• facebook
  • rss
  • Wchodzenie w studnię

    dodane 05.05.2016 00:00

    – W pisaniu ikon ważne jest życie sakramentalne, codzienna i nieustanna modlitwa serca. W takiej postawie otwartości powstają ikony nie tylko jako owoc moich starań, ale jako dar, również ten niespodziewany, zaskakujący i przemieniający życie – opowiada ikonopisarka.

    Wykonuje ikony temperą jajeczną na drewnie według wielowiekowej tradycji ikonopisania. Prowadzi Pracownię Ikonopisania pw. Proroka Eliasza w Bożnowie k. Żagania. – Każda ikona to nowa droga i historia. Chrystus, Maryja, święci, wydarzenia biblijne, każda ikona jest dla mnie zaproszeniem do pogłębienia, a czasem osobistego przepracowania danej prawdy życia – mówi Edyta Wyrembska, ikonopisarka, a na co dzień żona i mama czworga dzieci.

    – Pamiętam radość, jakiej doświadczałam, malując ikonę Matki Bożej Czułości dla bezdzietnego małżeństwa. Widziałam oczyma serca Maryję, która radośnie rozwiesza wyprane dziecięce płótna, nucąc sobie i będąc przeszczęśliwą z przyjęcia nowego życia, które przemieniło Jej życie nieodwracalnie. Niedługo potem okazało się, że to małżeństwo doczekało się upragnionego potomstwa – dodaje.

    Droga w kierunku sacrum

    Pisanie ikon długo nie było pasją pani Edyty. Po ukończeniu Liceum Plastycznego w Zielonej Górze, pod wpływem młodzieńczego radykalizmu, postanowiła nie zajmować się już nigdy sztuką. Dzięki Bogu nie na długo! – Dwa lata później usłyszałam w kościele Wniebowzięcia NMP w Żaganiu, to była wtedy moja parafia, o dekoracjach z okazji peregrynacji figury NMP. Zainteresowałam się, ale tam już pracami kierował artysta plastyk. Okazało się jednak, że w sąsiedniej parafii nie mają nikogo i szukają kogoś, kto zaprojektowałby i zrealizował dekoracje trasy oraz ołtarza na te uroczystości. Postanowiłam się zgłosić i tak zaczęła się moja droga w kierunku sztuki sakralnej – wyjaśnia mieszkanka Bożnowa. Natomiast przygoda z ikonami rozpoczęła się od zamówienia na franciszkański krzyż. – I choć wcześniejsze prace zawierały przedstawienie Chrystusa, to dopiero ten obraz zmusił mnie do przemiany całego życia, nadając mu nowy kierunek. Kiedy zabierałam się za pracę, czułam, że muszę się modlić. Był to nie tyle przymus zewnętrzny, ile głęboka potrzeba serca, jakby przeczucie mierzenia się z sacrum – opowiada z pasją Edyta. – Przed tym krzyżem zatrzymywałam się na modlitwie, ledwie rozrysowane postaci, zarys ciała i oblicza Jezusa dawały mi poczucie wkraczania w tę przestrzeń sacrum. Nie rozumiałam dlaczego… Kiedy już dotarło do mnie, że to, co maluję, jest inne, wyjątkowe, głębokie, zaczęłam szukać informacji: co to za krzyż i w ogóle co to jest ikona? – dodaje. Napisała list do prawosławnej szkoły ikonopisania w Bielsku Podlaskim z prośbą o przyjęcie. To był 1997 rok. Ostatecznie jednak zaczęła studiować na KUL w Lublinie. – Moja świeża wiara domagała się wiedzy, a pragnienie pisania ikon realizowałam na różne sposoby, studiując teologię dogmatyczną, historię sztuki i teologię prawosławną. Droga poszukiwania tej wiedzy ukierunkowała moje studia i doprowadziła mnie do różnych ludzi, którzy pisali ikony bądź prowadzili jakieś warsztaty. W latach moich studiów nie było ich zbyt wielu. Odnajdywanie ich przypominało pracę detektywistyczną. Jeśli o kimś usłyszałam, starałam się do niego dotrzeć, odwiedzić, podpytać lub chociaż nawiązać relację korespondencyjną – wyjaśnia Edyta i kontynuuje: – Jednak przede wszystkim była to droga własnych poszukiwań. Ikona to nie tylko obraz, ale i przesłanie, treść zaczerpnięta z Pisma Świętego, dogmatów i tradycji Kościoła. Zatem na studiach teologicznych zajęłam się – w ramach seminarium z dogmatyki katolickiej u ks. prof. Jerzego Szymika – teologią piękna w ujęciu prawosławnym, gdzie ikona przetrwała w swej pierwotnej funkcji. Warsztaty pisana ikon – w Polsce i za granicą – stały się dopełnieniem i praktycznym źródłem wiedzy o technologii ikony.

    Na klęczkach

    A jak przebiega proces twórczy? Ikona powstaje najpierw w sercu. – Od modlitwy, tej na klęczkach, ale także tej, która towarzyszy mi przez cały czas, ukierunkowując moje myśli i poszukiwania. Wykonuję ikony w technice historycznej tempery jajecznej. Najczęściej na desce lipowej. Samodzielnie przygotowuję grunt, który nakładam około tygodnia, bo to jest kilkanaście warstw: 12 na cześć apostołów lub 15, kiedy wspominam jeszcze apostołki przybywające do grobu Pańskiego. Ważnym momentem jest szlifowanie gruntu, który ma przypominać w dotyku lustro. Jest to etap pewnej delikatności, duchowego zatrzymania się i może trochę przypomina to postawę rzeźbiarza widzącego w klocku drewna swoją rzeźbę, której kształt pozostało mu tylko wydobyć. Tak jest i tu. Każdy etap jest etapem kontemplacji tajemnicy Boga, który zechciał się ukazać nam jako Człowiek – wyjaśnia artystka. – Uczę się cały czas, bo pisanie ikony – choć objęte pewnymi ramami, zasadami technologicznymi i teologicznymi – jest jak wchodzenie w studnię. Jej ściany zbudowane są z Objawienia zawartego w Biblii, dogmatach i tradycji Kościoła, zaś jej głębię można musnąć, wchodząc na drogę modlitwy ku spotkaniu z Bogiem, który zawsze jest Inny, Pierwszy, Nowy, Nieprzewidywalny. I nawet jeśli dany typ ikony maluję po raz kolejny, to zaczynam jakby od zera, od siebie, od swoich pustych rąk i prośby, by Bóg wykorzystał to, co mam, i to, czego nie mam, moje braki, to, kim jestem w danym momencie życia, i pokierował zgodnie ze swoją wolą ku powstaniu dzieła, jakiego On pragnie – dodaje.

    Kobieta szukająca Boga

    Ale praca Edyty to nie tylko ikony. – Obecnie poddaję renowacji rzeźby ewangelistów do malowniczego kościoła w jednej z piękniejszych, moim zdaniem, wiosek ziemi lubuskiej, czyli Złotnika. Górale Czadeccy przywieźli swój skarb, elementy ołtarza ze swojej ojcowizny, troszcząc się o nie przez cały czas swojej tułaczki. Z tymi symbolami zabrali ze sobą skrawek swojego domu i być może dlatego tak pięknie przyjęli się na tej nowej ziemi, troszcząc się o swoje gospodarstwa – wyjaśnia Edyta. – Niedawno trafiła do mnie gipsowa figurka Maryi Niepokalanej. Odnawiam ją za dwa baranki. Nasze dzieci będą miały kolejne zwierzaki w swoim małym ogrodzie zoologicznym, obok kóz, kur, pieska i kotków. Zamówienia, które realizuję, z reguły mają charakter sakralny i religijny. Nawet jeśli takiego nie mają, to zbliżają się do niego. Tak było przy zamówieniu na statuetkę na Jarmark św. Michała. Miał być maszkarona, maska diabła, a ostatecznie przeszedł projekt archanioła Michała, który przebija maszkarona dzidą. Wykonujemy witrażowe anioły, malujemy na deskach i dachówkach. W pracy uczestniczymy całą rodziną: mąż wycina szkło, chłopcy uczą się etapów witrażownictwa, maluchy wycinają precyzyjne projekty – dodaje.

    Bóg wyrwał znad przepaści

    Ikonopisarka na swojej stronie internetowej napisała: „Kim jestem? Kobietą szukającą Boga! (…) Bóg uratował moje życie i dał mi wszystko połączywszy kolejne moje miłości: sztukę i umiłowanie poznawania Jego”. – Wiara nie jest dla mnie czymś, co mam, co zaliczyłam i mogę wpisać do CV. Nie jest zdobytym osiągnięciem, ale jest właśnie poszukiwaniem – zauważa ikonopisarka. – W dzieciństwie uczęszczałam na katechezę i Msze Święte, jednak nie mając oparcia w otoczeniu, postrzegałam Kościół katolicki jako dwulicowy. Słyszałam naukę, ale nie znałam nikogo, kto nią żył, a na Mszy św. stali – według mego kilkunastoletniego osądu – smutni, znudzeni ludzie. Miałam ogromne pragnienie poznania prawdy i miłości, a szukanie odpowiedzi powiodło mnie poprzez różne religie na niebezpieczne manowce, z których wyrwał mnie, jakby znad przepaści, sam Bóg. Od ponad 20 lat związana jestem z Diecezjalnym Domem Rekolekcyjnym w Żarach-Kunicach i wspólnotą Apostolstwa w Duchu Świętym, w tamtym miejscu narodziłam się jako chrześcijanka i odradzałam się na nowo w chwilach zagubienia – kontynuuje i dopowiada na koniec: – Co ciekawe, ten franciszkański krzyż, wspomniany wcześniej, pozostał niedokończony w domu. I choć tylko taki rozrysowany, niedoskonały i podniszczony 20-letnią bezczynnością, odnalazł teraz swoje miejsce też w kościele. Od kilku miesięcy odprawiane są Msze Święte z modlitwą o uzdrowienie w Żarach. Każda Msza zaczyna się od uroczystego wniesienia go przed ołtarz. Być może doczeka się on odnowienia i ukończenia – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół