy, Nowego Sołońca i wielu innych miejscowości na Bukowinie oraz z Kresów II Rzeczypospolitej. Pokoleniom Polaków tam żyjących, jak i w Polsce winni jesteśmy chociażby wspomnienia” – czytamy we wstępie. – Bogata mozaika etniczno-kulturowa i religijna Bukowiny to nie tylko różne języki i świątynie, ale przede wszystkim wspólne wsie, miasta, ulice i podwórka. W swej niepowtarzalnej różnorodności pozwolono na zachowanie każdemu własnej tożsamości narodowej. Z tych względów Bukowinę nazywano „Szwajcarią Wschodu” lub „Mini Europą” – tłumaczy Wilhelm Skibiński.

    Wojna wszystko popsuła

    Wilhelm Skibiński urodził się w 1933 roku we wsi Stanowce Dolne na Bukowinie, rejon storożyński, obwód czerniowiecki. Jego ojciec był kowalem, mama gospodynią domową. Miał dwójkę rodzeństwa. Już po zakończeniu II wojny światowej, w sierpniu 1945 roku, wraz z mamą i siostrą przyjechał jako 12-letni chłopak na Ziemie Zachodnie. – Od tego czasu mieszkam w Zielonej Górze. Tutaj skończyłem szkołę podstawową, średnią i wyższą. Tu też założyłem rodzinę i przepracowałem w oświacie ok. 50 lat. Niestety, tato nie przyjechał z nami, bo zmarł na Bukowinie i tam odwiedzam jego grób – opowiada Wilhelm Skibiński. Stanowce to była duża miejscowość. – Był u nas sąd, gmina, dom kultury, kościół, dwie cerkwie, synagoga. Ludzie do 1939 roku żyli zgodnie. Polacy, Ukraińcy, Żydzi, a nawet dużo Niemców. W naszym kościele była najpierw Msza św. dla Polaków, a potem dla Niemców, których większość było wyznania rzymskokatolickiego – wyjaśnia zielonogórzanin. – W szkole też się nikt z nikogo nie śmiał, że ktoś chodzi do kościoła, inny do cerkwi, a jeszcze inny do bożnicy. To było coś normalnego i wszyscy się szanowali. W czasie wojny to się popsuło i na nieszczęście trwa do dzisiaj – dodaje. To właśnie w Stanowcach pan Wilhelm po raz pierwszy uczestniczył w Eucharystii. – Może to zabrzmi dziwnie, ale dwa razy w swoim życiu przeżywałem Pierwszą Komunię Świętą. Tuż przed wyjazdem nasz ksiądz zebrał wszystkie dzieci i powiedział, że jak jedziemy w nieznane, to musimy przystąpić do Komunii. Mieliśmy tylko kilka spotkań i katechez. Jak przyjechaliśmy tu, na Ziemie Zachodnie, to ksiądz zapytał, kto był u Pierwszej Komunii. Oczywiście zgłosiłem się, opowiedziałem, jak to było. Ksiądz wysłuchał i stwierdził, że nic nie zaszkodzi, jeśli przygotuję się jeszcze raz – opowiada z uśmiechem.

    Zbudowali bukowiński dom

    Od prawie 20 lat pan Wilhelm jest prezesem Stowarzyszenia Wspólnota Bukowińska. – Nasza organizacja w swoim statucie ma opiekę nad naszymi rodakami, którzy tam pozostali. Założyliśmy to stowarzyszenie, żeby uchronić od zapomnienia to, czego nasi przodkowie dokonali na Bukowinie – wyjaśnia prezes. – Zbieramy pamiątki, spotykamy się, kontynuujemy tradycje naszych ojców. Z Bukowiny przyjechało ok. 50 tys. naszych rodaków. Najwięcej osiedliło się na ziemi lubuskiej. Tu kontynuują te bukowińskie tradycje i obyczaje. Niektórzy pozostali za granicą i są tam najlepszymi ambasadorami kultury polskiej, dlatego wspieramy ich, jak możemy. Ostatnio, podczas Prezentacji Kultury Polaków z Kresów Wschodnich i Bukowiny, gościliśmy tamtejsze zespoły taneczne i śpiewacze. Dzieciom naszych rodaków, które uczą się języka polskiego w szkołach sobotnio-niedzielnych, wysyłamy podręczniki i pomoce naukowe – opowiada. Stowarzyszenie wiele robi, aby kultywować pamięć o Bukowinie również tu na miejscu. W 1998 roku odbyło się spotkanie dawnych mieszkańców Bukowiny. – Jednym z pierwszych postulatów było to, żeby pamiątki nie zginęły. Rozpocząłem starania o pomieszczenie. Nie znaleźliśmy go w Zielonej Górze, dlatego zdecydowaliśmy się rozpocząć starania o wybudowanie Domu Bukowińskiego. Z propozycją wystąpiliśmy do Muzeum Etnograficznego w Ochli (dziś miejscowość należy do Zielonej Góry – przypis red.). Dyrekcja zgodziła się i wyznaczyła miejsce na budowę – wspomina Wilhelm Skibiński. – Dzięki wielu wspaniałym ludziom i instytucjom udało się to zrobić. W wybudowanym domu zebraliśmy ok. 3,5 tys. różnego rodzaju eksponatów. Gorąco zachęcam do zwiedzenia – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół