• facebook
  • rss
  • Połączyła nas oaza

    Katarzyna Buganik

    |

    Zielonogórsko-Gorzowski 16/2016

    dodane 14.04.2016 00:00

    Każdy z nich ma swój zawód i pasje. Ona jest humanistką, on jest umysłem ścisłym, ale w życiu i na drodze wiary łączy ich nie tylko sakrament małżeństwa, ale także wspólny cel – chcą razem dojść do nieba.

    Paulina i Marcin Kucabowie są małżeństwem od września ubiegłego roku i mieszkają w Zielonej Górze. Oboje są też animatorami w diakonii liturgicznej Ruchu Światło–Życie.

    Humanistka i astronom

    Paulina skończyła historię sztuki i obecnie szuka pracy. Udziela też lekcji języka włoskiego. – Bardzo spodobały mi się Włochy, kiedy byłam na studenckiej wymianie „Erasmus”. Tam poznałam język włoski, kulturę i zabytki tego państwa. Uczę języka włoskiego, pomagam ludziom, i to mnie bardzo rozwija. Zainteresowanie historią sztuki mam natomiast po mojej mamie. Zawsze w domu mieliśmy książki i albumy o sztuce, które wraz z mamą często oglądałam, i to jakoś tak mnie zainteresowało, że wybrałam takie właśnie studia – wyjaśnia Paulina Kucaba. – Pasjonuje mnie głównie sztuka religijna, bo jest głęboka, bardzo symboliczna i niesamowicie bogata. Jest w niej też wiele odwołań nie tylko do Pisma Świętego, ale także do apokryfów i legend średniowiecznych. To mnie bardzo pociąga i fascynuje. Oprócz tego haftuję i lubię gotować – dodaje. Marcin jest doktorantem astronomii na Uniwersytecie Zielonogórskim. Interesuje się jednak nie tylko astronomią, ale także sportem, historią i polityką. – Zajmuję się gwiazdami neutronowymi, czyli obiektami powstałymi jako ostatnie etapy ewolucji gwiazd. Badam je, wykonując m.in. teoretyczne modele i analizy. Odkrywam wszechświat i to mnie bardzo interesuje. Z astronomią i fizyką jest tak, że jak się znajdzie na coś odpowiedź, to ona rodzi znów kilka pytań, więc cały czas jest coś do zrobienia – tłumaczy Marcin Kucaba. Małżeństwo ma też wspólne zainteresowania i sposoby na aktywne spędzanie czasu wolnego. – Często gramy w gry planszowe. Razem też uprawiamy sport, np. jazdę na łyżwach czy rolkach. Bardzo lubimy również wspólne spacery – mówią małżonkowie.

    Konkret i porządek

    Paulina i Marcin są animatorami w diakonii liturgicznej Ruchu Światło–Życie. W tej wspólnocie też się poznali. Należą do zielonogórskiej parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. Paulina jest precentorką, a Marcin – ceremoniarzem. – Oboje jesteśmy w diakonii liturgicznej i oazie dorosłych. Jeździmy na rekolekcje, oazy wakacyjne. Ja na oazę ministrancką, a Marcin na KODAL lub oazę lektorską. Czasem w wakacje tak bywa, że przez miesiąc się nie widzimy, bo każde z nas jest i posługuje gdzie indziej – mówi Paulina. Dla obojga oaza to ważny element życia oraz forma rozwoju osobistego i duchowej formacji. – Dla mnie ta wspólnota to konkret. Systematyczność spotkań to jest coś, co harmonizuje i układa tydzień. Bardzo porządkuje nasze życie – zauważa animatorka. – Żeby wszystko pogodzić – życie codzienne, pracę, pasje i wspólnotę, trzeba mieć mocne postanowienie, że podejmuje się wyzwanie. Postanowiliśmy, że prowadzimy oazę młodzieżową i rezerwujemy piątki dla wspólnoty, i to jest niezmienne. Tak samo jest z codzienną modlitwą i niedzielną Eucharystią. To musi być i tego nie zmieniamy – dodaje. Marcin należy także do Męskiego Plutonu Różańca. Dla obojga modlitwa jest bardzo ważna. Religijność i potrzeba zaangażowania w życie Kościoła wynikają też z wychowania w domu rodzinnym. – W moim domu zawsze w niedzielę wszyscy chodziliśmy do kościoła. Mama dbała, by rano odmówić wspólnie pacierz. Znaczyła też każdego z nas przed wyjściem do szkoły znakiem krzyża. Modliliśmy się wspólnie przed posiłkiem – mówi Paulina. – U mnie było podobnie, bo również pochodzę z katolickiej rodziny. Dziś w naszym domu, poza np. wspólnym odmawianiem Różańca czy Koronki do Miłosierdzia Bożego, modlimy się razem przed posiłkami – dodaje Marcin.

    Wzajemna motywacja

    Wspólnej rozmowy z Panem Bogiem Paulina i Marcin nauczyli się przed ślubem. – Kiedy ja byłam we Włoszech, zawsze razem przez internet odmawialiśmy brewiarz. Ten nawyk i potrzeba wspólnej modlitwy zostały nam do dziś, tylko że teraz nie potrzebujemy już do tego internetu – śmieje się Paulina. – Codziennie rano i wieczorem wspólnie się modlimy. Nawzajem także motywujemy się do bycia w Kościele, np. do pójścia na Mszę św. w tygodniu. Nawet jak czasem jestem zabiegana, to Marcin mówi: „Chodź, idziemy na Mszę”. To mi bardzo pomaga. Wspólnie można bardzo dużo zrobić. Można się zniechęcać, ale i motywować i piąć w górę, by razem dojść do nieba – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół