Nowy numer 21/2018 Archiwum

Wychowałam się wśród palm

Wileńskie palmy. Wykonane z kilkudziesięciu rodzajów ziół i kwiatów, z wielopokoleniowymi tradycjami i kresowymi korzeniami – takie palmy od lat wykonuje Stanisława Zahorska ze Świebodzina.

Stanisława Zahorska kręcenia palm nauczyła się od swojej mamy Bronisławy Kamińskiej, która z podwileńskiej wsi Krawczuny przywiozła na Ziemię Lubuską tradycję przygotowywania wielkanocnych wiązanek.

Sposób na życie

– Moja mama mieszkała we wsi Krawczuny, cztery kilometry od Wilna, tam się urodziła i wychowała. Jako dorosła już dziewczyna wyjechała do Wilna i tam pracowała jako gospodyni domowa. Robienia palm nauczyła się w rodzinnej wsi i tę umiejętność wykorzystała podczas pobytu w mieście – opowiada pani Stanisława. – Kręciła palmy i sprzedawała je w pobliżu Ostrej Bramy, by dorobić do pensji. Mama opowiadała, że kobiety, które sprzedawały palmy, ustawiały się w rzędzie, a ludzie idący do kościoła od każdej z nich kupowali po kilka palm i do świątyni wchodzili nie z jedną, ale z naręczem palm. Wiązanki, których nie udało się sprzedać, kobiety wrzucały do rzeki Wilii – dodaje palmiarka. Bronisława Kamińska w 1945 roku wraz z mężem przyjechała do Świebodzina. Wilniucy myśleli, że osiedlają się tu tymczasowo i niedługo wrócą do siebie, bo tak głosiła wtedy propaganda. – W domu było nas troje. Pracował tylko tata, a mama zajmowała się domem. Było ciężko, dlatego mama postanowiła robić palmy, by je później sprzedać i trochę zarobić. Mama z tymi palmami jeździła na różne jarmarki i rynki. Tam pewnego razu spotkała ją dr Barbara Kołodziejska, ówczesna dyrektor Muzeum Etnograficznego w Ochli k. Zielonej Góry i tak zaczęła się współpraca mamy ze skansenem. Każdego roku mama robiła około tysiąca palm, bo oprócz sprzedaży na kiermaszach i bazarach, sprzedawała też palmy do Cepelii – opowiada Stanisława Zahorska.

Rok wokół palmy

Przygotowanie palmy trwa 365 dni, bo najpierw trzeba kwiaty i zioła posiać, dbać o nie, plewić, a później w odpowiednim momencie ściąć i zasuszyć. Do zrobienia palm wykorzystuje się kilkadziesiąt rodzajów traw, ziół, kwiatów i zbóż. To m.in. len, żyto, pszenica, drżączka ogrodowa i polna, krwawnik, kacze ziele, dziurawiec, tymotka, chmiel, kocanki, chrobotek, mietlica i trzcina. – Kiedy mama zaczęła robić palmy, byłam małą dziewczynką. Później, kiedy dorastałam, przyglądałam się jej rękodzielniczej pracy i pomagałam jej w robieniu palm. W ten sposób nauczyłam się tej sztuki – tłumaczy pani Stanisława. – Kwiaty i trawy zbieram na polach, ale również wiele z nich sieję w swoim ogrodzie, tak jak robiła to moja mama. Niektóre z nich farbuję, chociaż coraz częściej robię palmy ze składników w ich naturalnych kolorach – dodaje. Do wykonania palmy wileńskiej potrzebna jest wierzbowa gałązka, do której nitką przymocowuje się poszczególne części. Najpierw od góry koronę z traw, później rządki ze zbóż i kwiatów, tzw. korony św. Kazimierza oraz trzonek na samym dole. Zrobienie kilkudziesięciocentymetrowej palmy zajmuje pani Stanisławie około 20 minut. – Dla mnie robienie palm to jest ogromna radość. Miło jest też wtedy, kiedy ludziom podobają się moje palmy, kiedy ktoś doceni to rękodzieło. Uczestniczę w świątecznych kiermaszach, opowiadam o palmach i o mojej mamie. Zawsze na Niedzielę Palmową przygotowuję dużą palmę do kościoła i sama też idę wtedy ze swoją sporą palmą – mówi palmiarka.

Na św. Kazimierza

Palmy wileńskie nawiązują również do św. Kazimierza i słynnego w Wilnie jarmarku przedświątecznego „Kaziuków Wileńskich”, podczas którego można nabyć wielkanocne ozdoby, w tym także kolorowe palmy. Na Litwie wije się dziś palmy o różnych kształtach. Najbardziej popularne są w kształcie wałeczka z tzw. koronami św. Kazimierza. Popularne są również dywanowe, figuralne, rozłożyste i płaskie. W Niedzielę Palmową na Wileńszczyźnie wiele osób święci dwie palmy: tradycyjną, wykonaną z jałowca i bazi, a także tzw. wileńską palmę z kwiatów i ziół, zakończoną „mietliczką”. Pani Stanisława wykonuje palmy wileńskie, a oprócz nich także bukiety i świąteczne wianki. Podtrzymuje tradycję swojej mamy i przekazuje ją swojej siostrzenicy Annie i jej córce Zosi. – Wychowałam się wśród palm. Mam też sentyment do Wilna, które jest piękne i które kocham. Odwiedziłam również Krawczuny, rodzinną wieś mamy. Robienie palm to wspomnienie mamy, dawnych jarmarków i tradycja naszej rodziny. To nie tylko folklor czy rękodzielnicza sztuka, ale trochę też nasza tożsamość – mówi pani Stanisława. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma