• facebook
  • rss
  • O zbawieniu posłuchasz w kotłowni

    dodane 14.04.2016 00:00

    Teatr pod kościołem. – Zmartwychwstały nie pokazuje się uczniom piękny, ale umęczony, z ranami, które przez nasze grzechy się odnawiają – mówi ks. Jerzy Hajduga, kapelan szpitalny i poeta.

    Malutka scena trzy na trzy. Dookoła kilkadziesiąt krzeseł i surowe wnętrze. Ceglane ściany, widoczne fragmenty rur. Na scenie stolik i stara maszyna do pisania, a tuż obok lampa. Idealna do przesłuchań. Główny bohater rozpoczyna: „Dobry wieczór, przyjaciele. Chcę podać krótkie ogłoszenie. Uwaga – »zgubiono krzyż«. I nie można go znaleźć. Może znalazł go ktoś z was? Mój Chrystus w tym pośpiechu zgubił swój krzyż. I nie ustaliłem, gdzie to się zdarzyło. On to wie, ale nie odpowiada. Ani śladu. A ja chciałbym zwrócić Chrystusowi Jego krzyż. Przynajmniej to mógłbym dla Niego zrobić.

    Cierpieć na krzyżu bez krzyża musi być męką podwójnie bolesną. Czy nie jesteście również tego zdania? Jego miejsce jest na krzyżu. Dlatego, przyjaciele, proszę was o pomoc. „Zgubiono krzyż”. Czy ktoś z was znalazł krzyż? Lub może wiecie, że znalazł go ktoś inny: wasz sąsiad, krewny, przyjaciel? Krzyż może znajdować się w jakimś najbardziej nieprawdopodobnym miejscu, mój Chrystus bowiem wtrąca się do wszystkiego, zachodzi z krzyżem do wszystkich miejsc. Na ulicy, na asfalcie, koło tokarki w warsztacie, na ławce w parku, na siedzeniu w autobusie, w pobliżu pojemnika na śmieci, w garderobie kabaretu, w metrze, na plaży... Sam nie wiem! Jest tyle miejsc! Może w którymś z nich ktoś z was natknął się na krzyż?”.

    Słuchaj, ja mam tu scenę

    To wszystko dzieje się w Teatrze Kotłownia. Gdzie? W podziemiach kościoła pw. Przemienienia Pańskiego w Drezdenku. – Przez lata był tam wielki piec, który ogrzewał kościół – wyjaśnia ks. Jerzy Hajduga z Zakonu Kanoników Regularnych Laterańskich, a na co dzień kapelan w miejskim szpitalu i poeta rodem z Krakowa. – Gdy osiem lat temu modernizowano miejsce i wymieniano stare ogrzewanie na centralne, piec usunięto. Została po nim wnęka, a wokół dużo miejsca. Od razu pomieszczenie skojarzyło mi się z teatrem, poczułem się jak w amfiteatrze. Co prawda miejsca jest niewiele, ale wystarczy dla 50 osób. Przy tym gołe cegły i widoczne rury tworzą niezwykły klimat. Teatr znajduje się dokładnie pod głównym ołtarzem. Miejsce świątynne, które jak najbardziej należy się sztuce. Jako krakowianin jestem związany z teatrem od dziecka, kiedyś próbowałem nawet pisać sztuki. Do dzisiaj traktuję teatr świątynnie, z jej klimatem sceny i kurtyny – dodaje. Kotłownią ks. Hajduga zaopiekował się osiem lat temu. – Organizowałem tutaj wieczory poetyckie i spotkania autorskie. Z czasem wszystko jakoś się wyciszyło. Aż spotkałem Bartka Bandurę, aktora z Teatru Osterwy w Gorzowie, który pochodzi właśnie z Drezdenka. Zaczęliśmy rozmawiać o małych formach teatralnych. Po którymś spotkaniu mówię do Bartka: „Słuchaj, przecież ja tu mam scenę”. On otworzył szeroko oczy i zapytał tylko, czemu dopiero teraz o tym mówię. Pokazałem mu kotłownię i tak się zaczęło – dodaje. Z końcem października Bartosz Bandura wystawił monodram „Pogodzić się ze światem” na podstawie wspomnień Edwarda Stachury. – Jak wspomniałem, miejsc tam jest 50, a przyszło 70 osób. Szybko całe miasto dowiedziało się o tym miejscu. Nawet nie przypuszczałem, że będzie aż takie zainteresowanie. Po spektaklu rozmawialiśmy z publicznością – opowiada ks. Hajduga. – Bartek zobowiązał się, że średnio raz w miesiącu będzie tu wystawiać sztukę. Raczej krótkie formy. Do współpracy zaprosił swojego kolegę aktora Jarosława Książka. Razem zagrali komedię „NFZ, czyli czas leczy rany”. Publiczność świetnie się bawiła, spektakle były powtarzane zawsze przy pełnej widowni. Kolejną premierą była również komedia „Główne danie”, w której Bartek zagrał wraz z koleżanką, aktorką Kamilą Pietrzak-Polakiewicz, która, warto wspomnieć, ostatnio została nagrodzona „Pierścieniem Melpomeny” dla najpopularniejszej aktorki w Gorzowie. Ponownie zabrakło miejsc, a na życzenie publiczności spektakl trzeba było powtórzyć – kontynuuje.

    Co tak naprawdę zgubił?

    Najnowsza premiera to autorski tekst ks. Jerzego Hajdugi pt. „Ten pusty krzyż”. Grają w nim wspomniani: Kamila Pietrzak-Polakiewicz, Bartosz Bandura oraz Karol Pruciak. – Tekst pisałem 25 lat temu, na przyjazd papieża Jana Pawła II do Olsztyna. Dzwonili z dyrekcji teatru, czy mam coś na scenę, by wspólnie uczcić to wydarzenie. Udało się. „Ten pusty krzyż” pisałem na podstawie pomysłu innej pisującej osoby duchownej, ojca Ramona Cue Romano („Mój Chrystus połamany”). Oto ksiądz kupuje w sklepie u antykwariusza zabytkową rzeźbę Chrystusa, ale bez krzyża. Postanawia ten krzyż odnaleźć – tłumaczy kanonik regularny. – U mnie, w pierwotnym scenariuszu, miejscem poszukiwania jest dworcowa poczekalnia. Przewodnik, tak nazwałem osobę poszukującą, spotyka żebraczkę – bladą i wyszminkowaną, ludzi zmagających się z własnym krzyżem biedy, nieszczęścia, porażki, zagubienia. Tutaj odkrywa, że szansą dla tych ludzi jest połączenie własnego, pustego krzyża z Chrystusem. Tutaj znajduje krzyż. Starałem się na podstawie rozważań oraz wierszy – własnych i cudzych – zbudować zarys fabuły i zdarzenia. Gdy pisałem ten scenariusz, panowała euforia wywołana przez kolejny przyjazd Jana Pawła II do Polski. To był rok 1991. Dziś jest zupełnie inny klimat – dodaje. Gorzowski aktor Bartosz Bandura zaproponował nowe odczytanie tego tekstu. Choć, jak przyznaje, było to nie lada wzywanie. – W pierwotnej wersji sztuki było dużo postaci, inna forma, czas, miejsce. Pod 25 latach chcieliśmy go odświeżyć i umiejscowić w innych realiach. Dodatkowo musieliśmy zmniejszyć obsadę, bo nasza scena to bardzo kameralne miejsce. Mamy widownię na widelcu i odwrotnie – widz ma również nas. Wszystko jest bardzo intymne. Stąd też wziął się pomysł, by zrobić to w formie przesłuchania, i pierwsze zdanie: „Uwaga – zgubiono krzyż” wypowiada już nie przewodnik, ale winny. Wielką inspiracją był dla nas Ali Agca. Taka interpretacja nadaje nowy wymiar. To był tylko punkt wyjścia do rozważań nad tym tekstem pełnym nowych znaczeń – wyjaśnia Bartosz Bandura. – Ten przesłuchiwany mówi, że zgubiono krzyż i nie można go znaleźć. A ja mam wrażenie, że tak naprawdę to ten przesłuchiwany nie zgubił krzyża, ciągle go ma, ale tak naprawdę szuka Chrystusa – tłumaczy Karol Pruciak. Taki krzyż łatwo zgubić Owa interpretacja przypadła do gustu autorowi. – Sprowadził akcję do sceny przesłuchania zamachowca na życie papieża. Mocna wersja, na mnie zadziałała jak wylanie wiadra zimnej wody na obnażone ciało. Bo tu nie chodzi tylko o znaną osobę zamachowca. Czy my dzisiaj w sensie duchowym nie czynimy podobnie z osobą już świętego Jana Pawła II? Trudny temat, Ali Agca jest tylko pretekstem do rozważań nad dzisiejszym podejściem do wiary, do Osoby Jezusa Chrystusa. Skąd dzisiaj tyle wręcz agresji, gdy Kościół nie zgadza się na związki homoseksualne i na aborcję? A przecież te tematy poruszał papież i wtedy nikt głośno nie protestował – zauważa ks. Hajduga. Ale wróćmy jeszcze na moment do pustego krzyża. – Czy może istnieć bez Jezusa Chrystusa? Może, ale krótko. Taki krzyż łatwo zgubić, bo jest niekompletny. Na nim musi być Chrystus. Ten sam, który zmartwychwstał. Zmartwychwstały nie pokazuje się uczniom w piękny, ale umęczony, z ranami, które poprzez nasze grzechy się odnawiają. Jest z nami cały czas – zauważa ksiądz poeta. – Krzyż nie może być pusty, bo każdemu jest dany. Trzeba go dźwigać. A gdy nam się zdaje, że jest za ciężki, po prostu rozmawiajmy z Chrystusem. Do św. Faustyny powiedział: „Kiedy ci się zdaje, że cierpienie przechodzi siły twoje, patrz w rany Moje” – kontynuuje. Sztuka dobiega końca. „Boleści, czy możesz być większa jako boleść moja? Bardzo się zmęczyłem. Muszę odpocząć. Odwagi, odwagi... Matko. Mamo. Mamusiu. Przypominasz mi się, kiedy rysuję znak krzyża. Pierwsza uczyłaś mnie tego znaku. »Dotykaj czoła, nie nosa. Serca, nie guzika. Ramion, a nie szelek«. Jak często teraz, kiedy przyjdzie się żegnać, choćby już opadły ostatnie liście, a powietrze pachniało bliskim śniegiem – staje mi w oczach ten stary, wiejski krzyż z czasów szkolnych, przed którym przechodząc, ściągałem czapkę. To, co było dawno, najlepiej się pamięta. (pauza) Teraz dobrze... Odejdź, Matko. Nie powinnaś na to patrzeć. (pauza) Zgubiłem krzyż i nie mogę go odnaleźć. Może znalazł go ktoś z was?” – mówi na koniec główny bohater, a potem zaczyna swoją modlitwę:• Wiem, o Panie, często Ci wstyd za mnie już w przedsionku kościoła na mój widok rozkładasz ręce, choćbym nie wiem jak chciał uklęknąć o Jezu przybity, już wiem, co to znaczy ...jeszcze położę dłoń na Twoim ramieniu położę tak, by była lżejsza od krzyża ręce już Tobie opadają podźwigniesz się z ziemi podźwigniesz się we mnie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół