Nowy Numer 8/2018 Archiwum

Kapłaństwo – moje marzenie

Z ks. infułatem Romanem Harmacińskim rozmawia Krzysztof Król.

Krzysztof Król: W tym roku mija pół wieku od święceń kapłańskich Księdza. Gdzie wszystko się zaczęło?

Ks. inf. Roman Harmaciński: Moje powołanie zrodziło się w 5 klasie szkoły podstawowej. Już wtedy miałem swoich pierwszych „wiernych”. Moja rodzinna miejscowość, Marianka, była bardzo rozciągnięta i do przydrożnego krzyża było bardzo daleko. Dlatego zrobiłem kapliczkę, gdzie odbywały się nabożeństwa majowe i czerwcowe, na które przychodzili okoliczni mieszkańcy. Sam się dziwię, że miałem wtedy tyle odwagi i jako dziecko prowadziłem modlitwę, przy tym krzyżu odprawiłem też nabożeństwo czerwcowe w dniu prymicji.

A kiedy Ksiądz wstąpił do seminarium?

Chciałem pójść już do niższego seminarium po szkole podstawowej. Pojechałem nawet do Sied- lec, ale tam okazało się, że nie stać mnie na czesne. Udałem się więc do franciszkanów do Niepokalanowa, ale akurat wtedy zachorowałem i też się nie udało. Potem wyjechałem do najstarszego brata do Słupska i spotkałem salezjanów, którzy zaproponowali mi, że mogę kontynuować naukę w ich niższym seminarium w Różanymstoku. Niestety, po roku komuniści rozwiązali to seminarium. Wróciłem do Słupska, gdzie kontynuowałem naukę. Jednak w dziesiątej klasie, był 1956 rok, zabrano mnie na prawie trzy lata do wojska. Później wróciłem do szkoły i zdałem maturę.

A co z myślą o kapłaństwie?

Cały czas mi towarzyszyła. W końcu w 1960 roku wstąpiłem do paradyskiego seminarium. Święcenia kapłańskie mieliśmy w roku milenijnym. Nawet poszedłem do rektora poprosić, abyśmy mieli święcenia na Jasnej Górze. Początkowo nie bardzo chciał się zgodzić, więc powiedziałem, że mogę sam pojechać poprosić bp. Wilhelma Plutę. Ostatecznie rektor sam pojechał, a biskup się zgodził. Na Jasnej Górze mieliśmy nie tylko święcenia, ale też poprzedzające je rekolekcje. Tam też w obecności naszych bliskich odprawiliśmy pierwszą Mszę św. przed cudownym obrazem.

Najpierw Barlinek, potem Jastrowie, Krosno Odrzańskie i Sulechów, a następnie trafił Ksiądz do kurii, do wydziału nauki katolickiej…

Nie chciałem iść do Kurii, bo uważałem, że tam jest się urzędnikiem, a ja chciałem być przede wszystkim duszpasterzem. Chciałem tylko na rok, a potem okazało się że w kurii pracowałem 32 lata. Okazało się jednak, że miałem tam możliwość kontaktu z różnymi dziedzinami duszpasterstwa, a to wszystko inspirowało mnie do działania. Niesamowitym doświadczeniem była praca u boku bp. Wilhelma Pluty. On pozwalał mi przenosić na całą diecezję wcześniejsze doświadczenia z parafii. Zapoczątkowałem diecezjalną pielgrzymkę maturzystów na Jasną Górę, pielgrzymkę ministrantów czy Ruchu Światło–Życie. Biskup mobilizował księży do pracy i był wymagający, a z drugiej strony bardzo troszczył się o kapłanów. Przejmował się każdym problemem i cieszył się każdym osiągnięciem duszpasterskim. W moim odczuciu był człowiekiem wielkiej wiary i rozmodlenia, a przy tym bardzo serdeczny i ludzki.

W czasie tych 50 lat był Ksiądz wikarym, kurialistą, wykładowcą, proboszczem i kustoszem sanktuarium. Jaka refleksja przychodzi po pół wieku?

Jestem szczęśliwy, że jestem księdzem. I cieszę się, że zostałem kapłanem, mimo różnych przeszkód po drodze. Nigdy nie miałem wątpliwości, że to moja droga. Spełniło się moje marzenie z lat dziecięcych.

Co by Ksiądz poradził młodym księżom?

Najważniejsze to być uczciwym wobec Pana Boga i samego siebie. Nie wolno pod żadnym pozorem zaniedbywać praktyk religijnych, bo jeżeli człowiek utrzymuje kontakt z Panem Bogiem, to On go wspiera nawet w najtrudniejszych kryzysach. Warto zaangażować się całym sercem w swoje kapłańskie działania, bo wtedy one będą przynosiły prawdziwą radość.

Ksiądz infułat prof. dr hab. Roman Harmaciński

urodził się w 2.01.1935 r. w Mariance (diecezja siedlecka). Święcenia kapłańskie przyjął z rąk bp. Wilhelma Pluty na Jasnej Górze 16.06.1966. Był m.in. twórcą gorzowskiego Instytutu Formacji Katolickiej dla Świeckich, profesorem Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Szczecińskiego i proboszczem parafii NMP Królowej Polski w Gorzowie Wlkp., gdzie utworzył sanktuarium św. Weroniki Giuliani. Wciąż posługuje w diecezji.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy