Nowy Numer 8/2018 Archiwum

Sezon na łosia

Od strony Odry widać całą wieś z majestatycznym kościołem. Uwagę przyciąga wyłaniający się zza drzew i stawu zameczek, przypominający pałac śpiącej królewny.

W zasobach Zielonogórskiej Biblioteki Cyfrowej trafiamy na kronikę Klenicy. Trudno oderwać wzrok od precyzyjnie zapisanych stron. Przeglądając kolejne karty napotykamy na interesujące fotografie z przełomu XIX i XX wieku. Na zdjęciach widzimy kościół, jego wspaniały wystrój, inne ciekawe budynki oraz ludzi, m.in. książęce małżeństwo Radziwiłłów – Marię Dorotę i Antoniego.

To na ich ślubie w żagańskim kościele Franciszek Liszt zagrał „Veni Creator Spiritus”. Jeden kadr dokumentuje dumnego księcia Antoniego, któremu udało się podczas polowania ustrzelić ogromnego łosia. Lektura zapisków ks. Ludwiga Wolnego jest tak intrygująca, że trzeba koniecznie udać się do Klenicy i z bliska przyjrzeć się tej nadodrzańskiej miejscowości. U ks. Grzegorza Kniazia, obecnego proboszcza klenickiej parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, odnajdujemy kolejny interesujący artykuł ks. Wolnego, niemieckiego proboszcza w Klenicy w latach 1917–1945 i wyruszamy wspólnie na spacer. Idziemy według wskazówek z 1917 r. Wieś położona jest na równinie, ma wiele urokliwych miejsc, szczególnie w pobliżu Odry. W dolinie rzeki księżna Maria Dorota de domo de Castellane, żona księcia Antoniego Radziwiłła, stworzyła piękne miejsca, gdzie w samotności można było oddawać się marzeniom. W roku 1917 można było zachwycać się radziwiłłowską doliną z pięknymi dębami, kasztanową aleją, szlachetnymi platanami oraz herbacianą altanką zbudowaną na wyspie „starej” Odry. Obserwując krajobraz od strony Odry, widzimy całą wieś z majestatycznym kościołem oraz przyciągającym uwagę pałacem myśliwskim. Zza drzew i stawu wyłania się zameczek, jakby z bajkowego świata, przypominający pałac Śpiącej Królewny. Urokliwa budowla została przebudowana według planów i pomysłów księżnej Radziwiłł. Podziwiamy pałac myśliwski późną zimą, ale oczami wyobraźni widzimy go otoczonego kwitnącą łąką, wśród zieleni drzew. Kiedyś pomiędzy myśliwską rezydencją książęcą a drogą było bagnisko, osuszone na polecenie księżnej Doroty, na jego miejscu powstał staw, na którego wysepce, księżna ustawiła ażurową altanę w stylu Sanssouci. Przyglądając się temu miejscu, możemy zrozumieć wnuczkę Doroty de Talleyrand-Perigord, dlaczego tak chętnie tutaj przebywała. Również książę Antoni Radziwiłł od momentu, kiedy po raz pierwszy odwiedził dobra w Klenicy, był zauroczony pięknem i bogactwem lasów, które stanowiły znaczną część majątku. Książę postanowił, że Klenica będzie idealnym miejscem do urządzania polowań i przyjmowania gości, europejskiej arystokracji. Dla podkreślenia łowieckiej rangi rezydencji właściciele w 1884 r. wybudowali pałac myśliwski. Klenickie łowy księcia Radziwiłła trwały często kilka dni, a myśliwi polowali na bażanty, króliki, jelenie i łosie. Arystokraci coraz więcej czasu spędzali w klenickiej letniej rezydencji. Miejscowi rzemieślnicy przeprowadzali konieczne remonty. Radziwiłłowie stali się głównymi patronami i mecenasami Klenicy oraz kościoła. Ufundowali na wschodniej ścianie świątyni kaplicę z barokowym ołtarzem. Po śmierci księcia Antoniego, zmarłego 16 grudnia 1904 r. (obrazek z jego pogrzebu odnajdujemy w kronice), księżna Radziwiłł coraz częściej rezydowała w Klenicy. Od lata 1905 r. w pałacu zamontowano telefon, wykopano staw z wysepką, oraz utworzono słynną aleję róż, którą można podziwiać na fotografii w kronice ks. Wolnego. Wybuch I wojny światowej zastał księżną w Klenicy. Maria Dorota została internowana, zakazano jej korespondencji i przyjmowania gości. Przed samą śmiercią zdążył ją odwiedzić wnuk – Alfred hrabia Potocki z Łańcuta. Księżna zmarła 10 lipca 1915 r. Uroczystości pogrzebowe opisał z kronikarską dokładnością ks. Ludwig Wolny, który prowadził nas przez dzieje Klenicy. Wracamy na stary „szlak handlowy”, przechodzący obok pałacu myśliwskiego, idziemy w stronę Odry, widzimy stary pałac – budowlę związaną z pobytem w Klenicy jezuitów. Jeszcze ostatni rzut oka, znad brzegu rzeki. Na pewno wrócimy do Klenicy.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy