• facebook
  • rss
  • Zadaj sobie to pytanie

    dodane 26.05.2016 00:00

    – Nie trzeba się bać tej drogi, warto zaufać Jezusowi! On daje jedyne i prawdziwe szczęście – zapewnia s. Maria Bartłomieja Świzdor.

    Dziś jest mniej powołań w seminariach duchownych oraz w zakonach. Nie znaczy to jednak, że Pan Bóg nie powołuje do życia konsekrowanego! – Zdaję sobie sprawę, że ciężko Panu Bogu przebić się do serca człowieka we współczesnym świecie, w którym nie ma miejsca na wyrzeczenie i rezygnację z siebie. Coraz mniej dziewcząt dopuszcza do siebie w ogóle taką myśl, ale po 50 latach od ślubów wieczystych zapewniam, że to niezwykła i piękna droga. Jestem szczęśliwą zakonnicą – mówi z uśmiechem s. M. Elekta, przełożona wspólnoty Zgromadzenia Sióstr św. Feliksa z Cantalicjo w Szarczu.

    już nie gryzie

    W Szarczu od ponad 50 lat siostry prowadzą Dom Pomocy Społecznej dla dzieci i młodzieży żeńskiej. Siostra M. Elekta tutaj podjęła pracę jako 18-letnia dziewczyna. – Moje powołanie budziło się przez Szarcz – uśmiecha się felicjanka, która urodziła się i wychowywała w oddalonych o 3 km Stokach. – Siostry często mnie pytały: „Co będziesz robić?”, „A może pójdziesz do klasztoru?”. Zawsze jednak mówiłam: „Nie!” – dodaje. Z czasem jednak przyszła myśl o powołaniu. – Wkrótce zaczęłam się modlić: „Panie Jezu, czy mam iść do klasztoru, czy mam zostać pielęgniarką?”. Bo właśnie o takim zawodzie myślałam. Zdałam najpierw do szkoły pielęgniarskiej, ale nie dostałam mieszkania. To był jeden z takich znaków zewnętrznych. Po rozmowie z jedną z sióstr zdecydowałam się pójść do zakonu. Pan Bóg nie zabrał mi jednak moich marzeń. W klasztorze skończyłam studium pielęgniarskie i ponad 30 lat jestem przy chorych – opowiada s. Elekta i kontynuuje: – Tak naprawdę charyzmat odkrywałam już po wstąpieniu do klasztoru, ale szybko okazało się, że moje pragnienia są takie same, bo felicjanki pracują przede wszystkim wśród najbiedniejszych, cierpiących i opuszczonych – dodaje. DPS w Szarczu jest prawdziwym domem dla 52 dziewcząt i kobiet, które są niepełnosprawne intelektualnie w bardzo różnym stopniu. Najmłodsza mieszkanka ma 8 lat, a najstarsza 68. Niekiedy dopiero tutaj odnajdują ciepło rodzinnego domu. Przykładem jest najmłodsza mieszkanka. – Jak trafiła do nas, nie chodziła, tylko raczkowała. Była dzieckiem zaniedbanym, które w reakcji obronnej gryzło wszystkich dokoła. Dziś nie tylko chodzi, ale też zaczyna reagować na imię, uśmiecha się, potrafi się przytulić i chce się bawić – opowiada z uśmiechem przełożona. – To nie jest łatwa służba, ale przecież jesteśmy od św. Feliksa, a to święty radości. Ta posługa daje mi wewnętrzną radość.

    To mi nie przeszło

    Taką drogę wybierają wciąż kolejne pokolenia. Chociażby s. M. Bartłomieja, która złożyła śluby wieczyste 6. lat temu. U niej pierwsze myśli o zakonie pojawiły się w szkole podstawowej, ale wtedy uznała, że na siostrę zakonną się nie nadaje. – Chciałam mieć rodzinę, męża i dzieci – wyjaśnia. Zwrot nastąpił podczas spotkania dla młodzieży w Przemyślu. – Zobaczyłam setki młodych ludzi, którzy publicznie wyznawali swoją wiarę i nie wstydzili się Jezusa – przyznaje s. M. Bartłomieja. – Pamiętam jak na koniec Mszy św. ksiądz powiedział do wszystkich: „Wielu z Was będących już wie, że Waszą drogą życiową jest kapłaństwo albo życie zakonne. Nie bójcie się odpowiedzieć Panu Jezusowi na to zaproszenie! Wielu z Was nie zna jeszcze swojej drogi, ale warto sobie zadać sobie pytanie: a może Bóg mnie wzywa do służby?”. Ono tak we mnie utkwiło, że nie mogłam przestać o tym myśleć i zaczęłam modlić się. Po jakimś czasie powiedziałam: „Dobrze, Panie Jezu, ale najpierw muszę zdać maturę”. Stwierdziłam, że jeśli za rok będę to nadal czuła, to pójdę tą drogą. Myślałam, że to słomiany zapał, ale minął rok i mi nie przeszło. Potem przyszedł czas na wybór zgromadzenia, a nie miałam kontaktu z żadnymi siostrami. Oczywiście modliłam się, ale też przeglądałam ulotki zgromadzeń. Na jednej z nich zobaczyłam siostry felicjanki i nie ukrywam, że spodobał mi się habit – śmieje się i dodaje: – I nie żałuję tej decyzji. Tutaj mogę realizować siebie, a przede wszystkim wolę Bożą.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół