Nowy numer 20/2018 Archiwum

Niespodzianka na górze Tabor

– Gdybyśmy nie byli na Drodze Neokatechumenalnej, to dawno bylibyśmy już po rozwodzie. Dzięki Panu Bogu w ubiegłym roku obchodziliśmy 40-lecie małżeństwa – mówił w czasie świadectwa pan Andrzej.

Jeden z etapów drogi neokatechumenalnej to „Redditio Symboli”. Podczas niego członkowie wspólnoty publicznie wyznają wiarę i składają świadectwo tego, co Bóg uczynił w ich życiu. Uroczystym nieszporom 2 marca w kościele pw. św. Wojciecha w Gorzowie Wlkp. przewodniczył proboszcz ks. Andrzej Szkudlarek.

Świadome wyznanie wiary

Czym jest publiczne wyznanie wiary? – Jest zwykłą praktyką Kościoła od najwcześniejszych lat. Publicznego wyznania wiary dokonujemy przy wszystkich większych uroczystościach i świętach. Na Drodze Neokatechumenalnej bracia i siostry przeżywają etapami odnowienie swojego chrztu. Zatem publiczne wyznanie wiary jest świadomym działaniem w ramach odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych – wyjaśnia Hubert Lary, katechista. W środowy wieczór 2 marca swoim świadectwem podzieliły się trzy losowo wybrane osoby z najstarszej wspólnoty przy parafii pw. św. Wojciecha. – Mam 66 lat. Jestem tu z żoną. W ubiegłym roku obchodziliśmy 40-lecie małżeństwa. Mamy trójkę dorosłych dzieci żyjących w małżeństwach, i dziewięcioro wnuków – tak rozpoczął swoje świadectwo pan Andrzej, który pochodzi z rodziny katolickiej. Po maturze przyszedł czas na studia w Poznaniu i niestety także czas zaniedbania praktyk religijnych. – Po dwóch latach sporadycznie uczestniczyłem w niedzielnych Mszach, przestałem przyjmować sakramenty święte – opowiadał. – Po zakończonych studiach z nakazem pracy wyjechałem do gorzowskiego Stilonu. Niebawem zakochałem się w dziewczynie i po kilku miesiącach wzięliśmy ślub. Wkrótce otrzymaliśmy mieszkanie, potem urodziły się nam dwie córki. Był to szczęśliwy okres w moim życiu – przyznał gorzowianin.

Zacząłem wołać Boga o ratunek

Po upływie kilku lat zaczęły jednak pojawiać się trudności i małżonkowie zaczęli się od siebie oddalać. – Oddałem się wtedy mojej pasji, czyli turystyce. Z tym wiązały się częste wyjazdy. Za zgodą dyrekcji mojego zakładu pracy organizowałem liczne wycieczki krajowe i zagraniczne, głównie dla pracowników. Ponadto działałem w kilku organizacjach turystycznych, regionalnych i ogólnopolskich, co wiązało się z kolejnymi wyjazdami i poświęceniem czasu kosztem przebywania z żoną i dziećmi – mówił gorzowianin. – Był to okres głębokiego kryzysu w naszym małżeństwie i w naszej rodzinie. Wtedy dostrzegłem, że doszedłem w swoim życiu do przepaści, że nasze małżeństwo może się lada miesiąc rozpaść. Po latach zacząłem w duchu wołać do Boga o ratunek, o miłosierdzie i o światło na moje życie – kontynuował. Momentem przełomowym był styczeń 1987 roku. Pan Andrzej na Mszy św. w swojej parafii usłyszał świadectwo życia od młodych małżonków z Warszawy. – Mówili, że ich małżeństwo uratował tylko Pan Bóg. Z podziwem słuchałem ich słów. Wszystko to powtórzyłem mojej żonie. Ona wysłuchała cyklu katechez i po pewnym czasie zobaczyłem, jak powoli zaczynają zmieniać się nasze relacje małżeńskie – mówił pan Andrzej. – Niedługo po tym Pan Bóg dał nam kolejną niespodziankę, mianowicie pielgrzymkę do Ziemi Świętej, gdzie na górze Tabor, Przemienienia Pańskiego, mogliśmy wspólnie prosić o przemienienie naszych serc i o ponowną miłość między nami, a także o łaskę wzajemnego przebaczenia. Jezus Chrystus zadziałał tu z całą mocą. Po raz pierwszy w życiu mogłem bardzo szczerze prosić żonę o przebaczenie i to przebaczenie przyjąć. Bóg powoli zaczął odnawiać nasze małżeństwo i przywracać miłość wzajemną. Skończyłem z organizowaniem wyjazdów, od tego czasu jeździmy wyłącznie we dwoje lub z dziećmi – kontynuował.

Bóg znalazł rozwiązanie

Wkrótce przyszło kolejne doświadczenie. W wieku 50 lat pan Andrzej stracił pracę, bo jego dział został zlikwidowany. To był bardzo trudny okres. – Otrzymałem propozycję pracy w Łodzi, a do domu miałem przyjeżdżać na dwa dni w tygodniu. Jednakże zrezygnowałem z tej pracy, bo miałem już złe doświadczenie z wcześniejszych rozłąk w naszym małżeństwie i rodzinie. Ale i tu Pan Bóg znalazł dla mnie rozwiązanie – dostałem pracę w firmie blisko domu – tłumaczył gorzowianin. – Dzisiaj widzę, jak Pan Bóg ratował mnie, kiedy opierałem się na jego słowie i jak bardzo mi pomagał w pokonywaniu przeciwności. Cieszę się, że ciągle daje mi miłość do żony, mimo upływu ponad 40 lat naszego małżeństwa. Wiem, że jestem słabym człowiekiem i mogę każdego dnia dużo lub wszystko stracić, jeśli odejdę od Chrystusa. Jestem wdzięczny Kościołowi, że odnalazł mnie w stosownym czasie. Wiem, że Duch Święty prowadził mnie przez tyle lat. Z tej wdzięczności miałem odwagę chodzić z misją po domach naszej parafii i głosić Dobra Nowinę, głosić katechezy, udzielać się w życiu naszej parafii i mówić o miłości Boga do człowieka. Wobec tego mogę mówić: „Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego…” – modlił się na koniec pan Andrzej, bo każde świadectwo kończy się wyznaniem wiary.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma