• facebook
  • rss
  • Misjonarze trzeźwości

    Katarzyna Buganik

    |

    Zielonogórsko-Gorzowski 20/2016

    dodane 12.05.2016 00:00

    – Na tej pielgrzymce modlimy się o silną wolę dla siebie i innych, wspieramy się wzajemnie, by wytrwać w dobrym postanowieniu i pomagamy tym, których spotykamy na swojej drodze – mówią pątnicy.

    Około 100 pielgrzymów jak co roku przeszło z Żabnicy (woj. zachodniopomorskie) do Rokitna – w sumie ponad 180 km – by podziękować za wytrwałość w postanowieniu abstynencji i prosić o trzeźwość.

    Modlitwa o wolność

    Piesza pielgrzymka Duszpasterstwa Trzeźwości trwała sześć dni. Pielgrzymi wyruszyli 27 kwietnia z okolic Gryfina i przechodząc m.in. przez Dębno, Witnicę, Gorzów Wlkp. i Skwierzynę, 2 maja dotarli do Rokitna. Tegoroczna pielgrzymka odbyła się pod hasłem: „Młodzi, nie dajcie się zniewolić”. – Na tej pielgrzymce zwracamy się szczególnie do Bożego miłosierdzia, bo alkoholizm w naszym kraju nie maleje. Naród jest taki, jak się go prowadzi. Kiedy się go kieruje do trzeźwości, jest trzeźwy, jak się nakłania do pijaństwa – to pije. Należy mówić o tym problemie. Potrzeba też oddolnych inicjatyw, które pobudzą sumienia i umysły ludzkie. Potrzeba nowej gorliwości i wrażliwości. Ważna jest również modlitwa w intencji trzeźwości – tłumaczy ks. Henryk Grządko, diecezjalny duszpasterz trzeźwości. Pielgrzymi modlili się szczególnie o wolność od uzależnień i zniewoleń, ale nieśli ze sobą też osobiste intencje. Niektórzy dziękowali za dar trzeźwości, inni prosili o pozytywną zmianę w życiu swoim i swoich bliskich, jeszcze inni przepraszali za popełnione w życiu błędy. Każdy szedł z bagażem doświadczeń i osobistych cierpień, ale i sukcesów. Pośród trudnych i dramatycznych świadectw, słyszanych podczas drogi, pojawiała się nadzieja, że może być lepiej, bo niejednemu z tych pątników udało się wyjść z nałogu.

    Pomogło mi jego świadectwo

    Marek Głowacki jest jednym z organizatorów i koordynatorów pielgrzymki. Do Rokitna pieszo chodzi od 10 lat. U pana Marka problem z alkoholem rozpoczął się, kiedy miał 20 lat. Nałóg zniewolił go na bardzo długi czas. – Pracowałem kilka lat w wałbrzyskiej kopalni. Po ciężkiej górniczej pracy zawsze trzeba było się napić z kolegami. Kiedy zlikwidowano zakłady górnicze w Wałbrzychu, przyjechałem na ziemię szczecińską i pracowałem w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej jako elektryk. Tu też piłem – wspomina pan Marek. – Myślałem wtedy, że moim męskim obowiązkiem jest tylko przyniesienie pieniędzy do domu. To jednak nie wystarczyło, bo potrzeba też było miłości do rodziny, wspólnego bycia ze sobą i pełnienia obowiązków męża i ojca – dodaje. Marek Głowacki ma świadomość swojej choroby i otwarcie mówi, że alkoholikiem zostanie do końca życia. Wie, że każdy dzień to walka o trzeźwość, jednak nie poddaje się i bez alkoholu żyje już od 12 lat. W decyzji o trzeźwym życiu utwierdza go wiara i zaufanie do Maryi. – Otrzymałem dar trzeźwości. Nie uczestniczyłem w żadnej terapii, po prostu pewnego dnia uświadomiłem sobie, że jeśli wychodzę do pracy i muszę się napić piwa, to coś ze mną jest nie tak. Sam poszukałem pomocy. Znalazłem w Gryfinie grupę Anonimowych Alkoholików, która pomogła mi znaleźć drogę do trzeźwości. Jeden z moich aktualnych przyjaciół opowiedział mi historię swojego życia. Mówił, że nie pije od 11 lat. Wtedy wydawało mi się to dziwne, ale dziś wiem, że można żyć na trzeźwo. Duchową trzeźwość otrzymałem podczas rekolekcji w Rokitnie, kiedy prosiłem Maryję o wstawiennictwo u Boga za mną – mówi Marek Głowacki. – Najlepszym lekarstwem dla alkoholika jest niepijący alkoholik. Trzeba się spotykać i wzajemnie wspierać. W samotności trudno jest ten nałóg pokonać – dodaje. Pan Marek nie zmienił środowiska ani znajomych, ale żyje już innym życiem. Jest wolny od nałogu. – Kiedy na stole pojawia się alkohol, odmawiam i odchodzę. Moje sumienie i konfrontacja dawnego życia w nałogu z obecnym jest dla mnie mocną motywacją do wytrwania w trzeźwości – mówi pielgrzym. – Na tę pielgrzymkę chodzę co roku, bo jest tu wspaniała atmosfera. Spotykamy się z ogromną życzliwością wielu ludzi. Przechodzimy przez różne miejscowości, gdzie ludzie łakną wiedzy. Chcą się dowiedzieć, jak można sobie poradzić z alkoholizmem. Posługujemy w drodze, rozmawiamy, dajemy świadectwa, opowiadamy o Apostolstwie Trzeźwości i pokazujemy, że można żyć bez alkoholu. Ewangelizujemy i jesteśmy trochę takimi misjonarzami trzeźwości – dodaje.

    Widziałam ból w jego oczach

    Renata Smółka nie pije już 13 lat. Do Rokitna szła w tym roku podziękować za swoją trzeźwość. – Zaczęłam pić jako nastolatka, by zaimponować innym, by nie wyróżniać się w towarzystwie. miałam niskie poczucie własnej wartości, czułam się gorsza od innych. Byłam nieśmiała, a kiedy wypiłam, nabierałam odwagi. Pracowałam jako fotograf i na imprezach, na przykład na weselach, gdzie był alkohol, piłam. Tak w ten nałóg wciągałam się coraz bardziej i bardziej… – wspomina pani Renata. Picie rzucała kilka razy. Czasem miała przerwy w nałogu, ale po nich uzależnienie wracało ze zdwojoną siłą i ciągnęło się przez długi czas. – Kiedy jest się samemu, jest inaczej. Kiedy pije matka i żona, to jest wielki dramat. Do dziś widzę miny moich dzieci, kiedy przychodziłam do domu pijana. Bardzo kocham moje dzieci i wtedy też tak było. Chciałam przestać pić, ale czułam się bezradna – mówi ze łzami w oczach. – Podczas jednych rekolekcji trzeźwościowych, w których uczestniczyłam, prosiłam Maryję o zdrowie dla mojej córki. Zdeklarowałam się też, że nie będę palić i rzuciłam ten nałóg jednego dnia. Uwierzyłam wtedy, że Maryję można prosić o wszystko. Po dwóch latach trzeźwości poszłam na terapię. Nie było łatwo. Pewnego dnia wyszłam za synem, który wyjeżdżał z domu i wyprosiłam u niego pieniądze na alkohol. Strasznie chciało mi się pić, ale zobaczyłam wtedy straszny ból w oczach mojego dziecka. Wtedy wypiłam ostatni alkohol w moim życiu – mówi pątniczka. – Nigdy więcej nie chcę zobaczyć tego wzroku, dlatego idę teraz podziękować Maryi za następny rok mojej trzeźwości i prosić o wytrwałość w moim postanowieniu. Na nogach mam pęcherze i jest ciężko, ale ten trud jeszcze bardziej mnie motywuje. Siły dodają też ludzie, którzy idą w tej pielgrzymce, a wielu z nich bardzo cierpi, bo walczą z nałogiem – dodaje.

    Wymodliłem ich trzeźwość

    Pielgrzym Paweł podczas pieszej wędrówki odpowiada za kierowanie ruchem i bezpieczeństwo pątników. Jest dorosłym dzieckiem alkoholików, którym udało się wyjść z nałogu. – Mama i tata są trzeźwiejącymi alkoholikami. Mama nie pije już 15 lat, a tata – siedem. To mama zachęciła mnie do pójścia na tę pielgrzymkę. Wcześniej chodziła sama, dziś już nie może, dlatego chodzę ja i dziękuję Matce Cierpliwie Słuchającej za trzeźwość w mojej rodzinie – mówi Paweł. – Kiedy rodzice pili, było strasznie. Pod względem materialnym niczego nam nie brakowało, ale wiele razy musiałem się wstydzić za swoich rodziców. Często się kłócili. Zdarzało się, że przez alkohol mama poszła pijana na zebranie do szkoły albo nie dotarła do pracy. Teraz tego nie ma. Jest dobrze, bo nie ma alkoholu. Dziś jestem dumny ze swoich rodziców i mogę się nimi chwalić – dodaje pątnik. Paweł zawsze był blisko Kościoła i wytrwale modlił się o trzeźwość dla rodziców. – Moi rodzice i bracia nie chodzili do kościoła, a ja – zawsze. Modliłem się i prosiłem Boga o uwolnienie mamy i taty od nałogu. Pan Bóg mnie wysłuchał i za to Mu dziś dziękuję. Jestem zaangażowany w tę pielgrzymkę, a ponadto przygotowuję młodzież do bierzmowania, działam w wolontariacie i pomagam w hospicjum. Niektórzy spędzają weekend majowy w górach lub nad morzem, ja nie wyobrażam sobie, żebym nie był w tym czasie w drodze do Rokitna. Nie mogę się już też doczekać tej pielgrzymki w przyszłym roku – mówi Paweł.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół