• facebook
  • rss
  • Niespotykanie dobry kapłan

    dodane 01.06.2016 23:55

    – To był rzadkiej skromności, wrażliwości i dobroci człowiek. Nigdy nikogo nie odtrącił – opowiada Alicja Stafecka z Sulechowa.

    Taki był ks. prał. Michał Kaczmarek, pierwszy tutejszy powojenny proboszcz. „Bardzo zaangażował się w pracę duszpasterską w Sulechowie. Entuzjazm, zapał ludzi przybywających z terenów wschodnich i głód Boga u młodzieży i starszych powracających z frontu lub z obozów pracy sprawiły, że zapragnął na stałe pozostać w pracy duszpasterskiej. Powstała w nim więc myśl o przejściu z życia zakonnego do pracy w charakterze kapłana diecezjalnego” – napisał bp Paweł Socha w „Gorzowskich Wiadomościach Kościelnych”.

    Konspiracyjna posługa

    Ksiądz prałat urodził się 28 września 1914 roku w Börnig w Westfalii, w Niemczech. Tam, na początku XX wieku, za chlebem udali się jego rodzice. „Po zakończeniu I wojny światowej sytuacja ekonomiczna w Westfalii była krytyczna. Polacy tam pracujący zmuszeni byli wyjechać do pracy bądź do Francji, bądź powrócić do wolnej ojczyzny. Rodzice młodego Michała wybrali powrót do ojczyzny. Osiedlili się w Śremie” – pisze bp Socha. Michał Kaczmarek ukończył tamtejsze gimnazjum, ale już liceum w Małym Seminarium Ojców Oblatów w Lublińcu. „Studia filozoficzne i teologiczne odbywał w Seminarium Oblatów w Obrze. Wyświęcony został na kapłana przez abp. Walentego Dymka 12 czerwca 1938 roku. Po święceniach pracował przez rok we wspólnocie zakonnej. Od wybuchu II wojny światowej do 1941 roku posługiwał w Śremie w szpitalu miejskim, prowadząc pracę konspiracyjną. W 1941 roku uciekł do Francji, gdzie po zajęciu kraju przez hitlerowców prowadził w konspiracji posługę duszpasterską dla Polaków. Od 1942 roku pracował na Śląsku jako wikary przy parafii pw. św. Barbary w Chorzowie” – pisze bp Socha.

    Tłumy oblegają Kościół

    Na polecenie arcybiskupa Walentego Dymka przyjechał 1 lipca 1945 roku do Sulechowa, a 15 października 1945 roku otrzymał obowiązki administratora parafii św. Krzyża w Sulechowie. A tak wspomina ten okres sam ks. Kaczmarek: „Założyłem zaraz Kółko Ministrantów, które liczy 16 członków. Co miesiąc mają wspólną Komunię św. i naukę. Największą popularnością cieszy się założona Krucjata Eucharystyczna (…). Dla zebrań stowarzyszeń katolickich dałem wyremontować salkę ze starego probostwa tak, że dziś jest schludnym przytułkiem dla młodzieży naszej katolickiej. Dalszym stowarzyszeniem katolickim jest Bractwo św. Różańca. Liczy ono obecnie po dwie róże męskie i żeńskie, które co trzecią niedzielę miesiąca mają zebrania połączone z nauką. Straż Honorowa Serca Pana Jezusa jest w toku założenia. Zakłada się również Stowarzyszenie św. Wincentego à Paulo, które znajduje wielu zwolenników. W początkach grudnia 45 r. powołałem do życia Radę Parafialną, składającą się z ośmiu członków. Sodalicja Mariańska zakłada się przy tutejszym gimnazjum. (…) Odtąd życie katolickie w naszej parafii rozwija się w pełnym pędzie (…), tłumy oblegają nasz kościół w niedzielę i święta, że muszą na dworze stać. Kościół nasz jest za mały i wierni domagają się większego Domu Bożego”.

    Ze wszystkimi rozmawiał

    Niedawno, 4 maja, w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego odsłonięto tablicę poświęconą dwóm nieżyjącym już wieloletnim sulechowskim proboszczom – ks. prał. Michałowi Kaczmarkowi i ks. prał. Antoniemu Mackiewiczowi. – To wotum wdzięczności od parafian, którzy chcą także w ten sposób podziękować za ich posługę – wyjaśnia obecny proboszcz ks. Andrzej Szkwarek. Uroczystego poświęcenia dokonał bp Tadeusz Lityński. Tego dnia jeden z parafian, Stanisław Kaczmar, zaprezentował też krótkie wystąpienie na temat wspomnianych kapłanów. Przygotowując się do wystąpienia, porozmawiał z najstarszymi mieszkańcami parafii i uzyskał wiele cennych informacji. Chociażby to, że pierwszy powojenny sulechowski proboszcz uwielbiał sport. – Był zapalonym kibicem piłkarskim, został nawet prezesem naszego klubu Sulechowianka – wyjaśnia Stanisław Kaczmar. – Lubił tatar i wodziankę. Co to takiego jest ta wodzianka? Zupa sporządzona z pokrojonego w kostkę suchego chleba, drobno pokrojonego lub przeciśniętego przez praskę czosnku, z dodatkiem smalcu lub masła zalanego wrzątkiem – dodaje. Ks. Michał przede wszystkim lubił przebywać wśród ludzi. – Niespotykanie dobry, szczery, skromny, serdeczny dla ludzi, gorliwy kapłan, heroiczny w działaniu. Nie przywiązywał uwagi do pieniędzy, dóbr ziemskich. Nie wyróżniał ludzi, traktował wszystkich z wielkim szacunkiem i dobrocią. Ze wszystkimi rozmawiał, był bardzo komunikatywny i lubił pożartować. To właśnie mówią o nim jego parafianie – podkreśla pan Stanisław.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół